20 maja 2022 r. Imieniny obchodzą: Aleksander, Bernardyn, Bazyli

Pogoda: Siedlce

Numer 20
19-25 maja 2022r.

menu

NEWS

W najnowszym numerze ECHA m.in.: czy przeciętny Polak powinien się martwić, że zostanie odcięty od gazu? * Bycie matką chrześcijanką to specjalne powołanie od Pana Boga. Jak je wypełnić? * Czy powtórzy się historia z 39 r., gdy Polska została oszukana przez swoich sojuszników?

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Opinie

 
 

Fulla Horak

11 marca 2020 r.

Weź papier, ołówek i pisz


fot. ARCHIWUM

Na ogół zbyt pobieżnie, lekkomyślnie i beztrosko traktuje się sprawę czyśćca. Ludzie uważają, że pełen rozżarzonych rusztów, kotłów ze smołą i płomieni to wymysł dobry dla dzieci i dewotek. I mają słuszność!

Czyściec jest zupełnie inny: straszniejszy od wszystkiego, co się da o nim powiedzieć - pisała Fulla Horak, której życie i mistyczne doświadczenia składają się na opowieść o niezwykłej kobiecie. Przyszła na świat w 1909 r. w Tarnopolu. Gdy miała zaledwie dziesięć lat, na wojennych frontach zginęli jej trzej bracia. Wcześniej rodzina skazana była na ciągłe przeprowadzki. Stefania, nazywana Stefulą, a w skrócie Fullą, tak wspomina ten czas w jednym z listów do matki Heleny ze zgromadzenia Sacré Coeur: „Nigdy nikt nie miał smutniejszego dzieciństwa ode mnie. Gdy myślą przeżywam wszystkie lata, wydaje mi się, że jestem istotą, która drżąc z zimna cofa się w najdalszy kąt klatki, by nie widzieć szpetoty świata. Nikt przecież nie zrobił mi nic złego, tylko brutalna szarość codzienności rosła i rosła dookoła mnie i często żałowałam, że nie urodziłam się ślepa i głucha”. Studiowała filozofię, skończyła lwowskie konserwatorium, a następnie pracowała jako nauczycielka muzyki. Nie była szczęśliwa, bo wciąż nosiła w sobie jakieś niewypowiedziane pragnienia, wątpliwości i tęsknoty: „Dusza moja chciałaby zażyć jakiś środek nasenny i uczuć pierwsze, miłosierne jego działanie. Bo i po cóż żyć? Po co ja jestem?” - pisała.

Wykształcenie filozoficzne Fulli i dociekliwy umysł kazały jej szukać odpowiedzi na dręczące ją pytania o Boga i wiarę. W rezultacie dociekania sprawiły, iż Stefa odrzuciła powierzchowną i tradycyjną religijność, ale nie - jak twierdzi jej bratanek ks. Tomasz Horak - Boga: „Tego «innego Boga», którego pragnęła całym swoim jestestwem”. Świadczą o tym zapiski Fulli: „Nie wierzę w nic z tego, w co ludzie wierzą. Nie rozumiem, jak wierzą. Myślę, że jeśli Bóg jest, to o wiele większy od wszystkiego, co można o Nim powiedzieć”. Inny fragment: „Czy Matka wie, że gdyby Bóg do mnie przyszedł, z otwartością bym Go przyjęła i dałabym Mu się nasycić? Gdybym Go odczuła, serce moje doznałoby ulgi, ciężar, który je ugniata, spłynąłby, a ja odnalazłabym rzeczy niewypowiedziane... Chciałabym wierzyć w Boga... Jaką okrutną zabawkę wymyślił sobie Ten, kto nas stworzył!... A ponad wszystkim ta paląca tęsknota za niepojętą a przeczuwaną - Wiecznością”. Jednak chyba najbardziej poruszające są słowa: „Boże! Jakże Cię nienawidzę za to, że Cię nie ma!”.

 

Ultimatum dla Matki Bożej

Zatem jak to możliwe, że ateistka stała się mistyczką? Wszystko zaczęło się od Częstochowy, gdzie Stefania postanowiła szukać światła: „Jeżeli ludzie uzyskują od obrazu łaski związane ze zdrowiem czy sprawami materialnymi, dlaczego bym ja nie miała się pokusić o zdobycie tam światła dla duszy? Choć byłam niewierzącą, postanowiłam wyczerpać wszystkie zalecane środki, aby nie mieć sobie nic do wyrzucenia i zyskać przed samą sobą dowód swej najlepszej woli. Ani fanfara przy odsłonięciu obrazu, ani zamodlony tłum, ani ciemna twarz nad ołtarzem nie zrobiły na mnie najmniejszego wrażenia. Vota wydały mi się niesmaczną, reklamiarską dekoracją, a nawołujący z ambony ksiądz - nieszczery. (…) I wtedy na zimno, rzeczowo i jasno postawiłam Matce Bożej ultimatum: jeżeli do trzech miesięcy - po prostu, bez żadnych cudów, bez wstrząsów, bez nadzwyczajności - uzyskam wiarę i wewnętrzne poczucie Boga - ślubuje do śmierci służbę Niebu”. We Lwowie przystąpiła do spowiedzi i czekała na odpowiedź Nieba, prosząc: „Boże, jeśli jesteś - daj mi światło!”.

 

Spotkania ze świętymi

I światło nadeszło. Jednak nie od razu i zupełnie niespodziewanie. 10 sierpnia 1935 r. F. Horak uczestniczyła w spotkaniu salonowym. Kiedy jedna z kobiet, opowiadając o pomyślnym zakończeniu osobistej sprawy, powiedziała, że zawdzięcza to Matce Bożej, Fulla nie wytrzymała, wyrzucając z siebie, że nie wierzy w istnienie Maryi. Wywiązała się dyskusja. Wspomniana kobieta zwróciła się do Stefanii słowami: „Boże! Jaka pani nieszczęśliwa, że nie wierzy!”. Na co rozdrażniona Fulla zareagowała pytaniem: „A pani wierzy?”. Wówczas rozmówczyni z ogromną radością odpowiedziała: „Wierzę!”. „Pierwszy raz w życiu usłyszałam to słowo wypowiedziane z takim przejęciem, siłą i żarem. Od tylu lat pragnęłam sama je tak wypowiedzieć” - zanotowała F. Horak. Wstrząśnięta zaczęła płakać, a zebrani w salonie zobaczyli nad jej głową światło. Kilka dni po spotkaniu Fulla poczuła obecność kogoś z zaświatów. Była to piękna zakonnica w habicie. Przyszła do niej św. Magdalena Zofia Barat, zmarła 70 lat wcześniej założycielka zgromadzenia Sacré Coeur, stając się „świętą panią”. Czytając zapiski Fulli okazuje się, że nie tylko ona ukazywała się w mieszkaniu F. Horak. „Odwiedzali” ją także kard. Mercier, święci: Jan Bosko, Teresa od Dzieciątka Jezus, January, Sylwester, Andrzej Bobola, Jan Vianney, Katarzyna Emmerich, Pierre Giorgio Frassati, Joanna d’Arc. Również patroni Fulli - św. Stefan, św. Mikołaj. Zjawiali się bardzo realistycznie. Stefania dotykała szorstki habit św. Magdaleny Zofii, widziała, jak święci zasłaniają sobą palącą się świecę, słyszała, jak przejeżdżający za oknem tramwaj zagłuszał ich głos.

 

Dyktando od świętej pani

Pewnego dnia św. Magdalena kazała Fulli zapisywać swoje słowa: „Weź papier i ołówek. Nie świeć światła. Pisz. Uspokój się, chodź koło mnie. Siadaj bliżej. Usiadłam z zeszytem na kolanach i nagle ołówek zaczął się sam posuwać po papierze. Trzymałam go tylko. Nie wiem, co pisał, bo nie słyszałam żadnego dyktanda. Zaświeć i przeczytaj”. Zapiski zawierały wskazówki dla Stefanii. Potem przyszły mistyczne objawienia, które skrupulatnie notowała. Były to m.in. orędzia i pouczenia świętych, a także opisy rzeczywistości nieba, czyśćca i piekła. Tak powstała książka pt. „Święta Pani”, której wydanie sfinansował marszałek Rydz-Śmigły. Jednak niewiele egzemplarzy przetrwało. Większość nakładu spłonęła z Warszawą w 1939 r.

 

Piekło na ziemi

Kiedy wybuchła wojna, a Sowieci zajęli Lwów, Fulla uczyła w gimnazjum. Wkrótce została łączniczką Armii Krajowej. I choć objawienia się skończyły, F. Horak zapewniała, że „jej niewidzialni przyjaciele zawsze byli z nią”. Wkrótce Stefania wraz ze swoją siostrą Zofią zostały aresztowane za przemycanie Komunii św. uwięzionym i skazanym. Brutalne przesłuchania i dziesięcioletni wyrok łagru mocno nadszarpnęły i tak słabe już zdrowie Fulli. Konieczna była operacja żołądka. W prymitywnych warunkach, bez znieczulenia, bez odpowiednich narzędzi wycięto jej cały żołądek i dwunastnicę: „Po pierwszym cięciu krzyknęłam, a byłam przecież przytomna. Widziałam, jak lekarz wydobył z wnętrza żołądek. Ogarnęło mnie dziwne uczucie błogości. Jakby niewidzialna mgła spływała z góry i otulała mnie szczelnie, że nie odczuwałam tak silnie bólu... Od siódmej rano do drugiej w południe trwała operacja...”. W obozie Fulla przeżyła piekło na ziemi.

 

Próba w chorobie

Po powrocie do Polski zamieszkała z Zofią w Zakopanem. „I tu zaczęło się coś niesamowitego. Do ich małego mieszkanka najpierw na Krupówkach, później na Chałubińskiego ściągały całe procesje ludzi. Bywało po kilkadziesiąt osób dziennie. Po radę, po modlitwę, po nadzieję. (…) To nie było łatwe - godziny spędzane na rozmowach i duchowym uzdrawianiu ludzi. Fulli nieraz brakowało sił. (…). Po jakichś 20 latach, był rok chyba 1974 zaczęły się nieustannie wracające ropne zapalenia nerek. Sił było coraz mniej, ludzi nie ubywało. Nieraz siostra odprawiała kolejne procesje. Kilkanaście lat próby w tej chorobie. Ile razy odwiedzałem Ciocię - tyle razy zastawałem ją uśmiechnięta, pogodną, żartującą. Nieraz odprawiałem Mszę św. w mieszkanku na Chałubińskiego. Prosiła wtedy: «Tylko niedługo, nie mam sił». Wreszcie przyszła kolejna próba - złamanie kości udowej. I 14 miesięcy bolesnego leżenia plackiem, gdy każdy ruch powodował, że odłamki kości od wewnątrz boleśnie raniły mięśnie nogi” - wspomina ks. T. Horak.

F. Horak zmarła w Zakopanem 9 marca 1993 r. Zostawiła po sobie dwie książki: wspomnianą „Świętą Panią” i „Niewidzialnych”, która zawiera wspomnienia z lat 1938-1956 i jest przepełniona ogromną wiarą. Wiarą dojrzewającą w cierpieniu.


ROZMOWA

Egzamin z cierpienia zdała celująco

Ks. Tomasz Horak, bratanek F. Horak

 

„Gdy czytałem książkę «Święta Pani», odezwał się we mnie sceptyk - racjonalista” - napisał Ksiądz we wstępie do książki. Skąd to podejście?

 

Sceptykiem i racjonalistą byłem zawsze. Wiara zaś była dotknięciem obecności Czegoś, Kogoś istniejącego ponad tym, co mieści się w naszym czasoprzestrzennym świecie. Moja ciocia Fulla to dopiero była racjonalistka! Książkę „Święta Pani” poznałem późno, chyba dopiero po doktoracie. Po prostu nie było do niej dostępu, natknąłem się na przedruk. Moja wiara nie potrzebowała wtedy „podpórek”. Ciocia przekazała mi kiedyś fotograficzny egzemplarz książki - wielkie to, ciężkie i niezgrabne - ponad 300 zdjęć wklejonych pracowicie w wielki album. Oryginał z 1939 r. dostałem dopiero po śmierci Fulli - jak relikwię, z wklejonym portretem nakreślonym przez Wolską-Pawlikowską, z odręczną dedykacją Kazimiery Iłłakowiczówny dla Wacława Berenta, z dwoma ekslibrisami - Fulli i Biblioteki Jagiellońskiej.

 

I ostatecznie uznał Ksiądz mistyczne przeżycia swojej stryjenki. Co o tym zdecydowało?

 

U stryjenek w Zakopanem za często się nie bywało. Ale wystarczająco, by poznawać Papcię i Fullę - dobroć i troskliwość Papci; umysł, wiarę, przeżycia i wewnętrzny świat Fulli. Nasilało się jej cierpienie spowodowane syberyjską operacją, przyplątywały się choroby. Podziwiałem ciocię Papcię, jak z oddaniem pomagała siostrze. A Fulla duchowo, psychicznie wciąż była tą samą Fullą - pogodną, mającą wiele do powiedzenia, z tym swoim specyficznym humorem.

Zapalenia nerek, złamana kość udowa - przyjęcie przez nią cierpienia wywierało na mnie wrażenie od dawna. Jej skargę znała chyba tylko ciocia Papcia: „Boże, czy to nie za dużo?”. A zewnętrznie pogoda ducha. Już o wiele wcześniej nie trzeba mnie było przekonywać - nie miałem wątpliwości co do „Świętej Pani” - i jako określenia św. Magdaleny-Zofii, i jako tytułu książki. Tak napisałem we wstępie do niej: „Egzamin cierpienia, który zdała celująco, stał się w moich oczach pieczęcią uwierzytelniającą jej mistyczne przeżycia”.

 

Dlaczego Kościół nigdy oficjalnie na zajął się osobą Fulli ani jej pismami?

 

Na tak postawione pytanie odpowiedzi właściwie nie ma. Były starania niemieckiego wydawcy o pozwolenie biskupa na druk i rozpowszechnianie książki, czyli imprimatur. Nie jest to potwierdzenie autentyczności objawień, ale zgoda na druk może być z takim potwierdzeniem mylona. Stąd zbytnia ostrożność kościelnych urzędów. Po drugie - od śmierci F. Horak w 1993 r. minęło dopiero 27 lat. Gdy chodzi o tego typu sprawę to niewielki upływ czasu. Po trzecie - w przypadku ludzi, którzy doznawali objawień, bardzo często przełożeni Kościoła nawet zakazywali rozpowszechniania przekazanych w objawieniach treści. Tak było z „Dzienniczkiem” s. Faustyny. Po czwarte - diecezja lwowska, gdzie wszystko się działo, faktycznie przestała istnieć. Podsumowując, wskażę na częsty scenariusz. Mianowicie pozorne uśpienie sprawy zdarzających się objawień po jakimś czasie wraca, przyciągając uwagę wiernych i przełożonych Kościoła. Czy i w tym przypadku tak będzie? Nie wiem. W każdym razie od lat widzę poszerzający się krąg zainteresowania postacią mojej stryjenki F. Horak.

 

Dziękuję za rozmowę.

MD

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

FACEBOOK

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Z modlitwą o pokój


14 maja w Loretto koło Wyszkowa zgromadzili się uczestnicy XIII Pielgrzymki czytelników „Różańca” i członków Rodziny Loretańskiej. W modlitewnym spotkaniu udział wzięło ok. 1,5 tys. wiernych. [fot. Robert Sobkowicz]

PATRONAT "ECHO"


VII Diecezjalna Pielgrzymka Kobiet
Już 29 maja w sanktuarium Matki Bożej Leśniańskiej spotkają się uczestniczki dorocznej Diecezjalnej Pielgrzymki Kobiet organizowanej przez duszpasterstwo rodzin diecezji siedleckiej.
więcej »
Marsz dla Życia i Rodziny
W niedzielę 5 czerwca Mszą św. sprawowaną o 16.00 pod przewodnictwem bp. Kazimierza Gurdy w siedleckiej katedrze rozpocznie się Marsz dla Życia i Rodziny.
więcej »
Jerycho Młodych
„CarloStrada” - to hasło tegorocznego Jerycha Młodych. Spotkanie poświęcane tematowi: „Eucharystia - moja droga do nieba” odbędzie się w weekend 17-18 czerwca w Woli Gułowskiej.
więcej »
 

POLECAMY


Inspiracje do Różańca
Na czym polega sztuka modlitwy różańcowej? „Na uczeniu się Chrystusa pośród doświadczeń życia” - wyjaśnia we wstępie do rozważań „Cały Twój” Tomasz Grabowski OP.
więcej »
Maryja wprowadzająca pokój
Czego Maryja chce dla swoich dzieci? Jaka jest treść Jej współczesnych objawień? I czy zapowiadany przez Nią koniec czasu właśnie nadchodzi?
więcej »
 

SONDA

 

Miesiąc z Maryją

uczestniczę w nabożeństwach majowych

kojarzy się mi z wiosną i polnymi kapliczkami

odmawiam Litanię loretańską

nabożeństwo do Maryi nie powinno ograniczać się do jednego miesiąca

maj to miesiąc jak każdy inny



LITURGIA SŁOWA


Piątek
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR