Aktualności
Jezus wraca

Jezus wraca

Jakiś czas temu podczas rodzinnego śniadania przeczytałam moim synom fragment Pisma Świętego o powołaniu Piotra.

Zapytałam, co takiego Jezus miał w sobie, że kolejni mężczyźni zostawiali dotychczasowe życie i szli za nim. Nie do końca wiedzieli, więc powiedziałam, że pewnie Jego oczy były napełnione radością i miłością. I że każdy czuł się kochany w Jego spojrzeniu. A potem dodałam: „Wiecie, że Jezus ponownie wróci na ziemię?”. Czteroletni Piotruś zaczął skakać z radości i krzyczeć: „Hura!”. Zaczęłam się zastanawiać, co ja czuję, słysząc: „W chwili, w której się nie spodziewacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. Będę tą wziętą czy tą zostawioną? Co to znaczy „czuwać”, by tak jak Piotruś z okrzykiem radości czekać na Jezusa? Odpowiedź, która rodzi się w moim sercu, brzmi: żyć pełnią życia. Nie czekać na lepszy moment do czynienia dobra czy niesienia pomocy. Ćwiczyć swoją uważność i zachwyt nad światem. Kiedy wychodzę na spacery z najmłodszym synkiem, często słyszę od napotykanych osób: „Jaki słodki maluszek”. To miłe, ale chciałabym, żebyśmy umieli zachwycać się też starszymi osobami, przyrodą, kolorami, pięknem świata stworzonego przez Boga. Może wtedy, patrząc np. w niebo, łatwiej nam przypomnieć sobie o Tym, który jest najważniejszy. O Jezusie, który wraca. O tym, że to życie na ziemi jest na jakiś czas. To pewien etap. Warto wykorzystać jak najlepiej każdy dzień, który daje Bóg. Poznawać siebie, odkrywać swoje talenty po to, żeby przybliżać się do Niego, bo korzystając ze swoich możliwości, wypełniamy wolę Boga.

Łatwo pisać, trudniej robić… Myślę, że dzisiejsza Ewangelia mówi, by nie odkładać życia. Trzeba zacząć dziś. Jezus patrzy na to, co teraz. Dzisiaj daje nam ogrom swojej łaski i mocy. Wystarczy podjąć decyzję: chcę z Nim iść, kochać, wybaczać. Ten Adwent i każdy kolejny dzień naszego życia może być przeżyty w wierze, oczekiwaniu na Jego powrót. Jezus nie chce ideałów. On chce nas prawdziwych, skruszonych i – na ile to możliwe – gotowych do wspólnej drogi. Nie chodzi o to, żeby teraz godzinami modlić się w kościele (co, oczywiście, jest dobre), ale w zwykłej codzienności widzieć Go w relacjach w rodzinie, przechodniach, ludziach w sklepie czy w pracy. Nie chodzi też o wyścig w robieniu dobrych uczynków, tylko o MIŁOŚĆ. Do każdego – wierzącego i niewierzącego.

Panie Jezu, pomóż. Ty, który jesteś Miłością, pokaż mi te miejsca, które dzięki Tobie i z Twoją pomocą mam zmienić, i te, które mam przyjąć i pokochać. Obyśmy zawsze mieli Ciebie przed oczyma. Nie tylko w tym Adwencie. Amen.

Ola i Mateusz Kozakowie