24 stycznia 2019 r. Imieniny obchodzą: Felicja, Rafał, Tymoteusz

Pogoda: Siedlce

Numer 4
24-30 stycznia 2019r.

menu

NEWS

W numerze ECHA materiały formacyjne dla Kół Żywego Różańca.

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Historia

 
 

Z Polski do Argentyny

25 lipca 2017 r.

Spotkania z Rodakami


fot. Arch. rodzinne

Cztery lata temu Gajewscy wyruszyli na Okęcie, by powitać Claudia Rodaka, który wraz z najbliższymi wyruszył zza oceanu do kraju swego ojca. Wzięli ze sobą transparent z napisem „Rodak”. Gościom z Argentyny ułatwił rozpoznanie rodziny, budząc przy okazji niemałe zdziwienie wśród oczekujących na samolot…

Opowieść o rodzinie z Argentyny Katarzyna i Dariusz Gajewscy z Siedlec zaczynają od listu w języku hiszpańskim, który w 2013 r. otrzymała mieszkająca w Białej Podlaskiej mama pani Katarzyny - Krystyna Ignatowska. Jego nadawcą był Claudio Rodak, syn Władysława - brata babci pani Kasi. - Napisał w nim, że chciałby zobaczyć ojczyznę ojca i poznać rodzinę. Już mailowo zaczęliśmy wymieniać się informacjami, zdjęciami itd. W lipcu przyleciał do Polski z żoną Aną, córką Claudią i jej chłopakiem. Nie przypuszczaliśmy, że zdecydują się na ponowny przyjazd - opowiada K. Gajewska tuż po kolejnej wizycie argentyńskiej gałęzi Rodaków na przełomie kwietnia i maja br.

 

Listy pokreślone przez cenzurę

 

Pradziadkowie pani Katarzyny ze strony mamy - Katarzyna i Wojciech Rodakowie - mieszkali w Styrzyńcu, wiosce leżącej 10 km od Białej Podlaskiej. Mieli troje dzieci: Juliana, Władysława i Bronisławę. Na początku II wojny światowej obaj synowie najprawdopodobniej zostali powołani do wojska. Do rodzinnego domu nigdy nie powrócili. Julian zginął w obozie jenieckim na Majdanku. Władysława zawierucha wojenna rzuciła do Argentyny. - Babcia Bronisława (po mężu Budzyńska) przez wiele lat utrzymywała kontakt z wujkiem Władysławem, jak go zawsze nazywaliśmy - mimo że był dla nas dziadkiem. Często do siebie pisali. Pamiętam, że listy od niego przychodziły pokreślone na czarno przez cenzurę. Babcia, czytając je, zawsze płakała. Często powtarzała z żalem, że jest na świecie sama jak palec - wspomina K. Gajewska. Oboje - Władysław i Bronisława - zmarli w 1995 r. Urwał się też kontakt między Styrzyńcem a Buenos Aires.

 

Zajrzeć w przeszłość

 

Kiedy swój przyjazd do Polski - po wymianie listów i aktualnych zdjęć rodzinnych - zapowiedział Claudio Rodak, Gajewscy zaczęli szukać informacji o Władysławie, stanowiącym ogniwo łączące dwie nieznające się rodziny. Okazało się wtedy, że Rodakowie sprowadzili się do Styrzyńca z Choszczowa w gm. Puławy. Gajewscy odkryli też, że starszy o pięć lat Julian Rodak wprawdzie przebywał na Majdanku, dokąd trafił schwytany podczas łapanki w Warszawie, jednak spod Lublina przewieziony został do obozu w Buchenwaldzie i to tutaj zmarł. Największe zaskoczenie przyniosło jednak stopniowe poznawanie losów Władysława - już z pomocą jego syna Claudia.

 

Chłopak ze Styrzyńca w RAF

 

- Informacje o wujku służącym w RAF przewijały się w naszej rodzinie. Ale dopiero spotkanie z Rodakami zrodziło pytania o drogę, jaką musiał przebyć Władysław, w chwili rozpoczęcia wojny mający 22 lata, z niewielkiej wioski do Dywizjonu Bojowego 301 - przyznaje K. Gajewska.

Claudio o szczegółach tej drogi wie mało, głównie dlatego, że ojciec niechętnie opowiadał o wojnie. Wedle jego relacji Władysław do RAF trafił po ucieczce z więzienia. Walczył w Afryce i pod Monte Cassino.

Potwierdzeniem faktu, że W. Rodak (ur. 25 kwietnia 1917 r., zm. 13 lipca 1995 r.) związany był z lotnictwem, jest obecność jego nazwiska na tzw. Liście Krzystka stanowiącej wykaz personelu Polskich Sił Powietrznych w WB. Wynika z niej, że służył w randze LAC (Leading Aircraftman - według stopni RAF), zaś przydzielony mu numer służbowy RAF to 781691. Obecności w Afryce bądź innym kraju wschodnim dowodzi pejzaż zachowanego zdjęcia, do którego W. Rodak pozował, stojąc obok wielbłąda, zaś udziału w walkach na froncie - fotografia w mundurze, na czołgu. Do Argentyny wyruszył z żoną i trzema innymi Polakami (wszyscy poślubili Włoszki) właśnie z Włoch, gdzie mieszkał do 1948 r.

 

Jak to w rodzinie

 

Kiedy w sobotni wieczór 29 kwietnia wchodzę do domu Gajewskich, już od progu słychać w nim gwar rozmów - barwną mieszankę hiszpańskiego, angielskiego i polskiego. Tym razem Claudio oprócz żony i najmłodszej córki zabrał ze sobą do Polski starszą córkę Ingrid i jej męża oraz ojca swego zięcia. Pierwsza wizyta, poświęcona głównie zapoznaniu się z rodziną, rozbudziła tylko zainteresowanie Polską i Europą. Rodakowie z Argentyny zobaczyli wtedy Styrzyniec, zwiedzili Majdanek, Muzeum Powstania Warszawskiego i samą stolicę. Tym razem Siedlce były ostatnim punktem na mapie ich trwającej prawie dwa tygodnie podróży, obejmującej m.in. Malbork, Gdańsk, Poznań, Kraków, Wieliczkę, Katowice, ale też Pragę, Bratysławę i Wiedeń.

Rozmowa - z jednej strony dzięki wsparciu najmłodszych reprezentantek dwóch rodzin najlepiej operujących angielszczyzną, z drugiej - niezwykłej otwartości gości i gospodarzy - toczy się wartko. Jest rodzinnie i bardzo serdecznie. Przeglądamy zdjęcia, a wspomnienia z przeszłości przeplatają się z wrażeniami z podróży i salwami śmiechu.

 

Na własnym podwórku

 

- Czujemy się w Polsce jak w domu! - rzuca z entuzjazmem Claudia, żywiołowo, z uśmiechem opowiadając o wrażeniach. Z dyplomacją chwali życzliwość Polaków wobec przybyszy z zagranicy, dającą się jej zdaniem porównać tylko z tą, jakiej doświadczyć można w Argentynie… Rodzice - Claudio i Ana proszą, żeby przetłumaczyła na angielski, że placki ziemniaczane to najlepsze jedzenie na świecie, kopalnia soli w Wieliczce jest najpiękniejszym miejscem, jakie widzieli, i że strasznie podoba im się typowo polskie powitanie: trzykrotny pocałunek. - Zachwyceni byli tym, że Polska jest tak różnorodna i że można u nas tyle zwiedzić, obejrzeć - D. Gajewski podsumowuje wrażenia swoich gości. - Argentyńczycy dużo podróżują, ale kiedy Claudio wieczorem wyszedł ze mną na dwór, pospacerował po rosie, posłuchał kumkania żab w stawie, stwierdził, że rozumie nasze przywiązanie do domu, do własnego podwórka. Myślę, że odezwała się w nim polska część jego duszy - dodaje.

 

Droga bez powrotu

 

- Droga do Polski była zamknięta dla takich jak ojciec ze względu na rządy komunistów. Rozważając w 1948 r. wyjazd z Europy, rodzice brali pod uwagę Argentynę, Australię i Kanadę. Wybrali Argentynę, gdzie wcześniej wyemigrowało sporo osób z rodziny mamy - mówi Claudio. Octavia i Władysław wraz z urodzonym we Włoszech bratem Claudia - dwuletnim wówczas Dariem, zamieszkali w Buenos Aires, w jednopokojowym mieszkaniu razem z ciotką Octavii. Władysław próbował zatrudnić się na lotnisku, ale nie udało się to ze względu na nieznajomość języka. Jako mechanik znalazł pracę w fabryce cukierków. Pracował 12-14 godzin dziennie. Po roku Rodakowie kupili kawałek ziemi na obrzeżach Buenos Aires, a z czasem wybudowali dom.

O powrocie do Polski nie było mowy. - Rodzice dorabiali się, my byliśmy mali, ciągle brakowało pieniędzy - mówi Claudio. - Poza tym ojciec słyszał, że komuniści nie wpuszczają do kraju emigrantów. Powtarzał historię o Polaku, który chciał wrócić, ale w porcie, już w Polsce, został bardzo pobity - wspomina.

 

Czekał na listy z Polski

 

- Ojciec niechętnie wspominał przeszłość, szczególnie okres wojny. O domu rodzinnym też mówił niewiele, ale powodem tego była raczej niechęć do okazywania wzruszenia. On był prawdziwym „macho” - przyznaje z uśmiechem, pokazując odbitkę tak drogiego sercu Władysława biało-czarnego zdjęcia: jako młody chłopak stoi z rodzicami obok drabiniastego wozu. Zaprzężony jest do niego biały koń. W tle - drewniany płot i jabłoń. Powiększone, oprawione w ramki - wisiało nad jego łóżkiem.

- Kiedy przychodził list z Polski, tato ważył go w dłoni. Jeśli był nieco cięższy, oznaczało to, że w środku są zdjęcia. Bardzo na nie czekał, tak jak na wieści o gospodarce, o pracach w polu. Tłumaczył nam często, jak wyglądało sadzenie ziemniaków. Cieszył się z opłatka, który zawsze przesyłała mu rodzina przez Bożym Narodzeniem - opowiada Claudio. Przyznaje też, że czytając listy z domu, Władysław zawsze płakał, dlatego krył się z nimi w zaciszu swego pokoju.

Żyjąc w kraju, którego - mimo wielkiej różnorodności kulturowej - językiem jest hiszpański, W. Rodak nie nauczył synów języka swojej ojczyzny. On sam każdego dnia modlił się po polsku, na klęczkach. Tak też zastała go śmierć.

 

Warto szukać

 

Pytani o ciąg dalszy niedawno odkrytej rodzinnej historii, znanej tylko w zarysie, Gajewscy przyznają, że noszą się z zamiarem dokładnego zrekonstruowania losów Władysława.

Zdaniem Piotra Hodyry, autora wydanej w 2016 r. książki „301 Dywizjon Bombowy”, kontynuatora spuścizny Tadeusza Krzystka, jaką jest lista Polaków PSP w Anglii, istnieje możliwość, że W. Rodak trafił do Włoch wraz z armią gen. Andersa. - Oznaczałoby to, że po wrześniu 1939 r. został on wywieziony na Wschód i wraz z tworzoną przez Andersa armią przedostał się na Zachód. Być może dopiero później otrzymał przydział do Polskich Sił Powietrznych, gdzie służył jako mechanik, członek personelu naziemnego - tłumaczy.

- Skoro zakwalifikował się do naziemnej służby lotniczej, musiał albo ukończyć w Polsce szkołę o profilu mechanicznym, a takie szkoły funkcjonowały w Siedlcach i w Brześciu nad Bugiem, albo też posiadać predyspozycje, tj. umiejętności techniczne, dzięki którym został mechanikiem wojskowym, zapewne po szkoleniu lotniczym w Wielkiej Brytanii - mówi Tomasz Demidowicz, regionalista, historyk, autor słownika biograficznego „Lotnicy Podlasia”. Przyznaje zarazem, że garść informacji o wojennych losach W. Rodaka brzmi bardzo intrygująco. I że warto szukać odpowiedzi na pytania, które kryje jego biografia.

 

Monika Lipińska

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

New Year’s Party


W sali „Podlasie” Miejskiego Ośrodka Kultury w Siedlcach odbył się koncert noworoczno-charytatywny pod nazwą „New Year’s Party 2019”. Wydarzeniu towarzyszył szereg atrakcji. Na scenie wystąpili słuchacze Europejskiego Centrum Szkolenia Językowego „Eurolingua” oraz podopieczni domów dziecka, na rzecz których organizowana jest akcja charytatywna „New Year’s Party 2019”. [fot. Monika Król]

FOTOGALERIA

Pamięć o unitach


Doroczne uroczystości upamiętniające męczeństwo Unitów Podlaskich zainaugurowała Msza św. w kościele parafialnym w Drelowie pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy. Następnie w Gminnym Centrum Kultury w Drelowie został wystawiony spektakl pt. „Matka Boska od Unitów” w wykonaniu młodzieży z Zespołu Szkół im. Unitów Drelowskich.

PATRONAT "ECHO"


 

POLECAMY


O oczekiwaniu i obecności
Jedyną właściwą odpowiedzią na tę dojmującą tęsknotę jest Bóg. Papież Benedykt XVI przypomina, że chrześcijanie oczekują powtórnego przyjścia Pana, jednocześnie już żyjąc tym, czego się spodziewają.
więcej »
Cuda wciąż się zdarzają
Cuda miały miejsce nie tylko w pierwszych wiekach Kościoła. Mają miejsce także dzisiaj i są potwierdzeniem prawdy Ewangelii - przekonywał o. Dolindo, któremu sam Jezus podyktował słowa jednej z najskuteczniejszych modlitw.
więcej »
O księżach z krwi i kości
Dlaczego jedni stawiają księży na świeczniku, a drudzy wdeptują ich w ziemię? Bo nie rozumieją, czym jest kapłaństwo i kim tak naprawdę jest kapłan.
więcej »
X Pielgrzymka Amazonek do Matki Bożej Kodeńskiej
Jubileuszowa pielgrzymka odbędzie się w niedzielę 3 lutego. Centralnym punktem uroczystości będzie Msza św. pod przewodnictwem biskupa siedleckiego.
więcej »
Być kobietą urzekającą
„Życie w zgodzie z naturą” - pod takim hasłem upłynie spotkanie z cyklu „Być kobietą urzekającą” zaplanowane na 6 lutego w Miętnem.
więcej »
 

SONDA

 

Czego uczą nas bł. Męczennicy Podlascy?

że są wartości, których za wszelką cenę trzeba bronić, nawet za cenę życia

że wierność Bogu bardzo dużo kosztuje

zaufania mimo wszystko - z wiarą, że wyda ono błogosławione owoce

są wzorem odwagi - także, a może zwłaszcza, dla młodych ludzi

trudno powiedzieć - unici żyli w innych czasach, borykali się z innymi problemami



LITURGIA SŁOWA


Czwartek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR