20 stycznia 2019 r. Imieniny obchodzą: Fabian, Sebastian

Pogoda: Siedlce

Numer 3
17-23 stycznia 2019r.

menu

NEWS

Najnowsze badania przeprowadzone przez włoskich naukowców potwierdzają, że „człowiek, który został okryty Całunem Turyńskim, został wcześniej ukrzyżowany”. Określają też dokładne miejsce ciosu, zadanego włócznią, która przebiła bok Jezusa i potwierdzają autentyczność śladów krwi znajdujących się na Całunie. Więcej w bieżącym wydaniu ECHA...

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Rozmowy

 
 

Rozmowa ECHA

31 stycznia 2018 r.

Okultyzm zrobił ze mnie wrak człowieka


fot. ARCHIWUM

O uwikłaniu w okultyzm i nawróceniu - w rozmowie z Katarzyną Straburzyńską, psychologiem, autorką książki „Dotyk miłości”

Jako młoda dziewczyna obraziłam się na Pana Boga. Miałam wtedy 14 lat i zmarł mój ukochany dziadek, z którym byłam bardzo związana. Kiedy odszedł, nie mogłam zrozumieć, dlaczego Bóg zabrał tak dobrą i tak wierzącą osobę. W dodatku przechodziłam wtedy związany z dojrzewaniem okres buntu. Zły w takich sytuacjach tylko zaciera ręce, kusząc gniewem, niewybaczeniem. Nie mogłam pogodzić się z tą sytuacją. Byłam bardzo rozżalona. Ze złości podarłam obrazek Jezusa Miłosiernego. Od tamtego momentu zaczęłam się od Niego odsuwać. Wprawdzie przyjęłam bierzmowanie, ale na zasadzie „bo wszyscy szli”. Nie było w tym żadnej radości. Potem stopniowo odchodziłam od Kościoła, modlitwy. Jako nastolatka postanowiłam sobie, że zrobię wszystko, by mieć pieniądze, karierę i osiągnąć sławę. Mając 16 lat, zaczęłam pracować jako hostessa na promocjach, potem miałam przygodę z modelingiem. Szybko zaczęłam zarabiać. W wieku 22 lat stać mnie było na otwarcie własnego biznesu - agencji reklamowej. Wtedy też po raz pierwszy poszłam do wróżki, od czego zaczęła się w moim życiu równia pochyła.

Czy uzdrowienie jest dzisiaj możliwe?

 

Jak najbardziej. Sama zostałam uzdrowiona nie tylko fizycznie, ale też wewnętrznie, emocjonalnie i duchowo. To wielka łaska, ale jej warunkiem jest otwarcie się na uzdrowienie, proszenie o nie. W Ewangelii jest napisane: „Proście, a otrzymacie”. Tymczasem często zdarza się tak, że gdy ktoś z naszych bliskich lub my sami zaczynamy chorować, zastanawiamy się „dlaczego”, próbując zdziałać coś wyłącznie własnymi siłami. Ja już wiem, że to niemożliwe. Sami nic nie jesteśmy w stanie zrobić.

 

W swojej książce napisała Pani, że została uzdrowiona trzykrotnie.

 

Nawet więcej. Złamany kręgosłup, nowotwór, zakrzepica, stan zwyrodnieniowy, chora wątroba…

 

Sporo tego. To musiały być trudne doświadczenia.

 

Rzeczywiście łatwo nie było. Jednak nigdy nie traktowałam tego, co mi się przydarzyło, w kategoriach kary. Bo Bóg nie karze, nie zsyła choroby, ale ją dopuszcza, mając w tym swój plan. Nam, ludziom, wydaje się to nielogiczne. Wiem jednak z własnego doświadczenia, że Bóg z każdej trudnej dla człowieka sytuacji wyprowadzi dobro. Prawdę tę można odkryć tylko oczami wiary. Zrozumienie tego zajęło mi kilka lat.

 

Jak do tego doszło?

 

Jako młoda dziewczyna obraziłam się na Pana Boga. Miałam wtedy 14 lat i zmarł mój ukochany dziadek, z którym byłam bardzo związana. Kiedy odszedł, nie mogłam zrozumieć, dlaczego Bóg zabrał tak dobrą i tak wierzącą osobę. W dodatku przechodziłam wtedy związany z dojrzewaniem okres buntu. Zły w takich sytuacjach tylko zaciera ręce, kusząc gniewem, niewybaczeniem. Nie mogłam pogodzić się z tą sytuacją. Byłam bardzo rozżalona. Ze złości podarłam obrazek Jezusa Miłosiernego. Od tamtego momentu zaczęłam się od Niego odsuwać. Wprawdzie przyjęłam bierzmowanie, ale na zasadzie „bo wszyscy szli”. Nie było w tym żadnej radości. Potem stopniowo odchodziłam od Kościoła, modlitwy. Jako nastolatka postanowiłam sobie, że zrobię wszystko, by mieć pieniądze, karierę i osiągnąć sławę. Mając 16 lat, zaczęłam pracować jako hostessa na promocjach, potem miałam przygodę z modelingiem. Szybko zaczęłam zarabiać. W wieku 22 lat stać mnie było na otwarcie własnego biznesu - agencji reklamowej. Wtedy też po raz pierwszy poszłam do wróżki, od czego zaczęła się w moim życiu równia pochyła. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nawet taka jednorazowa wizyta może mieć katastrofalne skutki. Uchylamy bowiem furtkę złemu duchowi. Poza tym możemy się uzależnić. Tak było w moim przypadku. Gabinety wróżek, astrologów, jasnowidzów odwiedzałam regularnie.

 

Po co? Przecież miała Pani własną firmę, pieniądze, fajne życie itd.

 

Pytałam np., kiedy poznam fajnego mężczyznę. Chciałam się dowiedzieć, jak będzie szedł mi biznes. Potem, kiedy już byłam w związku, szukałam odpowiedzi, czy to ten na całe życie. A kiedy splajtowała firma, pytałam, co dalej. Straciłam zdrowy rozsądek. W dodatku Zły doprowadził w moim życiu do sytuacji i postawił ludzi, którzy sprawili, że „popłynęłam” jeszcze bardziej. Zainteresowałam się feng shui, medytacjami, reiki. Jako psycholog posługiwałam się ideologią New Age opartą na pozytywnym myśleniu prowadząc różnego rodzaju warsztaty z rozwoju osobistego. Do tego zaczęłam chodzić na medytacje i jogę kręgosłupa. Zresztą uczęszcza na nią wiele wierzących osób, myśląc, że to tylko niewinne ćwiczenia, że nie ma w tym żadnego zła. Ja też tak wówczas uważałam. Tymczasem w jodze wykonuje się pewne figury, pokłony, których nazwy powstały na cześć danych bóstw i demonów. Hindusi np. dziwią się, że Europejczycy ćwiczą jogę, która jest związana z inną religią. W ten sposób nasza dusza otwiera się na szatana. Jednak moje pierwsze doświadczenie z okultyzmem miało miejsce, gdy skończyłam 11 lat. Wtedy w jednym z parafii „modlił się” nade mną słynny wówczas uzdrowiciel Clive Harris. Dziś Kościół w Polsce nie ma wątpliwości, że wpuszczenie do świątyń bioenergoterapeuty było wielkim błędem i lekkomyślnością.

 

Ile lat w sumie uwikłana była Pani w okultyzm?

 

Prawie 17. Przeszłam dziesiątki egzorcyzmów. Dzisiaj uczestniczę przy nich, modląc się. To niewyobrażalne, w jakich stanach znajdują się ludzie, którzy weszli w okultyzm. Wychodzą z niego przez wiele lat, mając zniewoloną zarówno duszę, jak i ciało. Zdarza się, że lekarze diagnozują u nich schizofrenię, choroby psychiczne. Dzisiaj dziękuję Bogu, że dał mi wielką łaskę i tak szybko uwolnił mnie spod wpływu Złego.

 

Co się takiego stało, że nagle dostrzegła Pani, że joga, medytacje, reiki nie dają szczęścia?

 

Przed wakacjami w 2012 r. zaczęły się problemy zawodowe. Nagle przestałam dostawać zlecenia na prowadzenie szkoleń z rozwoju osobistego dla korporacji, nie było chętnych na indywidualne terapie. Myślałam, że to chwilowe, że we wrześniu wszystko wróci do normy. Tak się nie stało. Moje oszczędności zaczęły topnieć w zastraszającym tempie. Byłam zmuszona pożyczać pieniądze, które kończyły się równie szybko. Czasami nie miałam nawet na bilet autobusowy. W grudniu dotarło do mnie, iż znalazłam się w wyjątkowo czarnej dziurze. Zaczęły uruchamiać mi się straszne lęki. W dodatku czułam ogromną pustkę, osamotnienie. W końcu z początkiem 2013 r. z bezradności padłam na kolana, wyciągnęłam ręce do góry, pytając Jezusa, by powiedział mi, co dzieje się w moim życiu, bo nie rozumiem tego, prosząc Go jednocześnie o pomoc.

 

Dlaczego akurat Jezusa, a nie bożka związanego z religiami Dalekiego Wschodu?

 

Bo zaczęło do mnie docierać, że wszystko, w co w związku z okultyzmem weszłam, nie przyniosło mi szczęścia, że była to złuda, że okultyzm zrobił ze mnie wraka człowieka… I wtedy poczułam w sercu, że mam zawołać do Pana Jezusa.

 

Usłyszał?

 

O tak! Już następnego dnia znalazłam się w kościele przez obrazem Jezusa Miłosiernego…

 

Tego samego, którego wizerunek podarła Pani, mając 14 lat…

Tak. To niesamowite, jak Jezus nas kocha. Jego miłość do człowieka jest tak ogromna, że wybacza każdy grzech. Chrystus chodził za mną blisko 25 lat, walcząc o mnie, bym do Niego wróciła.

 

Jednak początki nie były łatwe.

Zdecydowanie. Zły nie odpuszczał. Poza tym nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak mocno byłam zniewolona. Wielką łaską było to, iż w ogóle mogłam wejść do kościoła, bo jeszcze rok wcześniej nie mogłam w ogóle w nim wytrzymać. To cud, że się tam znalazłam. Jednak na początku nie potrafiłam się modlić, rozmawiałam z Jezusem własnymi słowami. Przychodziłam tam do Niego, prosząc o pomoc. Ale kiedy wybijała 15.00 i ludzie zaczynali odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia, nie byłam w stanie jej słuchać. Gdy pierwszy raz zetknęłam się z tą modlitwą, ogarnęła mnie wielka złość, w środku aż mną szarpało. Na słowa: „O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Najświętszego Serca Jezusowego (…)”, a potem „Dla Jego bolesnej męki (…)” powiedziałam do Jezusa: „Ja sobie tu z Tobą rozmawiam, a ludzie mi przeszkadzają, mówiąc o jakiejś krwi i wodzie”. Nie mogłam wręcz znieść tych słów, dlatego zerwałam się na nogi, aby jak najszybciej wyjść z kościoła. Niestety, kiedy złapałam torbę, cała jej zawartość wysypała się na podłogę. Zaczęłam wszystko nerwowo zbierać, aby stamtąd uciec. Gdy wreszcie mi się udało, wybiegłam na zewnątrz i poczułam ulgę. Wtedy nie rozumiałam, dlaczego tak drażniła mnie Koronka do Bożego Miłosierdzia. Mimo to często przychodziłam do świątyni przed obraz Jezusa Miłosiernego, ale nie potrafiłam uczestniczyć w Mszy św. Nie mogłam po prostu wytrzymać tych wszystkich modlitw i płynącej z nich siły Bożej oraz żywej obecności Jezusa Chrystusa podczas Eucharystii. Przychodziłam jednak do pustego kościoła. Dziś mi wstyd, ale chciałam, aby m.in. pomógł mi wygrać w totolotka. Wierzyłam bowiem, że wygrana zmieni moją sytuację życiową i znów będzie dobrze. Choć to się nie udawało, tym razem nie obraziłam się na Jezusa. Twardo się Go trzymałam. Czułam, jak stopniowo ściąga ze mnie kajdany zniewolenia. Po kilku miesiącach pierwszy raz zostałam na Mszy św., a za kolejne dwa miesiące byłam w stanie pójść do spowiedzi.

 

To było po wypadku?

 

Tak, kiedy cudem uniknęłam śmierci. Nawet policja z niedowierzaniem kręciła głową, że nie zginęłam. To cud. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że w wakacyjny piątek, przed 15.00, niemal w centrum Warszawy, spadłam z roweru i akurat na ulicy zrobiło się pusto? Gdyby nadjechał samochód, z pewnością by mnie zabił. To kolejny dowód jak niesamowity jest Bóg. On panuje nad każdą sekundą naszego życia. Po wypadku postanowiłam, że nie mogę zwlekać i wreszcie znalazłam się w konfesjonale, gdzie Jezus postawił mi tak Bożego kapłana, u którego potem przystąpiłam do spowiedzi generalnej. Dla Chrystusa nie ma rzeczy niemożliwych! Pokazał mi to także, gdy złamałam kręgosłup, kiedy zdiagnozowano u mnie nowotwór macicy, zakrzepicę.

 

Zastanawiała się Pani, dlaczego aż tyle razy dostąpiła Pani łaski uzdrowienia? Wielu modli się o nią całe życie i nie otrzymuje.

 

To nie do końca tak. Na każdego z nas Bóg ma inny plan i każdego z nas uzdrawia w inny sposób. W moim przypadku dopuścił cierpienie po to, bym stała się narzędziem w Jego rękach, bym nauczyła się pokory, więcej zrozumiała, bym Mu zaufała, bym świadczyła o Jego miłości.

 

Długą drogę pokonała Pani w ciągu ostatnich lat. Jakim dzisiaj jest Pani człowiekiem?

 

Bardzo szczęśliwym. Przede wszystkim przez to, że otrzymałam ogromną łaskę wiary. Dzisiaj jestem na takim etapie mojego życia, że jestem w stanie umrzeć dla Jezusa. On jest moją miłością, sensem, życiem, drogą... wszystkim. I choć po ludzku jestem sama, bo nie mam męża, dzieci, to nie zamieniłabym swojego życia. Wierzę, że Pan Bóg postawi na mojej drodze człowieka, z którym założę rodzinę. Warto jednak podkreślić, że tylko w Bogu człowiek jest naprawdę szczęśliwy. Tylko On da nam taką miłość, jaką nigdy nie będzie w stanie obdarzyć nas drugi człowiek.

 

Dziękuję za rozmowę.

Jolanta Krasnowska

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Misyjni kolędnicy


W Diecezjalnym Spotkaniu Kolędników i Kół Misyjnych uczestniczyło ponad 250 dzieci wraz z opiekunami - przedstawiciele kół i ognisk misyjnych. Zaprezentowało się 11 grup z terenu diecezji siedleckiej: Leopoldowa, Ostrówek, Domanic, Huszlewa, Pruszyna, Woli Poduchownej, Maciejowic, Grębkowa, Radzynia Podlaskiego, Sobolewa i Wierzbna. Środki, które zebrali młodzi kolędnicy, zostaną przeznaczone na pomoc ich rówieśnikom z Rwandy i Burundi. [fot. Monika Król]

FOTOGALERIA

Pamięć o unitach


Doroczne uroczystości upamiętniające męczeństwo Unitów Podlaskich zainaugurowała Msza św. w kościele parafialnym w Drelowie pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy. Następnie w Gminnym Centrum Kultury w Drelowie został wystawiony spektakl pt. „Matka Boska od Unitów” w wykonaniu młodzieży z Zespołu Szkół im. Unitów Drelowskich.

PATRONAT "ECHO"


 

POLECAMY


O oczekiwaniu i obecności
Jedyną właściwą odpowiedzią na tę dojmującą tęsknotę jest Bóg. Papież Benedykt XVI przypomina, że chrześcijanie oczekują powtórnego przyjścia Pana, jednocześnie już żyjąc tym, czego się spodziewają.
więcej »
Cuda wciąż się zdarzają
Cuda miały miejsce nie tylko w pierwszych wiekach Kościoła. Mają miejsce także dzisiaj i są potwierdzeniem prawdy Ewangelii - przekonywał o. Dolindo, któremu sam Jezus podyktował słowa jednej z najskuteczniejszych modlitw.
więcej »
O księżach z krwi i kości
Dlaczego jedni stawiają księży na świeczniku, a drudzy wdeptują ich w ziemię? Bo nie rozumieją, czym jest kapłaństwo i kim tak naprawdę jest kapłan.
więcej »
X Pielgrzymka Amazonek do Matki Bożej Kodeńskiej
Jubileuszowa pielgrzymka odbędzie się w niedzielę 3 lutego. Centralnym punktem uroczystości będzie Msza św. pod przewodnictwem biskupa siedleckiego.
więcej »
 

SONDA

 

Czego uczą nas bł. Męczennicy Podlascy?

że są wartości, których za wszelką cenę trzeba bronić, nawet za cenę życia

że wierność Bogu bardzo dużo kosztuje

zaufania mimo wszystko - z wiarą, że wyda ono błogosławione owoce

są wzorem odwagi - także, a może zwłaszcza, dla młodych ludzi

trudno powiedzieć - unici żyli w innych czasach, borykali się z innymi problemami



LITURGIA SŁOWA



Czytania:
; ;

Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR