16 stycznia 2021 r. Imieniny obchodzą: Marceli, Włodzimierz, Bernard

Pogoda: Siedlce

Numer 2
14-20 stycznia 2021r.

menu

NEWS

W bieżącym wydaniu ECHA - m.in. odpowiedź na pytanie, co powinna zrobić osoba, u której zdiagnozowano chorobę otępienną, by zabezpieczyć swoją przyszłość...

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

Kościół

 
 

Wspomnienie

6 stycznia 2021 r.

Noela - znaczy Boże Narodzenie


fot. ARCHIWUM

Każdy w życiu ma swój krzyż do dźwigania; gdy chcemy go ominąć, możemy nie dojść do brzegu zmartwychwstania - pisała do bliskich s. Noela Agnieszka Zaniewicz w pierwszych dniach maja 2019 r., zmagając się z trudami radioterapii po inwazyjnej operacji.

Urodziła się 2 lutego 1976 r. W Międzyrzecu Podlaskim, w cieniu Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej, od 83 lat mającego tutaj swoją placówkę, ukształtowało się jej powołanie zakonne, które nazywała trampoliną do nieba. Kochana przez dzieci w przedszkolach, w jakich pracowała w Częstochowie, Twardogórze i Grodzisku Mazowieckim, ceniona przez rodziców, była szczęśliwą, spełnioną siostrą zakonną. A przy tym - artystyczną duszą, czemu wyraz mogła dać, posługując także jako zakrystianka w parafiach Miłosierdzia Bożego w Lublinie i Macierzyństwa NMP w Trzebiatowie. W 2018 r. została skierowana do opieki nad starszymi siostrami w Irenie. Zapowiedzią choroby, z której powagi s. Noela nie zdawała sobie jeszcze sprawy, były problemy gastryczne. Potem - guzki na języku. Po pierwszej operacji w maju 2017 r. i otrzymaniu wyniku badań, pisała do bliskich i przyjaciół: „Jest radość. Nic nowotworowego. Na jesieni będą mi usuwać kolejne zmiany laserem, bo teraz język musi się wygoić po tamtym zabiegu. Dziękuję za modlitwę”.

Spokój nie trwał długo. Zmiany rozrostowe sygnalizowały agresywny nowotwór. Nadzieję na pokonanie go dawała jedynie inwazyjna operacja. I silniejsza niż strach - wiara. „Przyszły nieprzespane noce i lęk przed coraz dokuczliwszym bólem. Z różańcem w ręku rwały mi się wątki modlitwy. Rozpaczliwie pytałam Boga: dlaczego ja? Poczułam się jak skazaniec. (…) Oczami wiary jeszcze gorliwiej zaczęłam szukać mocy modlitwy i odkrywania sensu bycia Chrystusową” - odnotowała.

W grudniu 2018 r. s. Noela przeszła operację usunięcia części języka. 10 stycznia 2019 r. informowała: „Jest źle. Guz rośnie i 21 stycznia idę do szpitala, bo będą mi usuwać język, żuchwę, podniebienie i węzły chłonne. Jak się uda, będą później robić rekonstrukcję. Następnie chemia i radioterapia. Bardzo długi proces leczenia. Boję się strasznie. Proszę o modlitwę”. Już po operacji, gdy ból upominał się o miejsce w jej ciele i duszy, przez łzy powtarzała: „Nie martw się, tylko ufaj! Módl się i ufaj!”. Wielki Post był dla s. Noeli czasem szczególnym, czemu dała wyraz, pisząc: „Światło i moc płynęły w moim sercu podczas kontemplacji Krzyża Chrystusa oczami duszy pełnymi wiary. Otuchą były moje coraz głębsze uczucia: teraz tylko liczy się moje zdrowienie w dłoniach Jezusa (…). Tyle miłości posyła mi przez ludzi. I to jest ważne na dziś. Kiedyś wróci piękne uwielbione ciało. Moje blizny to moja obrączka. On też taką nosił”.

Kolejnym etapem leczenia była radioterapia - skutkująca bólem powodowanym poparzeniami. Każdy seans s. Noela łączyła z intencją: „by cierpienie dawało jakieś uzdrowienia”. „Jezus umacnia mnie swoją Miłością i łaską, podtrzymuje nadzieję i w bólu Golgoty ukazuje blask zbawczego Zmartwychwstania” - pisała ze szpitalnego łóżka przed Wielkanocą.

 

Ufam!

30 kwietnia napisała: „Tyle cierpienia z modlitwą, ofiaruję… Mówią, że jestem dzielniejsza niż Hiob. I to też chyba znak łaski, a na pewno mojej wiary…”.

Maj przyniósł wiosenną radość. I dolegliwości, których źródłem były problemy jelitowe i wrośnięcie płytki PEG w śluzówkę żołądka. S. Noela nie traciła ducha wiary. „Leżąc pod kroplówkami i nad miską, gdy mnie nudziło pozdrawiałam radośnie i słonecznie kolejny dzień. Ufając, że moją sprawę Bóg prowadzi”. 3 Maja - w uroczystość NMP Królowej Polski w Różańcu zawierzała bliskie jej osoby Najlepszej Mamie. „Ufam (…), że już blisko końca, a potem będzie już tylko lepiej. Najważniejsze, że duchowo jestem silna. Przez tę chorobę tyle nieba wydarzyło się na ziemi! Niech Pan będzie uwielbiony”. Opuszczała szpital 14 maja z nadzieją na poprawę, choć „czując się jak kurczak przysmażony na rożnie”.

27 czerwca pisała: „W ruinie mojego zdrowia jest ZRUJNOWANY PAN. Jak bardzo moje ciało przypomina Jego z męki. Ale to wszystko skończyło się zmartwychwstaniem i nowym, uwielbionym ciałem. Mnie Jezus też takie przygotował”.

Cierpiąc fizycznie, za najdotkliwszą uważała niemożność przyjmowania Chrystusa Eucharystycznego z powodu uszkodzenia przełyku. „2 sierpnia, w pierwszy piątek miesiąca, przyjęłam Krew Pańską przez pega. Ksiądz biskup udzielił pozwolenia. Mój brat ks. Mariusz odprawił Mszę św. w domu. To był najszczęśliwszy dzień od sześciu miesięcy” - odnotowała.

 

Mój czas - tylko dla Ciebie

Pod koniec lata nastąpiła wznowa choroby. 25-lecie życia zakonnego s. Noela przeżywała z bliskimi w Międzyrzecu Podlaskim. „Z Trójcą Przenajświętszą w duszy w Monstrancji tak okaleczonego chorobą obolałego ciała czułam nieziemską radość z domieszką goryczy i ludzkiego lęku w perspektywie kolejnej operacji mojej buzi. Czułam się na ołtarzu mojej Golgoty, gdy brat odprawiał Mszę św. Dziękuję bardzo dobremu Bogu za dar mojego brata kapłana i dzięki temu radość uczestniczenia w Mszach św. w domu rodzinnym”.

1 października przeszła kolejną operację - za pan brat z lękiem i nadzieją umacnianą zawierzeniem Jezusowi i św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza. „Odczucie Dziecięctwa Bożego każdego kolejnego dnia daje mi wytrwałość i cierpliwość, by w kolejnych dniach upokorzenia i udręczenia trudnymi fizycznymi objawami choroby wytrwać przy Bogu i w Jego mocy” - pisała wyczerpana operacją i chemioterapią, nazywając swój stan tyglem cierpienia. Mówiła o sobie: Boża wojowniczka - „by Chrystus widział, że każdego dnia czekam na spotkanie z Nim”. Stale czuwały przy niej mama i siostra Monika.

22 grudnia napisała: „Imię moje NOELA - znaczy Boże Narodzenie. W tak wymownie trudnej sytuacji mojego zdrowia, przykuta bezsilnością do łóżka, pragnę, byś przyszło, Dzieciątko Boże, do stajenki mojego serca. W takiej aranżacji Opatrzność Boża zgotuje moje imieniny i Twoje urodziny. Cieplutko Cię przytulę z miłością odwieczną. Stajenkę taką w moim sercu da Ci Bóg i mój CZAS tylko dla Ciebie…”. Pan zabrał ją do siebie 6 stycznia 2020 r.


OKIEM DUSZPATERZA

o. Azariasz Hess z klasztoru oo. Bernardynów w Lublinie

 

Nie poszła do nieba z pustymi rękami

S. Noelę poznałem, zastępując kapelana w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej im. św. Jana z Dukli. Spotykałem ją, obchodząc sale z Panem Jezusem i odprawiając Eucharystię w szpitalnej kaplicy. O tym, że jest siostrą zakonną, dowiedziałem się, gdy pewnego dnia poprosiła o rozmowę. Z biegiem czasu mówiłem tylko ja. S. Noela odpowiadała, pisząc ołówkiem na kartce.

Tym, co pozostaje najbardziej przejmujące w jej przyjmowaniu choroby i krzyża, jest całkowite pogodzenie się z wolą Bożą. Miała świadomość, do czego prowadzi choroba. Zmiany onkologiczne, nie dość, że widoczne, zabierały jej na poszczególnych etapach to, co dla człowieka najcenniejsze: możliwość porozumiewania się czy jedzenia. Kiedyś powiedziałem: „Siostro, Pan Jezus chce cię upodobnić do siebie w tym całkowitym wyniszczeniu”. Uśmiechnęła się, dodając: „No przecież o to chodzi”. Była skazana na ogromne cierpienie fizyczne i duchowe. W obliczu takich doświadczeń człowiek zwykle buntuje się wobec tego, kogo ma najbliżej pod ręką - wobec Pana Boga. Ona od początku do końca przyjmowała chorobę jako pocałunek Bożej miłości. Ofiarowała swój ból za Kościół św., zgromadzenie, cierpiących. Zarówno dla chorych, jaki i personelu oddziału, na którym leżała, była znakiem Bożej obecności.

Spotkanie z s. Noelą odbieram jako łaskę. To piękno, które miała w duszy i sercu, promieniowało na zewnątrz poprzez jej uśmiech, dobre słowo, a gdy już nie mogła mówić - spojrzenie. Jej oczy się śmiały i w swoim cierpieniu każdego potrafiła obdarzać uśmiechem i zarażać nadzieją. Rodzeństwo żartobliwie nazywało ją osiołkiem Pana Jezusa, co bardzo lubiła. To porównanie z jednej strony odzwierciedlało jej charakter, czyli upór w konkretnych sprawach pozwalający dążyć do celu. Z drugiej - pokazywało prostotę i posłuszeństwo woli Bożej.

Tak naprawdę nie boimy się śmierci, bo ona wpisana jest w tajemnicę życia. Boimy się umierania. Boża Opatrzność, której s. Noela zawierzyła całe swoje życie, tak wszystkim pokierowała, że w swoim odchodzeniu s. Noela czuła obecność Pana Boga - czy poprzez osoby, które spotykała, czy fakt, że ostatnie dni przed śmiercią, zanim wróciła do szpitala, spędziła w domu, otoczona wielką miłością mamy, siostry i brata. Jakby Pan Bóg chciał powiedzieć: teraz jeszcze na chwilę wrócisz do rodziny, a potem już do Mnie - bo do Mnie cała należysz. Założycielka Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej sługa Boża M. Antonina Mirska mówiła: „Nic ponad miłość Chrystusa”. S. Noela nie tylko zrozumiała te słowa, ale też uczyniła swoimi i według nich żyła. Bardzo wymowne jest to, że odeszła do nieba wraz z Trzema Królami. I tak jak oni nie poszła do Boga z pustymi rękami. Jej ręce nie tylko były czyste, ale i pełne dobra. To, co miała do zrobienia tutaj, na ziemi, po prostu zrobiła. Wierzymy, że teraz, będąc bliżej Boga, chce pomagać innym - tak, jak to czyniła będąc wśród nas. Dlatego trzeba jej dać zajęcie, aby wstawiała się za nami. Ja osobiście bardzo często modlę się za nią, za jej duszę, ale równie często proszę ją o pomoc w konkretnych sprawach i muszę powiedzieć - pomaga.

Idąc do siostry, zawsze przynosiłem relikwie jakiegoś świętego czy świętej. Nie spodziewałem się, że może to jej przynieść tyle radości, dać tyle siły. Pozostawiłem relikwie, a ona widziała świętych. My patrzymy nadal w relikwie świętych, ona widzi ich już bez zasłony. Kiedyś, gdy jechałem na rekolekcje i prosiłem ją o duchowe wsparcie, podarowała mi mały misyjny krzyżyk. Dziś patrzę na krzyżyk, a myślę o s. Noeli. Relikwia? Dla mnie tak. Dla kogoś, kto wierzy, relikwia oznacza obecność tych, których Pan Bóg postawił na drodze naszego życia jako znaki na drodze do nieba. Dla nas takim znakiem stała się sama s. Noela.

Monika Lipińska

Powrót

STRONA GŁÓWNA



Archiwum jedynek
Pobierz pełne wydanie
Dodatek Echo Leśne

FACEBOOK

Aktualności

Więcej artykułów z tej kategorii »

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FOTOGALERIA

Kolędnicy misyjni


W imieniu Papieskich Dzieł Misyjnych Dzieci wyrażam wdzięczność rodzicom i dzieciom, kapłanom i paniom katechetkom za kolędowanie misyjne na rzecz masajskich dzieci. Czas pandemii nie zatrzymał misyjnego zapału. W naszej diecezji były parafie, w których ta akcja została zrealizowana - mówi ks. Kazimierz Jóźwik, referent misyjny. Dziękujemy za nadesłane fotografie.

PATRONAT "ECHO"


Trwa głosowanie w konkursie „Spacer Orszakowy - Siedlce 2021”
Głosowanie rozpoczęło się 7 stycznia, od 12.00, i będzie trwało do 30 stycznia, do 12.00. Na każdego z uczestników można wysłać jeden głos dziennie z jednego adresu e-mail.
więcej »
 

POLECAMY


Pokażą nasze zabytki
W każdy piątek o 19.45 w TVP Warszawa emitowany jest program o zabytkach diecezji siedleckiej pt. „Sztuka cenniejsza niż czas”. W piątek 15 stycznia będziemy mogli obejrzeć odcinek o parafii Górki koło Łosic.
więcej »
Święty na trudne czasy
Św. Roch był pielgrzymem, który miał do spełnienia jedną misję: opiekować się chorymi podczas zarazy. Pandemia to doskonały czas do modlitwy za jego wstawiennictwem.
więcej »
Niedzielne gadanie o słowie
Nieodżałowany ks. Piotr Pawlukiewicz w jednym z wywiadów powiedział: „Z Szustakiem można się sprzeczać, nie zgadzać, ale to jest gość”.
więcej »
 

SONDA

 

Za co kochamy babcie i dziadków?

za ich bezgraniczną i bezinteresowną miłość;

za czas poświęcany wnukom;

za to, że zawsze można na nich liczyć;

za ich mądrość i doświadczenie;

za to, że są...



LITURGIA SŁOWA


Sobota
Czytania:
;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

PROMOCJA

 

 
statystyka

NASI PARTNERZY

Copyright 2008 Echo Katolickie

Realizacja KREATOR