21 lutego 2019 r. Imieniny obchodzą: Eleonora, Feliks, Kiejstus

Pogoda: Siedlce

Numer 8
21-27 lutego 2019r.

menu

NEWS

W numerze materiały formacyjne dla Kół Żywego Różańca. Polecamy!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Historia

 
 

Historia

24 stycznia 2018 r.

Włodawscy Żydzi


fot. ARCHIWUM

W styczniu 1940 r. pomiędzy ulicami: Wyrykowską, Okunińską i Furmańską utworzono we Włodawie getto. Przebywało w nim ponad 5,5 tys. Żydów z miasta i okolicy. Getto przestało istnieć 30 kwietnia 1943 r., kiedy Niemcy zorganizowali ostatnią akcję likwidacyjną, wywożąc Żydów do obozu w Sobiborze.

Na Lubelszczyźnie Niemcy zamordowali ok. 800 tys. Żydów. W Sobiborze powstał największy obóz spośród obozów włączonych w Akcję „Reinhardt”, zakładającą zagładę Żydów w Generalnym Gubernatorstwie i regionie białostockim. Obóz, którego budowę rozpoczęto na przełomie zimy i wiosny 1942 r., zlokalizowany został w dystrykcie lubelskim w niedużej odległości od Chełma i Włodawy. Jego powierzchnia wynosiła ok. 50 ha. Regularne transporty Żydów - z powiatów: puławskiego, krasnostawskiego, chełmskiego, hrubieszowskiego, bialskopodlaskiego - zaczęły przychodzić 5 maja 1942 r.

Do Sobiboru przybywały także transporty z zagranicy. Śmierć poniosło tutaj co najmniej 84 tys. Żydów z Niemiec, Austrii, Słowacji, Protektoratu Czech i Moraw, Francji i Białorusi; największą liczbę stanowili Żydzi holenderscy - 34 tys.

 

Sobibór - dzisiaj

Aktualnie na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady trwają prace, których efektem ma być utworzenie Muzeum - Miejsca Pamięci w Sobiborze, oddziału Państwowego Muzeum na Majdanku. W 2017 r. powstał m.in. budynek, w którym mieścić się będzie siedziba nowej instytucji. Wcześniej warstwami geowłókniny oraz kruszywa z białego marmuru zabezpieczona została polana masowych mogił z prochami ofiar. Inwestycja będzie kontynuowana na wiosnę 2018 r., zaś otwarcie muzeum zaplanowano na końcówkę roku 2019 r.

 

Getto we Włodawie

W okresie międzywojennym włodawska gmina liczyła ok. 7 tys. Żydów z terenu miasta i sąsiednich gmin wiejskich. Ostatnim rabinem Włodawy przed II wojną światową był Mendele Morgenstern. Przed wybuchem wojny było tu 5650 Żydów.

W styczniu 1940 r. pomiędzy ulicami: Wyrykowską, Okunińską i Furmańską utworzono getto. Przebywało w nim ponad 5,5 tys. Żydów z Włodawy i okolic, z biegiem czasu dodatkowo dowieziono ok. 800 Żydów z Krakowa i Mielca oraz ok. 1 tys. Żydów z Wiednia. Powierzchnia getta wynosiła 50 tys. m². Więźniowie pracowali przy osuszaniu tzw. krowiego bagna i stawu włodawskiego oraz przy regulacji rzek Tarasienki i Włodawki. W getcie przydział chleba wynosił 100 gramów na osobę. Żydzi mogli zakupić inne artykuły spożywcze jedynie w sklepie prowadzonym przez Nechamę Lustigman oraz Elę Rychtman. Panował głód, przy przeludnieniu, niskim poziomie higienicznym i sanitarnym rozprzestrzeniał się tyfus. Jego epidemię opanowano na początku 1942 r. W lipcu 1942 r. przeprowadzono akcję likwidacyjną wymierzoną w dzieci, 24 października zorganizowana była kolejna, następna 6 listopada, ostatnia - 30 kwietnia 1943. Żydów wywożono do Sobiboru. Przeżyła tylko garstka.

 

Droga do obozu

Urodzona w 1926 r. Franciszka Kłucjasz (z domu Prokopiuk), pamięta drogę, którą każdego dnia przemierzali Żydzi, idąc z włodawskiego getta do Sobiboru, do pracy przy budowie obozu. Mówi się o ok. 150 Żydach z getta, którzy na początku 1942 r. brali udział w budowie miejsca zagłady. Pani Franciszka pamięta też tę samą drogę, na którą Niemcy nakładli drewnianych kołków, z Włodawy przez Orchówek do Sobiboru, a którą przepędzani byli Żydzi do obozu śmierci. Jeśli któryś z nich przewrócił się i upadł, Niemcy dobijali go strzałem z pistoletu... - W czasie wojny często przechodziłam obok tego miejsca. Mieszkałam w Orchówku, a we Włodawie miałam lekcje szycia u krawcowej. Starałam się omijać drogę, na której leżało wiele trupów. To był okropny widok - stwierdza po latach.

W lipcu 1942 r. Niemcy przeprowadzili akcję wymierzoną w dzieci żydowskie, rozkazując przyprowadzić na plac sportowy dzieci do 14 roku życia. Kiedy okazało się, że grupka jest nieliczna, Niemcy podstępnie sprawdzili tylko ich stan czystości, aby następnym razem zgłosiło się więcej osób. 7 sierpnia na plac przyszło więcej osób; dzieci odbierano siłą, wyszarpując je z rąk tym matkom które nie chciały ich oddać. Podczas tej akcji wywieziono około 1,5 tys. osób, w tym 107 dzieci.

- W pamięci utkwił mi jeszcze inny obraz: widok drabiniastego wozu ciągniętego przez dwa konie, na który dosłownie nawrzucano żydowskich dzieci - wspomina F. Kłucjasz. - Jednemu dziecku wystawała spomiędzy szczebli wozu nóżka, innemu rączka. Wóz przejeżdżał przez Orchówek do sobiborskiego obozu, blisko okien mojego dom - wspomina.

Ostatnia akcja likwidacyjna miała miejsce 30 kwietnia 1943 r. i oznaczała koniec istnienia getta we Włodawie - Żydzi zostali wyprowadzeni na Rynek, a następnie wywiezieni do Sobiboru. Niektórzy zdołali się ukryć we wcześniej zbudowanych kryjówkach. Przeżyła tylko garstka Żydów, którym udało się uciec. Ocalała m.in. Sara Osmoliński-Lustigmann, która mieszkała przy ul. Kraszewskiego jeszcze długie lata.

 

Pomagali Żydom

- Znam osoby, które pomogły Żydom włodawskim, ratując w sumie 120 ludzi - opowiada pani Franciszka, wyliczając nazwiska Bartnik i Masiukiewicz. - Masiukiewicz miał bunkier przy jeziorze Białym w Okunince. Jedna z moich koleżanek przynosiła nawet jedzenie ukrywającym się tam ludziom. Przeżyli, potem wyjechali stąd. Do Włodawy nigdy nie wrócili.

92-letni mieszkaniec Włodawy Grzegorz Zimnicki opowiada: - Znałem wielu tutejszych Żydów. Chodziłem do szkoły z chłopakiem, którego brat przeszedł na wiarę katolicką i ożenił się z Polką. Bardzo bogaty był Martkiter, który miał skład futrzany; jego syn i synowa mieszkający w Warszawie byli lekarzami. Dobrze znałem też biednych Żydów, zwłaszcza tych, którzy mieli jatki w Czworoboku, to u nich kupowałem mięso przed wojną. Kiedy chodziłem kuć konie i nie chciałem trzymać zwierzęcia za nogę, ojciec mówił: Zapłać Żydom 10 gr drożej, sami przytrzymają. Potem, w czasie wojny pomogłem niejednemu Żydowi.

 

Tęsknota za chlebem

Kiedy G. Zimnicki sięga pamięcią do pierwszych miesięcy wojny, na myśl przychodzi mu od razu tęsknota za chlebem. Brakowało go w mieście. - Antoniewska wypiekała 40-50 bochenków w piecu opalanym drzewem. W mieście były dwa, góra trzy piece, a mieszkańców setki - opowiada.

Kiedy zabierał krowy na łąkę, jednocześnie w drodze modląc się do Boga o powrót ojca i zakończenie wojny, na mijanych polach zbierał kłosy. - Wydmuchiwałem z nich ziarna. Za pierwszym razem zebrałem 2-3 kilogramy. Chleb zrobiliśmy wtedy z mąki zmielonej w młynku. Potem przez niecały miesiąc uzbierałem worek zboża, sąsiedzi aż się dziwili - wspomina. Kiedy do domu wrócił ojciec, dostał zboże, nie odczuwali już braku chleba. - Za każde załatwienie sprawy dawałem Żydom chleb. Oni byli go spragnieni. Matka mówiła tylko: oni by ciebie na rękach nosili. Żydzi byli głodni i sponiewierani. Bardzo chciałem im pomóc, przynosiłem np. ziemniaki - opowiada.

 

Chleb dla Żydów

Kiedy G. Zimnicki pracował u Niemców, łatwiej było zorganizować jedzenie dla Żydów. - Mówię do Niemca, że trzeba kuchnię postawić, bo miał polowe kuchnie wojskowe. Pomyślałem, że kobiety, które gotowały obiady, mogły nagotować i dla Żydów Pyta mnie Niemiec: Co gotować? Mówię: To, co my jemy. Odpowiada: Mamy makaron ze śliwkami. A makaron dostawali Niemcy z Włoch.

Zimnicki organizował Żydom także chleb. Trafiał do nich regularnie, co drugi dzień. - Był tam oddział gospodarczy, który zaopatrywał koszary. Niemcy - byli to ludzie starsi, ok. 60 roku życia - mieli 25 koni. Kiedyś jeden Niemiec przyszedł na naszą działkę po siana. Okazało się przydział na jednego konia to tylko 4 kg siana. Niemcy zawołali mnie i zaprosili do stołu. Byli to Ślązacy, rozumieli po polsku. Zjadłem, a przy okazji zapytałem, czy zostaje im chleb. Niemcy chcieli siana dla swoich koni, ja chleba. Chleba dla Żydów - ale to wiedziałem tylko ja. Powiedzieli, że mogę brać ten chleb. Co drugi dzień Żydzi dostawali worek suszonego chleba. Nikt o tym nie wiedział.


Przypadający 27 stycznia Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu ustanowiony został w 2005 r. przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, aby uczcić pamięć o ofiarach pochodzenia żydowskiego, pomordowanych w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy.

Joanna Szubstarska

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Uroczystości w Pratulinie


23 stycznia w pratulińskim sanktuarium odbyły się doroczne uroczystości z racji wspomnienia bł. Męczenników Podlaskich. Wydarzeniu towarzyszyło poświęcenie Domu Pielgrzyma. Uroczystościom przewodniczyli kard. Kazimierz Nycz oraz bp Kazimierz Gurda i bp Piotr Sawczuk. [fot. AWAW]

FOTOGALERIA

Dzień Życia Konsekrowanego


Każdy dzięki Duchowi Świętemu odkrywa swój własny sposób ofiarowania się Ojcu Niebieskiemu. Własny, ale otrzymany i przyjęty od Boga; własny, ale jednocześnie potwierdzony przez Kościół, w którym jest obecny i działa Boży Duch; własny, ale w odniesieniu do Jezusa Chrystusa, bowiem żadne ofiarowanie siebie poza Chrystusem nie może być przyjęte przez Ojca. Tylko Jego ofiara została przyjęta - podkreślił bp Kazimierz Gurda w homilii podczas Eucharystii sprawowanej w święto Ofiarowania Pańskiego. [fot. M. Król]

PATRONAT "ECHO"


Tropem Wilczym
3 marca, po raz piąty we Włodawie, odbędzie się Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W programie są biegi na dystansie 5 km oraz na symbolizującym datę śmierci ostatniego z wyklętych odcinku 1963 m.
więcej »
Uczczą pamięć
Miejsko-Gminne Centrum Kultury w Rykach zaprasza na obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, które odbędą się 1 marca.
więcej »
O puchar biskupa
1 marca po raz siódmy odbędzie się Halowy Turniej Katolickich Szkół Ponadpodstawowych w Piłce Nożnej Dziewcząt i Chłopców o Puchar Biskupa Siedleckiego Kazimierza Gurdy.
więcej »
 

POLECAMY


O księżach z krwi i kości
Dlaczego jedni stawiają księży na świeczniku, a drudzy wdeptują ich w ziemię? Bo nie rozumieją, czym jest kapłaństwo i kim tak naprawdę jest kapłan.
więcej »
Unici przed kamerą
31 stycznia zakończyły się zimowe zdjęcia do filmu „Z ziemi podlaskiej”. Produkcja przybliża wstrząsające losy naszych unitów.
więcej »
Unici ziemi łosickiej
Książka Tomasza Dobrowolskiego „Unici ziemi łosickiej i ich walka o jedność Kościoła i polską wieś na Podlasiu” doskonale wpisuje się w cykl obchodów jubileuszowych, tj. 200-lecie powołania diecezji siedleckiej i 100-lecie odzyskania niepodległości.
więcej »
O cudach i niezaglądaniu Bogu w rękaw
Od momentu urodzenia aż do dzisiaj moje życie to pasmo cudów. I wciąż nie mogę się nadziwić, że Bóg tak mnie kocha.
więcej »
 

SONDA

 

Wyrzucanie żywności uważam za...

grzech

marnotrawstwo

problem współczesnego świata

nieodpowiedzialność

nie uważam tego za coś złego



LITURGIA SŁOWA


Czwartek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR