17 grudnia 2018 r. Imieniny obchodzą: Olimpia, Łukasz, Jolanta

Pogoda: Siedlce

Numer 50
13-19 grudnia 2018r.

menu

NEWS

Już za tydzień - z kolejnym numerem ECHA - kalendarz na 2019 r.!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Opinie

 
 

Zbiorowe mogiły Romów

25 kwietnia 2018 r.

Tajemnica lipińskiego lasu


fot. LA

Od 75 lat las pod Lipinami w gminie Przesmyki skrywa mroczną tajemnicę. Jesienią 1943 r. Niemcy zamordowali tutaj grupę Romów. Ich zwłoki wrzucono do dwóch wielkich dołów i przysypano ziemią. Ślady mogił zaciera czas.

W Lipinach ruch na polach i w ogrodzie - wiosna nie pozwala siedzieć w domu. Ale to już nie to samo, co dawniej. – Kiedyś to było! - mawiają ci, którzy pamiętają nie tak znowu odległe czasy świetności wioski usytuowanej na granicy powiatu siedleckiego i łosickiego: dom w dom - gospodarz z krwi i kości, taki, któremu robota aż pachnie! Z ziemi żywicielki wyciągali wszystko. Wiadomo - szlacheckie gniazdo - kwitują z uznaniem ci, którzy hasło „Lipiny” wiążą z przeszłością tej części dawnej ziemi drohickiej i gniazdem rodowym szlacheckiego rodu Lipińskich herbu Gozdawa. Dzisiaj - przyznają sami mieszkańcy.

- Lipiny wyludniają się na oczach. - Dwie trzecie wsi to Lipińscy, reszta - Kaliccy - charakteryzuje rodzinną wioskę Waldemar Lipiński - mieszkający w Siedlcach, często goszczący w Lipinach u rodziców, którzy kilka tygodni temu świętowali 60 lat pożycia małżeńskiego. 

Jego ojciec - Wacław jest dzisiaj jedynym żyjącym świadkiem wydarzeń sprzed 75 lat - jako 17-letni chłopak uczestniczył w grzebaniu zwłok Romów.

 

Pożar we wsi

 

Czas II wojny światowej upłynął mieszkańcom Lipin w miarę spokojnie. Dotkliwy w skutkach okazał się lipiec 1944 r., gdy wraz z nadejściem frontu ze wschodu spłonęło pół wsi. Niemcy wraz ze szpitalem polowym stacjonowali wówczas na porośniętych krzakami nieużytkach ciągnących się na południe od Lipin, nieopodal torów kolejowych, po których puszczali pancerkę.

- Jednej niedzieli, rano, zza torów od strony Zakrza znienacka nadeszli Rosjanie. Niemcy niczego się nie spodziewali. Ruszyli, jak kto stał, do ucieczki. Żeby wybadać, czy ruski żołnierz im na to pozwoli, puścili torami pusty parowóz. A że ruskie wojsko rozkręciło szyny, parowóz poleciał dęba - W. Lipiński przywołuje przebieg wydarzeń. Skutkiem strzelaniny, jaka się wywiązała, było wycofanie się Niemców. Ale też rozległy pożar. Najpierw zajął się młyn Kłosowskiego, potem zabudowania Rybickiego na kolonii, niedaleko miejsca, w którym dzisiaj stoi kapliczka. W końcu - drewniana stodoła należąca do Nużyńskiego, w której Niemcy trzymali pociski artyleryjskie. - W czasie wojny część gospodarzy przenosiła się na kolonię, bo w samej wsi zabudowa była bardzo gęsta - jeden siedział na drugim. Jak ta amunicja zaczęła się rwać, paliło się we wszystkich obejściach, a najwięcej stodół - wspomina.

 

Taki koniec

 

Równie dobrze, co wydarzenia roku 1944 r., W. Lipiński pamięta rozstrzelanie 64 Romów, do którego doszło również na terenach ciągnących się przy torach, między Lipinami a kolonią Biernaty, na przełomie października i listopada 1943 r. Porastały je wtedy krzaki i młode chojarki.

Cyganie, którzy rozbili tam swój obóz, nie mieli wozów. Przyszli na piechotę, a toboły nieśli na plecach. - Po południu przyjechał do wsi Niemiec z Potuszyńskim - folksdojczem. Czterem gospodarzom, w tym stryjowi pana Wacława - Władysławowi Lipińskiemu - kazali założyć do furmanek drabiny zamiast burt, zaprzęgać konie i jechać za nimi. - Jak wujko ruszył, wskoczyłem na tył wozu. Dla ciekawości - opowiada. Kiedy zatrzymali się u celu, szarzało. Widać było tylko dwie jasne plamy świeżo wykopanych w piachu dołów. Usłyszeli, że trzeba szybko powrzucać do nich ciała zabitych. - Zszedłem z wozu i stanąłem jak wryty. W głowie miałem tylko pytanie: „co to jest?!” - opowiada. Już po chwili jeden z Niemców ściągnął go na ziemię potężnym kopniakiem. „Ciągaj do dołu!” - wrzasnął. Zwłoki rozstrzelanych Cyganów leżały rozrzucone w obrębie kilkudziesięciu metrów. - Widać rozbiegli się, kiedy nadeszli Niemcy. Pamiętam tylko, że jak już zaczęliśmy doły zasypywać, w tym dużo większym, przeznaczonym dla kobiet i dzieci, rozległ się jęk i widać było podniesioną w górze rękę. Pytali Niemca, co robić. Kazał zasypywać żywcem. I koniec... - urywa opowieść.

 

Nieopodal „moczydła”

 

Już po wszystkim mówili we wsi, że Cyganie z tej właśnie grupy okradli krawca w Wólce Łysowskiej, którą od Lipin - przez pola - dzielą ledwie 3 km. - Wolanie znaleźli ich tutaj. Wyśledził ich Potuszyński, folksdojcz, znany na okolicę donosiciel, i powiadomił żandarmerię niemiecką w Łosicach - relacjonuje W. Lipiński. Niemcy otoczyli Romów i rozstrzelali. - Mówili, że ktoś ocalał. Że dwóch chłopaków poleciało po wodę na kolonię Biernaty. Ale to nieprawda. Wody wyciągnęli sobie ze studni, jak szli przez Lipiny - dodaje W. Lipiński.

Dzisiaj na miejscu obydwu wojennych wydarzeń rośnie sosnowy bór. Jadąc do miejsca pochówku od strony kolonii Lipiny, skręcamy za kapliczką w lewo. Mijamy pozostałość po spalonym w 1944 r. młynie i wiadukt kolejowy. - Niemcy go zaminowali, ale nie zdążyli wysadzić. Jeszcze w latach 70 znaleźli tutaj zakopany trotyl - wyjaśnia Waldemar Lipiński. Wysoki nasyp kolejowy pod torami biegnącymi na zachód, w kierunku Cierpigorza, kryje się w lesie. Kiedy mijamy pierwsze drzewa, pan Wacław wskazuje miejsce, w którym rozbite były namioty niemieckiego szpitala wojennego. - Podobno rannych żołnierzy, którzy zmarli, grzebali zaraz na skraju - tłumaczy. Nierówny leśny trakt prowadzi dalej do miejsca zwanego przez miejscowych „moczydłem”. Dawniej - jak się dowiaduję - był to dość duży staw. Kto pasł krowy w młodym lesie, w południe przyganiał je do wody. A kobiety przyjeżdżały tutaj z praniem. W latach 60 obok stawu było boisko, na którym co niedzielę chłopaki z Lipin rozgrywali mecze. Teraz - zarośnięta suchą trzciną polana w środku lasu to ledwie wspomnienie dawnego rozległego stawu. I punkt orientacyjny - w 1943 r. od strony „moczydła” obozowisko Romów wśród krzaków i podchodzących pod nie Niemców jak na dłoni widziały dziewczyny pasące krowy.

 

Zginęli bez śladu

 

Kilka lat temu do Lipin przyjechała ekipa telewizyjna. Robili materiał o zabitych Romach. - Ale rozmawiali nie z tymi z ludźmi, z którymi powinni rozmawiać - zastrzega syn pana Wacława z uwagą, że zabrani przez filmowców do lasu, nie mogli też wskazać właściwego miejsca pochówku Romów.

Ale i nam odnalezienie mogił przysparza trudności. Szukamy wzdłuż leśnej drogi wiodącej w kierunku Zawad. Znak charakterystyczny to „zadolenie” wśród drzew, tj. osiadła ziemia. - Las się zmienia… - rozkładają ręce moi przewodnicy. Jak mówi Waldemar, parę lat temu przyjechali tu całą rodziną, żeby wiedzieć, gdzie w ciągu kilku minut straciły życie 64 osoby. W końcu Wacław Lipiński pokazuje dwa niepozorne zagłębienia wśród drzew, oddalone od siebie kilka metrów. Jeszcze raz tłumaczy szczegóły i przywołuje obraz zbryzganych krwią chojarków.

„Pamięta pan to dobrze?” - dopytuję. - Jak dzisiaj! - mówi pewien tego, co w październikowy wieczór 1943 r. wryło się w pamięć, przypieczętowane strachem. „Przez te lata nikomu nie przyszło do głowy oznaczyć to miejsce?”. - Nikt tego nie brał pod uwagę. Ludzie przecież bali się o tym mówić - uzasadnia pan Wacław. Spoglądamy na sosny. W przyrodzie szukamy szczegółów. Żeby zapamiętać.

 


Godnie upamiętnić

Z konserwatorskiego punku widzenia miejsce to powinno być oznakowane i godnie upamiętnione - zaznacza Mirosław Starczewski, kierownik siedleckiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Warszawie, pytany o opinię w sprawie miejsca pochówku Romów.

 

Siedlecka delegatura Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Warszawie nie posiada wiedzy ani nie dysponuje żadnymi dokumentami odnośnie zbiorowych mogił Romów rozstrzelanych przez Niemców w 1943 r. pod Lipinami.

 

Grób jest zabytkiem

 

„Z konserwatorskiego punku widzenia miejsce to powinno być oznakowane i godnie upamiętnione” - zaznacza w odpowiedzi na skierowane przeze mnie pytania M. Starczewski. „Kwestia godnego upamiętnienia miejsc martyrologii na naszym terenie jest w kręgu zainteresowania oraz szczególnej troski siedleckiej Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Warszawie - doprecyzowuje w piśmie. Przypomina też, że przepisem podstawowym regulującym kwestie mogił wojennych jest ustawa z dn. 28 marca 1933 r. (Dz.U. 2018 poz. 369). „Co do naszej kompetencji, to może mieć tu zastosowanie Art. 32.1. Ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. z 2017 r., poz. 2187 z późn. zm.), mówiący, że kto odkrył przedmiot, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem, jest obowiązany niezwłocznie zawiadomić o tym właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków, a jeśli nie jest to możliwe, właściwego wójta (burmistrza, prezydenta miasta). Wójt (burmistrz, prezydent miasta) jest obowiązany niezwłocznie, nie dłużej niż w terminie 3 dni, przekazać wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków przyjęte zawiadomienie. „Złożenie takiego zawiadomienia o odnalezionych mogiłach zaowocuje założeniem karty cmentarza oraz umieszczeniem obiektu w Gminnej Ewidencji Zabytków.

 

O tym wiadomo z dawien dawna

 

Wójt gminy Przesmyki Andrzej Skolimowski, z którym rozmawiam kilka dni po wizycie w Lipinach, z niedowierzaniem słucha informacji o pogromie w 1943 r. - Mieszkam w Przesmykach od dziecka. Współpracuję z sołtysem Lipin. Mieszkaniec tej wsi jest przewodniczącym rady gminy. Nigdy nie słyszałem o takim wydarzeniu - zaznacza stanowczo. Nie chce się wypowiadać, dopóki nie zdobędzie informacji. Obiecuje się odezwać, jednak informacji zwrotnej - nie otrzymuję.

Nie udaje się również skontaktować z obecnym właścicielem tej działki leśnej. Poprzedni - mieszkający w Lipinach Józef Kalicki, stwierdza, że po zamianie działek należy ona do kogoś innego. Ale nie wie, do kogo. Przyznaje też, że historię pogromu Romów zna w Lipinach każdy. - O tym wiadomo z dawien dawna! - mówi. Sam usłyszał ją od swego ojca, który pokazywał mu doły.

 

 

Monika Lipińska

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Zakończenie jubileuszu


W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP nastąpiło oficjalne zakończenie obchodów jubileuszowych 200-lecia diecezji siedleckiej. Punktem kulminacyjnym była Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy. Po Mszy św. obaj biskupi wręczali delegacjom poszczególnych parafii statuty II Synodu Diecezji Siedleckiej. Prawo zawarte w tych dokumentach wejdzie w życie 1 stycznia 2019 r. W czasie liturgii odczytano także dekret papieża Franciszka, który w roku jubileuszowym odznaczył godnością kapelana Jego Świętobliwości kilku księży naszej diecezji. Tego samego dnia wieczorem w katedrze odbył się uroczysty koncert zamykający jubileusz. [fot. K. Skorupski/Podlasie24.pl]

FOTOGALERIA

Znamy laureatów


Mirosław Roguski, Mieczysław Zawadzki, Mieczysław Gaja, Małgorzata i Waldemar Gujscy - to tegoroczni laureaci nagrody im. Ludomira Benedyktowicza. Nagrody przyznawane są za szczególne osiągnięcia w trzech dziedzinach: szeroko pojęta działalność artystyczna; twórczość i dorobek literacki, naukowy i publicystyczny; działalność patriotyczno-społeczno-humanitarna. [fot. W. Bobryk]

PATRONAT "ECHO"


Rok o. Pio
Dwa okrągłe jubileusze: 100 lat od otrzymania stygmatów i 50 lat od przejścia do domu Ojca - ten rok z pewnością będzie należał do św. o. Pio.
więcej »
Rekolekcje w sieci
„Kościół jest dobry” - czyli nic co Boskie nie jest im obce” to tytuł tegorocznych rekolekcji adwentowych przygotowanych przez www.profeto.pl.
więcej »
Chatka z piernika
Do 14 grudnia Gminny Ośrodek Kultury w Suchożebrach przyjmuje zgłoszenia do konkursu pt. Chatka z piernika w bożonarodzeniowej szacie.
więcej »
Grają i pomagają
W grudniu rusza trasa koncertowa Betlejem w Polsce 2018/2019. Więcej szczegółów na stronie www.betlejemwpolsce.pl.
więcej »
 

POLECAMY


To ty, szare Podlasie, rodzona ma kraino
Świętując jubileusz odzyskania przez Polskę niepodległości, warto skupić uwagę na tym, co działo się sto lat temu w miejscu, gdzie dzisiaj żyjemy. Książka „Tak rodziła się Niepodległość. Południowe Podlasie 1918” odsłania przed czytelnikiem panoramę wydarzeń sprzed wieku.
więcej »
Myśl właściwie
Abp Fulton J. Sheen - to jeden z najbardziej charyzmatycznych duchownych w historii amerykańskiego Kościoła. Płomienny mówca, wybitny kaznodzieja i wielka osobowość telewizyjna.
więcej »
Cuda wciąż się zdarzają
Cuda miały miejsce nie tylko w pierwszych wiekach Kościoła. Mają miejsce także dzisiaj i są potwierdzeniem prawdy Ewangelii - przekonywał o. Dolindo, któremu sam Jezus podyktował słowa jednej z najskuteczniejszych modlitw.
więcej »
Spragnieni Boga i niepodległości
Muzyczna uczta z okazji jubileuszu 200-lecia diecezji siedleckiej i 100 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.
więcej »
 

SONDA

 

Czy czas Adwentu jest nam potrzebny?

tak, to czas na refleksję w zabieganym świecie

nie, Adwent nic nie zmienia

najważniejsza jest chęć odmienienia życia w oczekiwaniu na Boże Narodzenie

to okazja do stanięcia w prawdzie wobec Boga i samego siebie, a przez to do nawrócenia



LITURGIA SŁOWA


Poniedziałek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR