15 lutego 2019 r. Imieniny obchodzą: Jowita, Faustyna, Józef

Pogoda: Siedlce

Numer 7
14-20 lutego 2019r.

menu

NEWS

W jaki sposób osoby niepełnosprawne mogą wnioskować o wsparcie z PFRON? Szczegóły w bieżącym numerze ECHA!

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Rozmowy

 
 

Rozmowa ECHA

30 stycznia 2019 r.

Zacznijmy od siebie


fot. PIXABAY.COM

O obecnych nastrojach w naszym kraju mówi dr Małgorzata Borkowska-Nowak z Wydziału Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Niski prestiż zawodu polityka idzie w parze z narastającym kryzysem demokracji, która - na naszych oczach - wypadła z torów, po jakich toczyła się z wolna od czasów Platona i Arystotelesa. Ów główny nurt, zakładający wyraźne rozróżnienie między tym, co demokracją jest, a tym, co nią nie jest, po II wojnie światowej zaczął się rozmywać. Okazało się bowiem, że żaden z istniejących reżimów nie uważa się za antydemokrację. W konsekwencji samo pojęcie demokracji nabrało takiej pojemności, że zaczęto się zastanawiać, czy demokracja może być po prostu czymkolwiek. Dzisiaj zbieramy tego żniwo. Polityka stała się tak skomplikowana, trudna do objęcia, że przestaliśmy ją rozumieć, a to z kolei sprytnie wykorzystują wyrastający jak grzyby po deszczu demagodzy i populiści. I choć zazwyczaj nie proponują oni żadnych systemowych rozwiązań, dobrze diagnozują problemy, a przy tym zawsze potrafią wskazać winnych, odpowiadając na roszczenia społeczne w groźnym, fałszywym języku nienawiści.

Co powinno nas najbardziej zastanowić w obecnej sytuacji w kraju? Zarówno na poziomie polityki, jak i zwykłych obywateli?

 

Mówiąc o tym, co powinno nas dzisiaj najbardziej niepokoić, nie oddzielałabym Polski od szerszego, europejskiego i światowego kontekstu. Patrząc z tej perspektywy, powodów do zmartwień mamy wiele: kryzys w Unii Europejskiej, narastanie podziałów, radykalizacja nastrojów społecznych, a przy tym bierność obywatelska, problemy imigrantów czy międzynarodowy terroryzm. Jesteśmy w tym wszystkim mocno zdezorientowani, tym bardziej że zacierają się granice, które tradycyjnie stanowiły dla człowieka punkty orientacyjne: granica między tym, co prywatne i publiczne, między lewicą a prawicą, między „my” i „oni”. Żyjemy w świecie mocno skonfliktowanym, naznaczanym nowymi antagonizmami i coraz mniej przewidywalnym. Brakuje „map”, drogowskazów, na których moglibyśmy opierać nasze prognozy. W konsekwencji wszystko, co robimy, wszelkie urządzenia społeczne zdają się być kruche, niestabilne, naznaczone piętnem tymczasowości. I choć politycy podejmują na co dzień wiele działań (np. uchylają reformy wdrożone przez poprzedników), nie łudziłabym się, że będą one miały większe, aniżeli tylko doraźne znaczenie.

 

W jaki sposób to, co dzieje się w świecie polityki, przekłada się na naszą codzienność?

 

Jeśli rozumieć politykę jako troskę o wspólne dobro, czyli kształtowanie warunków wszechstronnego rozwoju obywatela w społeczeństwie, o sprawiedliwość społeczną, to nikt nie jest i nie może być wyłączony spod jej wpływu. Problem w tym, że choć polityka nierozerwalnie wiąże się z doświadczeniem każdego człowieka, rzadko można usłyszeć o niej coś dobrego. Polakom - i nie tylko nam - rządzenie na ogół nie kojarzy się ze służbą, odpowiedzialnością czy rozumną troską o wspólnotę. Przeciwnie, polityka jawi się jako sfera „brudna”, obszar niejasnych układów, wątpliwych intencji, przywilejów i osobistych korzyści. Patrząc z tej perspektywy, trudno się dziwić, że w rankingach zawodów zaufania społecznego politycy od lat zajmują ostatnie miejsca.

Niski prestiż zawodu polityka idzie w parze z narastającym kryzysem demokracji, która - na naszych oczach - wypadła z torów, po jakich toczyła się z wolna od czasów Platona i Arystotelesa. Ów główny nurt, zakładający wyraźne rozróżnienie między tym, co demokracją jest, a tym, co nią nie jest, po II wojnie światowej zaczął się rozmywać. Okazało się bowiem, że żaden z istniejących reżimów nie uważa się za antydemokrację. W konsekwencji samo pojęcie demokracji nabrało takiej pojemności, że zaczęto się zastanawiać, czy demokracja może być po prostu czymkolwiek. Dzisiaj zbieramy tego żniwo. Polityka stała się tak skomplikowana, trudna do objęcia, że przestaliśmy ją rozumieć, a to z kolei sprytnie wykorzystują wyrastający jak grzyby po deszczu demagodzy i populiści. I choć zazwyczaj nie proponują oni żadnych systemowych rozwiązań, dobrze diagnozują problemy, a przy tym zawsze potrafią wskazać winnych, odpowiadając na roszczenia społeczne w groźnym, fałszywym języku nienawiści.

 

No właśnie… Coraz chętniej używane jest sformułowanie „mowa nienawiści”. Czy przypadkiem ten termin nie jest nadużywany lub używany niewłaściwie?

 

Pojęcie mowy nienawiści - zgodnie z definicją zaproponowaną przez Radę Europy - oznacza nacechowane negatywnymi emocjami wypowiedzi, które rozpowszechniają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, etniczną bądź nietolerancję wobec przedstawicieli mniejszości i osób obcego pochodzenia. Chodzi zatem o nienawiść, której podstawą jest posiadanie przez kogoś cechy niemożliwej do zmiany. Przywoływanie określenia „mowa nienawiści” w kontekście ostatnich wydarzeń w Gdańsku i zabójstwa prezydenta Adamowicza jest w tym sensie nieadekwatne, można tu mówić o pewnym nadużyciu. Mnie jednak ta nieadekwatność nie razi, zwłaszcza że używając jakiegoś sformułowania w języku potocznym na ogół dobrze się rozumiemy. Biorąc zaś pod uwagę ogrom wszelkiego rodzaju nienawiści, pogardy i nietolerancji w polskim dyskursie politycznym, dobrze się stało, że zaczęto wreszcie o tym mówić.

 

Tylko czy będą tego efekty? Dziś liczy się efekt, a nie prawda…

 

Tutaj znów pojawia się problem granic. Politycy coraz częściej posługują się słowem na zasadzie „wszystkie chwyty dozwolone”, nie oglądając się na normy, konwenanse czy obyczaje. Czy ktoś zastanawia się jeszcze nad tym, co wypada, a czego nie wypada czynić? Kiedyś to było dla ludzi ważne. Dzisiaj liczy się efekt, wrażenie, bycie dostrzeżonym, a wszystko to za cenę coraz większej agresywności, a nawet wulgarności języka polityki. Nazwanie przeciwnika politycznego „zerem”, „debilem”, „idiotą ekonomicznym” czy „pętakiem” nikogo już nie dziwi. Mało tego, z badań przeprowadzonych przez Marka Kochana wynika, że wyborcy bynajmniej nie wycofują swego poparcia dla polityków agresywnych czy wulgarnych. Niekiedy jest wręcz przeciwnie.

Krótko mówiąc: w imię źle pojętej wolności słowa pozwoliliśmy na to, by nienawiść, grubiaństwo i przemoc stały się w polityce normą. Pytanie: jak temu zaradzić. Określenie relacji między wolnością słowa a dobrami osobistymi jednostki jest nieodzowne dla uzdrowienia sytuacji. Nie sądzę jednak, aby wystarczyło. Chodzi tu o bardziej złożoną sprawę, a mianowicie o taką reinterpretację dystynkcji my-oni (przyjaciel-wróg), by antagonistyczny potencjał obecny w relacjach między ludźmi (i nieredukowalny w sferze polityki!) dało się pogodzić z wymogami demokratycznego pluralizmu. Mówiąc bardziej konkretnie: przeciwników politycznych nie wolno nam nigdy traktować jako nieprzejednanych wrogów, których trzeba zniszczyć, lecz jako pełnoprawnych oponentów, których idee zwalczamy, ale praw do obrony tychże idei nie kwestionujemy. Taki jest z grubsza sens tolerancji i tego musimy się nauczyć.

 

Czy porównania, że aktualna sytuacja w Polsce, Europie zaczyna przypominać tę sprzed II wojny światowej, są na wyrost? Mówi się o rasizmie, ksenofobii, radykalizacji.

 

Nie szukałabym takich analogii. Owszem, mamy do czynienia z odżywaniem różnego rodzaju fundamentalizmów, rasizmu i ksenofobii. Ich źródła są jednak inne aniżeli te sprzed II wojny światowej. Biorąc rzecz z grubsza: ludzie radykalizują się wówczas, gdy są rozczarowani, sfrustrowani, a rządzący nad tym niezadowoleniem przechodzą do porządku dziennego. Liberalna demokracja rozczarowuje z wielu powodów, przede wszystkim dlatego, że nie daje przeciętnemu obywatelowi poczucia sprawczości, wpływu na to, co się wokół niego dzieje. Nie ma alternatywy dla globalizacji, nie ma alternatywy dla liberalizmu, który zdaje się przesłaniać intelektualny horyzont naszych czasów. Już nawet wybór między lewicą a prawicą stracił jakiekolwiek znaczenie, bo oba obozy mówią praktycznie to samo. Tymczasem ludzie chcą mieć realny wpływ na własne życie. Skoro zatem partie establishmentu nie odpowiadają na tę potrzebę, szukają gdzie indziej. Ruchy fundamentalistyczne przyciągają przez to, że dają swym członkom jasno określoną tożsamość i jakże cenne poczucie przynależności do grupy - wspólnotę. I choć de facto nie rozwiązują problemów, koncentrując się na eksploatacji odwiecznych uprzedzeń i definiowaniu wrogów, w jakiś sposób odpowiadają na bóle prostych ludzi.

 

Dlaczego tak chętnie wydajemy osądy, nie znając kontekstu np. wypowiedzi, nie zadając sobie trudu poszukania większej ilości informacji? To chyba nasza cecha narodowa: zaperzanie się?

 

Nie każdy zadaje sobie trud dociekania, rozmyślania, analizowania sytuacji. To jednak spory wysiłek - i to nie tylko intelektualny. Jest to wysiłek angażujący całego człowieka, także jego wolę i wolność, wyrażającą się w szczerej chęci dojścia do prawdy. Ale nawet na płaszczyźnie teoretycznej mogą istnieć pewne kłopoty, niekiedy całkiem spore. Bo jakże ocenić konkretny przypadek, jak znaleźć rozwiązanie konkretnego problemu, gdy brakuje doświadczenia, cnót moralnych, mądrości? Ponieważ nie możemy przeanalizować wszystkich możliwych sytuacji, dylematów, pytań, bo życie jest zbyt bogate i skomplikowane, wybieramy (jakże często) drogę na skróty - drogę myślowych schematów, stereotypów, a niekiedy zwyczajnych uprzedzeń.

 

Od czego należałoby zacząć zmiany: od góry, czyli władzy, czy od dołu, czyli nas samych?

 

Zmiany potrzebne są i na dole, i na górze. Ale jeśli ktoś pyta mnie, od czego należy zacząć, to powiem krótko: od siebie.

 

Dziękuję za rozmowę.

JAG

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Uroczystości w Pratulinie


23 stycznia w pratulińskim sanktuarium odbyły się doroczne uroczystości z racji wspomnienia bł. Męczenników Podlaskich. Wydarzeniu towarzyszyło poświęcenie Domu Pielgrzyma. Uroczystościom przewodniczyli kard. Kazimierz Nycz oraz bp Kazimierz Gurda i bp Piotr Sawczuk. [fot. AWAW]

FOTOGALERIA

Dzień Życia Konsekrowanego


Każdy dzięki Duchowi Świętemu odkrywa swój własny sposób ofiarowania się Ojcu Niebieskiemu. Własny, ale otrzymany i przyjęty od Boga; własny, ale jednocześnie potwierdzony przez Kościół, w którym jest obecny i działa Boży Duch; własny, ale w odniesieniu do Jezusa Chrystusa, bowiem żadne ofiarowanie siebie poza Chrystusem nie może być przyjęte przez Ojca. Tylko Jego ofiara została przyjęta - podkreślił bp Kazimierz Gurda w homilii podczas Eucharystii sprawowanej w święto Ofiarowania Pańskiego. [fot. M. Król]

PATRONAT "ECHO"


Bal karnawałowy 2019
Caritas Diecezji Siedleckiej Środowiskowy Dom Samopomocy w Białej Podlaskiej organizuje już po raz 17 bal karnawałowy skierowany do osób z niepełnosprawnością.
więcej »
Warsztaty biblijne
Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” w Warszawie zaprasza młodzież szkół ponadgimnazjalnych wraz z katechetami do udziału w pierwszej edycji warsztatów biblijnych pt. „Poznaj list św. Pawła do Rzymian”.
więcej »
Tropem Wilczym
3 marca, po raz piąty we Włodawie, odbędzie się Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W programie są biegi na dystansie 5 km oraz na symbolizującym datę śmierci ostatniego z wyklętych odcinku 1963 m.
więcej »
 

POLECAMY


O oczekiwaniu i obecności
Jedyną właściwą odpowiedzią na tę dojmującą tęsknotę jest Bóg. Papież Benedykt XVI przypomina, że chrześcijanie oczekują powtórnego przyjścia Pana, jednocześnie już żyjąc tym, czego się spodziewają.
więcej »
O księżach z krwi i kości
Dlaczego jedni stawiają księży na świeczniku, a drudzy wdeptują ich w ziemię? Bo nie rozumieją, czym jest kapłaństwo i kim tak naprawdę jest kapłan.
więcej »
Unici przed kamerą
31 stycznia zakończyły się zimowe zdjęcia do filmu „Z ziemi podlaskiej”. Produkcja przybliża wstrząsające losy naszych unitów.
więcej »
 

SONDA

 

Wyrzucanie żywności uważam za...

grzech

marnotrawstwo

problem współczesnego świata

nieodpowiedzialność

nie uważam tego za coś złego



LITURGIA SŁOWA


Piątek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR