Fort stał się więzieniem
W pierwszych miesiącach powstania styczniowego do twierdzy Iwangorod trafiło kilku księży wspierających niepodległościowy zryw. Pojmanych pędzono wśród szykan oprawców i łez parafian.
W połowie XIX w. twierdza i fortyfikacje na terenie Iwangorodu (obecnie: Dęblina) nie posiadały dużego znaczenia militarnego. Powodem były niski stan osobowy załogi. Tutejszy garnizon składał się z batalionu piechoty, 290 artylerzystów i 15 saperów. A sami żołnierze stacjonujący w twierdzy nie wyróżniali się zdolnościami lub wręcz trafiali do Iwangorodu za karę. Ale - jak się miało okazać - w pierwszej połowie powstania ówczesny Dęblin odegrał pewną rolę.
Bastion nie do zdobycia
Do planu insurekcji twierdzę Iwangorod zamierzał włączyć naczelnik powstańczy Warszawy Jarosław Dąbrowski. Miał dokonać na nią, jak i na twierdzę Modlin, zamachu, ale z zamiaru zrezygnował. Nieco później pomysł podchwycił członek Komitetu Centralnego Narodowego i naczelnik konspiracyjny województwa płockiego Zygmunt Padlewski, ale ostatecznie też go zaniechał – mimo niezbyt mocnego składu osobowego twierdzy dla słabo uzbrojonych powstańców taki obiekt był dużym wyzwaniem. Zamiast atakować fortyfikacje, polskie oddziały wolały walczyć w odsłoniętych miejscach. Przykładem była Jedlnia w Puszczy Kozienickiej, gdzie już w nocy 22/23 stycznia 1863 r. doszło do rozbrojenia stacjonującej we wsi roty carskich saperów, będącej częścią 2 batalionu IV brygady saperów. ...
Tomasz Kępka