23 stycznia 2019 r. Imieniny obchodzą: Maria, Ildefons, Rajmund

Pogoda: Siedlce

Numer 3
17-23 stycznia 2019r.

menu

NEWS

Najnowsze badania przeprowadzone przez włoskich naukowców potwierdzają, że „człowiek, który został okryty Całunem Turyńskim, został wcześniej ukrzyżowany”. Określają też dokładne miejsce ciosu, zadanego włócznią, która przebiła bok Jezusa i potwierdzają autentyczność śladów krwi znajdujących się na Całunie. Więcej w bieżącym wydaniu ECHA...

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Rozmowy

 
 

Rozmowy ECHA

31 października 2018 r.

Uśmiech, czyli niebo


fot. PIXABAY.COM

O trudnej roli „świętych chorych” i „świętych opiekunów” mówi Jerzy Grzegorczyk, pisarz, publicysta, autor książek, m.in. „Każda dusza to inny świat”, „Święty i błazen” czy serii o przypadkach księdza Grosera.

Są chorzy, którzy umierają w zawziętości, są też rodziny, które zostawiają chorego w jego cierpieniu. Znam sytuacje, gdy ktoś z bliskich obwinia chorego, że skomplikował mu życie. Ale na szczęście doświadczenie choroby rodzi więcej świętych. Nie ma lepszej nagrody dla bliskich, jak świadomość, że zrobili, co mogli. Ci, którzy „uciekli” od problemu, skazani są potem na wyrzuty sumienia, o ile go używają. Jest szczęściem obserwowanie „świętych chorych” i „świętych opiekunów”. Jest ich mnóstwo. Taka świętość jest powszechna. Choroba może zbliżać człowieka do Boga albo od Niego oddalać. W trakcie pisania „Posłańców uśmiechu” poznałem „świętych niewierzących” - ludzi, którzy pod wpływem cierpienia bliskich zamknęli się na Boga, nie zadają sobie pytań o sens swoich hiobowych doświadczeń. Nie chcą mówić o wierze, ale zatapiają się w dobru, a człowiek, który dobrze czyni, jest uśmiechem Boga.

Co tak bardzo zafascynowało Pana w gorzowskim hospicjum św. Kamila, że poświęcił mu Pan swoją książkę „Niebo dla akrobaty”?

 

Nieraz książki pisze się z fascynacji, a nieraz z powołania, wezwania. Człowiek w ogóle często w przedziwny sposób zostaje wezwany do czegoś, co potem staje się pasją jego życia, choć na początku to rzeczywistość zupełnie mu obca. Widzimy to w Biblii, wokół siebie. Większość bohaterów „Nieba dla akrobaty” i „Posłańców uśmiechu” na początku nie wyobrażała sobie, że może działać w hospicjum. Wszelka myśl o człowieku chorym terminalnie wywoływała u nich chęć ucieczki.

 

Jak więc wyglądało Pana powołanie?

 

W 1994 r. s. Michaela Rak zawiozła mnie do hospicjum św. Kamila w Gorzowie. Pisałem wtedy książkę o miłosierdziu, faustynkach, dzieciach marnotrawnych. Działalność sióstr w hospicjum była jednym z obrazów miłosierdzia. Kiedy tam trafiłem, zmarł pan Józef, leśnik. Od kilku pokoleń wszyscy w jego rodzinie byli leśnikami. Kochał las, zawsze mieszkał w lesie. Kiedy dostał się do hospicjum, nie wiedział, że ma nowotwór wątroby, ale sąsiadka z drugiego pokoju szybko mu to uświadomiła. Popadł w depresję, jednak po paru dniach jakoś się odbił od dna. S. Michaela przegadała z nim wiele nocy. Razem płakali, razem modlili się. Pewnej nocy powiedział do niej: „Tak mi żal, że już nigdy lasu nie zobaczę. Czy siostra nie wie, czy w niebie będą drzewa?”. „Będą, panie Józefie, na pewno będą” - zapewniła go. „Ale tu już ich nigdy nie zobaczę…”.

Siostrze serce się ścisnęło, wyszła na taras i ułamała gałąź klonu, który rośnie przed domem. Kiedy mu ją zaniosła, ucieszył się jak dzieciak, łzy mu nabiegły do oczu, kazał sobie tę gałąź włożyć do łóżka. Przytulił ją jak człowieka, głaskał, pieścił, a potem powiedział, że ma jeszcze jedną prośbę: chciałby napić się piwa. Pojechała do sklepu nocnego, przywiozłam mu piwo. Około 4.00 nad ranem stracił przytomność i wkrótce zmarł. Rano przyszły pielęgniarki, zobaczyły zmarłego z gałęzią i pomyślały, że odczyniałam złe duchy…

To była jedna z pierwszych historii, która mi zobrazowała hospicyjną zasadę, że życzenie, marzenie chorego jest rzeczą świętą. Zakochałem się w ludziach, którzy to marzenie spełniają.

Takich historii usłyszałem mnóstwo i od chorych, i od pielęgniarek, wolontariuszy. Część z nich wykorzystałem w książce o miłosierdziu „Każda dusza to inny świat”. Po paru latach s. Michaela zaproponowała mi, żebym napisał książkę konkretnie o hospicjum. Bałem się na początku, bo człowiek pisze książki, żeby je ludzie czytali, a tu istniała obawa, że sam temat będzie barierą. Ale stało się inaczej. W książce paradoksalnie jest mnóstwo radości, ciepła, nadziei i humoru… Sama s. M. Rak, która została jedną z ukrytych bohaterek kilku opowiadań, jest najlepszym dowodem na poczucie humoru Pana Boga. Żeby powołać siostrę o takim nazwisku do zajmowania się ludźmi z nowotworem.

 

Tytuł książki  - „Niebo dla akrobaty” - był dla wielu zaskakujący.

 

Tak, na początku pytano mnie, czy to coś o cyrku… Tytułowym akrobatą był człowiek, który musi się przenieść na drugą stronę życia, dokonać niewyobrażalnego skoku akurat w chwili, kiedy jest najsłabszy. Obserwowałem kiedyś w hospicjum sparaliżowanego od pasa w dół pacjenta, który wchodził z trudem po schodach. Przy każdym z nich robił przystanek, koncentrował się, musiał rozkołysać swoje ciało, by wrzucić je na wyższy stopień. Wiedziałem, że coś mi to przypomina. Nagle uświadomiłem sobie, że tak właśnie wprawia w ruch swoje ciało na koźle gimnastyk akrobatyczny, nim dokona salta. Akrobata. Niebem w tytule byli ludzie hospicjum - wolontariusze, lekarze, pielęgniarki - wszyscy, którzy w tych ostatnich chwilach stają się dla chorego przedsionkiem nieba, bez których pomocy nie byłby w stanie przejść na drugą stronę - w sposób godny, ludzki.

 

Dlaczego postanowił Pan wrócić tam po latach i opisać jeszcze raz?

 

Bo znowu mnie o to poproszono. „Niebo dla akrobaty” zrodziło wielu wolontariuszy… W zasadzie nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale pomyślałem, że dotykać dobra należy bezustannie, a hospicja to jedno z najwspanialszych dóbr, jakie powstało w naszych czasach, dzięki Cicely Saunders, która w Londynie w latach 60 ubiegłego wieku założyła pierwsze hospicjum św. Krzysztofa. Hospicja to współczesne Kościoły. Doskonały obraz wspólnoty, która jest drogą do nieba.

 

Ale pisze Pan w „Posłańcach uśmiechu”, że to miejsce i ludzie, których Pan przed laty nazwał niebem, zmieniło się…

 

Tak, zostało poddane próbie i nowym wyzwaniom. Ludzie, którzy kiedyś stanowili solidarną grupę, popadli w różne konflikty. Zaczęli się oskarżać, niektóre sprawy znalazły swój finał w sądzie. I początkowo chciałem uciec, bo zamierzałem pisać nadal, że niebem jest człowiek dla drugiego, a tu raczej słuchałem historii, które były ilustracją powiedzenia Jean Paul Sartre’a, że „piekłem jest drugi człowiek”. Wytrwałem, bo uświadomiłem sobie po pierwsze, że „hospicjum to jest życie” i tego życia nie trzeba pudrować, tylko opisywać, takie jakie jest, a po drugie, że być może wszystko się zmieniło, ale chory pozostał ten sam. Tak samo bezradny, cierpiący i uśmiechający się. I ten uśmiech jest największym darem.

 

Zawsze się uśmiecha?

 

Nie zawsze, tak jak kwiaty nie zawsze są w rozkwicie, ale wtedy jest miejsce na uśmiech lekarza, wolontariusza, pielęgniarki. Uśmiech to jest kod, który otwiera serca i umysły i leczy… To najskuteczniejsza albo pierwsza tabletka. Posłańcami uśmiechu są dla siebie wszyscy nawzajem. Uśmiech to jeden z najcudowniejszych przejawów Boga. Niemal w każdej rozmowie, którą przeprowadziłem, to słowo się pojawiało.

 

Nie miał Pan zatem kłopotu z tytułem…

 

Nie, „uśmiech” był słowem, które spinało wszystko. W chwili, gdy wymyśliłem ten tytuł, przypomniały mi się słowa mojego mistrza Romana Brandstaettera, autora „Jezusa z Nazarethu”. Po śmierci swojej żony, którą bardzo kochał, napisał dla niej poemat „Pieśń o Bożych zegarach”, w którym zadał jej pytanie: „Ale po czym cię poznam w odcieleśnionym ciele,/Za progiem śmierci,/Pośród nieskończonych wymiarów,/Które są poza wszelkim wymiarem?/ - Po uśmiechu mnie poznasz...” - usłyszał odpowiedź.

Tak więc uśmiech to coś najpiękniejszego tu, na ziemi, a jednocześnie - co przechodzi z nami na drugą stronę.

 

„Nieraz te najważniejsze spotkania następują u kresu życia” - to słowa jednej z pacjentek, które przytacza Pan w książce…. I chyba niekoniecznie mówi o spotykaniu nowych ludzi…

 

Tak, może chodzić o spotkanie z człowiekiem, którego znaliśmy całe życie, ale którego nie mogliśmy zrozumieć albo któremu nie mogliśmy przebaczyć. Ludzie często nadrabiają w tym krótkim czasie to, czego w życiu nie udało się im dokonać, pokonują przeszkody, których nie mogli pokonać jako zdrowi. Nie dzieje się tak w każdym przypadku. Są chorzy, którzy umierają w zawziętości, są też rodziny, które zostawiają chorego w jego cierpieniu. Znam sytuacje, gdy ktoś z bliskich obwinia chorego, że skomplikował mu życie. Ale na szczęście doświadczenie choroby rodzi więcej świętych. Nie ma lepszej nagrody dla bliskich, jak świadomość, że zrobili, co mogli. Ci, którzy „uciekli” od problemu, skazani są potem na wyrzuty sumienia, o ile go używają.

Jest szczęściem obserwowanie „świętych chorych” i „świętych opiekunów”. Jest ich mnóstwo. Taka świętość jest powszechna. Choroba może zbliżać człowieka do Boga albo od Niego oddalać. W trakcie pisania „Posłańców uśmiechu” poznałem „świętych niewierzących” - ludzi, którzy pod wpływem cierpienia bliskich zamknęli się na Boga, nie zadają sobie pytań o sens swoich hiobowych doświadczeń. Nie chcą mówić o wierze, ale zatapiają się w dobru, a człowiek, który dobrze czyni, jest uśmiechem Boga. To Bóg osądza, czy ktoś jest wierzący. Zakończę słowami R. Brandstaettera: „Niekiedy Pan Bóg chce, aby człowiek w Niego nie wierzył, gdyż jego niewiara jest jeszcze jednym dowodem na Jego istnienie”.

 

Dziękuję za rozmowę.

JAG

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

New Year’s Party


W sali „Podlasie” Miejskiego Ośrodka Kultury w Siedlcach odbył się koncert noworoczno-charytatywny pod nazwą „New Year’s Party 2019”. Wydarzeniu towarzyszył szereg atrakcji. Na scenie wystąpili słuchacze Europejskiego Centrum Szkolenia Językowego „Eurolingua” oraz podopieczni domów dziecka, na rzecz których organizowana jest akcja charytatywna „New Year’s Party 2019”. [fot. Monika Król]

FOTOGALERIA

Pamięć o unitach


Doroczne uroczystości upamiętniające męczeństwo Unitów Podlaskich zainaugurowała Msza św. w kościele parafialnym w Drelowie pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy. Następnie w Gminnym Centrum Kultury w Drelowie został wystawiony spektakl pt. „Matka Boska od Unitów” w wykonaniu młodzieży z Zespołu Szkół im. Unitów Drelowskich.

PATRONAT "ECHO"


 

POLECAMY


O oczekiwaniu i obecności
Jedyną właściwą odpowiedzią na tę dojmującą tęsknotę jest Bóg. Papież Benedykt XVI przypomina, że chrześcijanie oczekują powtórnego przyjścia Pana, jednocześnie już żyjąc tym, czego się spodziewają.
więcej »
Cuda wciąż się zdarzają
Cuda miały miejsce nie tylko w pierwszych wiekach Kościoła. Mają miejsce także dzisiaj i są potwierdzeniem prawdy Ewangelii - przekonywał o. Dolindo, któremu sam Jezus podyktował słowa jednej z najskuteczniejszych modlitw.
więcej »
O księżach z krwi i kości
Dlaczego jedni stawiają księży na świeczniku, a drudzy wdeptują ich w ziemię? Bo nie rozumieją, czym jest kapłaństwo i kim tak naprawdę jest kapłan.
więcej »
X Pielgrzymka Amazonek do Matki Bożej Kodeńskiej
Jubileuszowa pielgrzymka odbędzie się w niedzielę 3 lutego. Centralnym punktem uroczystości będzie Msza św. pod przewodnictwem biskupa siedleckiego.
więcej »
 

SONDA

 

Czego uczą nas bł. Męczennicy Podlascy?

że są wartości, których za wszelką cenę trzeba bronić, nawet za cenę życia

że wierność Bogu bardzo dużo kosztuje

zaufania mimo wszystko - z wiarą, że wyda ono błogosławione owoce

są wzorem odwagi - także, a może zwłaszcza, dla młodych ludzi

trudno powiedzieć - unici żyli w innych czasach, borykali się z innymi problemami



LITURGIA SŁOWA


Środa
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR