Historia

Kobiety z magnaterii

6 lutego odbyła się promocja książki „Bialskie księżne Radziwiłłowe” autorstwa dr. Jerzego Flisińskiego. Wieczór zorganizowało stowarzyszenie „Koło Bialczan”.

Spotkanie w restauracji „Stylowa” zgromadziło nie tylko członków koła, ale też sympatyków i pasjonatów historii miasta Biała Podlaska. Publikacja „Bialskie księżne Radziwiłłowe” została wydana przez tutejszą Miejską Bibliotekę Publiczną. Ten solidny, bo liczący prawie 900 stron tom opowiada o 16 arystokratkach, które los związał z Radziwiłłami.

Ówcześnie był to jeden z najbogatszych i znanych rodów magnackich zarówno w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jak i w Europie. Opisywane bohaterki były żonami właścicieli Białej i hrabstwa bialskiego. Żadna z nich nie urodziła się ani nie pochodziła z miasta nad Krzną. Mieszkały tu jako żony książąt. Na podstawie ich losów można nie tylko napisać książkę, ale też nakręcić ciekawy film. Wbrew pozorom nie ograniczały się one do roli żon i matek. Zapisały się także na polu kulturowym, ekonomicznym, społecznym i religijnym.

 

W archiwum i online

Postacie i wydarzenia opisane w książce obejmują XVI, XVII, XVIII i pierwszą połowę XIX w. – W tych czasach kobiety oficjalnie nie miały zbyt wiele do powiedzenia, ja jednak starałem się wyprowadzić owe panie Radziwiłłowe z cienia ich mężów. Skąd wzięła się ta książka? Kiedy szukałem informacji o panach Radziwiłłach na Białej, jakiś chochlik pytał: a co z paniami? Postanowiłem więc również im poświęcić nieco uwagi. Naiwnie myślałem, że uda się napisać o nich co najwyżej jakąś broszurę. Pomyliłem się – mówił dr J. Flisiński. Przyznał, że najbardziej czasochłonne było zebranie materiałów. – Czerpałem przede wszystkim z zasobów Warszawskiego Archiwum Radziwiłłów funkcjonującego w ramach Archiwum Głównego Akt Dawnych. Najpierw jeździłem do stolicy, ale potem okazało się, że materiały, z których korzystam, zostały zdigitalizowane i są dostępne online. Początkowo nie gonił mnie żaden termin. Niestety, podczas gromadzenia treści popełniłem błąd, gdyż nie działałem chronologicznie. Jeśli „wpadła” mi w ręce któraś księżna, brałem się do pracy nad nią. Potem trzeba było to wszystko uporządkować. Przyspieszenie nadeszło w lutym 2025 r., kiedy okazało się, że prezydent miasta chce przekazać bibliotece środki na wydanie tej książki. Zależało mi, by publikacja została wydana przez MBP w Białej Podlaskiej, gdyż pracowałem w niej 30 lat – wyjaśnił.

 

Odczytać cudze pismo

Flisiński zaznaczył, że wszystkie dokumenty, z jakich korzystał przy redakcji, były pisane ręcznie. – Nie było wśród nich żadnych druków. Wiadomo, każdy z nas pisze inaczej: jeden bardziej czytelnie, inny mniej; podobnie było w przypadku listów pisanych przez Radziwiłłów. Musiałem uczyć się odczytywania poszczególnych charakterów pisma. Z tych listów wydobyłem bardzo wiele wiadomości. Dodatkowo, nie wszystkie te pisma są zebrane w AGAD-zie. Część z nich znajduje się w Ossolineum, w Bibliotece Czartoryskich i w Bibliotece Polskiej w Paryżu. Trzeba było do nich dotrzeć i wynotować najważniejsze informacje. Niektóre były pisane w języku starobiałoruskim, a więc cyrylicą, ale zdarzała się też głagolica. Część była pisana na czymś, co nazwałbym bibułą. Na tych pismach inkaust przebijał na drugą stronę. Bywało, że z kartki dało się odczytać tylko pięć, dziesięć wyrazów -darowałem sobie takie listy, żeby nie konfabulować. Te pisma w czasie wojny były ukryte w piwnicach, gdzie zostały narażone na wilgoć i gnicie. Niektóre z nich po bokach są „powygryzane”, zachował się tylko sam ich środek – wspominał.

 

Ślub był umową

W trakcie spotkania autor książki nie zdążył opowiedzieć o każdej z bohaterek swojej publikacji. Ich losy to temat rzeka. Podkreślał, że Radziwiłłowie żenili się z bogatymi arystokratkami. – W tamtych czasach – nieważne, czy mówimy o magnaterii, arystokracji, szlachcie czy nawet mieszczaństwie – ślub był umową, a nie efektem zakochania się i decyzji dwojga ludzi. O małżeństwie rozstrzygali rodzice, a przede wszystkim ojcowie. Nikt nie pytał syna czy córki o zdanie w tej sprawie. To była arbitralna decyzja ojców. Księżne w skrytości ducha mogły nie zgadzać się z wolą rodzica, ale nie miały nic do powiedzenia – zwracał uwagę J. Flisiński. Panów Radziwłłów na Białej było dziewięciu, a księżnych… szesnaście. Wszystko dlatego, że niektórzy z właścicieli miasta żenili się po dwa, a nawet trzy razy. Pierwszym samodzielnym właścicielem Białej był Mikołaj Krzysztof Radziwiłł zwany „Sierotką”, zaś jego żona – Elżbieta Eufemia z Wiśniowieckich – pierwszą księżną Radziwiłłową. Z kolei ostatnią panią na Białej była Teofila z Morawskich.

 

Prześladowana i gnębiona

W trakcie prezentacji J. Flisiński wspominał m.in. o Katarzynie Eugenii z Tyszkiewiczów, pięknej, jasnowłosej jedynaczce, dziedziczce ogromnej fortuny, która najpierw wyszła za mąż za Janusza Wiśniowieckiego. Niestety, jej całkiem dobre życie zostało zburzone nie tylko przez śmierć męża, ale także wrogość teścia Konstantego, który chciał odebrać jej dwóch synów i znaczne posiadłości. Aby szukać ratunku, wyszła za owdowiałego Aleksandra Ludwika Radziwiłła, który robił, co było w jego mocy, by obronić swoją żonę i jej dzieci. Ataków nie przerwała jednak nawet śmierć Konstantego, który bezprawnie powierzył opiekę nad wnukami (i ich majątkiem) słynnemu Jeremiemu Wiśniowieckiemu. Katarzyna Eugenia odeszła od męża i pojechała do Wiśniowieckiego, co było jej największym życiowym błędem, gdyż Jeremi również chciał odebrać jej wszystkie posiadłości. Do dziś zachował się jej list, pisany piękną polszczyzną, do Wiśniowieckiego, w którym pytała, dlaczego tak ją prześladuje i gnębi. Pozbawiona opieki nad synami, zmarła w wyniku trosk i została pochowana w Zbarażu.

 

Po włosku na Białej

W grupie księżnych Radziwiłłowych znalazła się także Włoszka, Lukrecja Maria ze Strozzich. Była trzecią żoną Aleksandra Ludwika. Do Polski trafiła jako dama dworu królowej Cecylii Renaty Habsburżanki, żony króla Władysława IV. Wpadła w oko Radziwiłłowi, który upatrzył ją sobie na żonę. Była młoda i urodziwa. Miała około 16 lat, a jej mąż… prawie 30 lat więcej. Małżonkowie komunikowali się po włosku. Lukrecja mieszkała w Białej, niestety czuła się osamotniona, gdyż Aleksander Ludwik z racji licznych obowiązków ciągle przebywał poza pałacem. Nie umiała porozumieć się ze służbą. Jej listy świadczą o tym, że do końca nie przyswoiła sobie nasz język. Z czasem musiała radzić sobie ze śmiercią męża i wielkim konfliktem z pasierbem. Aby ratować los własnych dzieci, była zmuszona ponownie wyjść za mąż – i znów owdowiała.

 

Od miłości do nienawiści

Niezwykle barwną księżną przywołaną przez J. Flisińskiego była też Katarzyna z Sobieskich, siostra króla Jana III Sobieskiego. Zakochała się z wzajemnością w Dymitrze Wiśniowieckim. Zaszła z nim ciążę, ale matka i babka nie pozwoliły jej na ślub z wybrankiem. Przed samym porodem wydały ją za bajecznie bogatego Władysława Dominika Zasławskiego-Ostrogskiego. Katarzyna odziedziczyła po nim fortunę, a po jego śmierci wyszła za Michała Kazimierza Radziwiłła. Z czasem zaczęła walczyć o majątki ze swoim dawnym ukochanym Dymitrem. Dbała o bialski pałac, dofinansowała Akademię Bialską, wspomagała też liczne klasztory. To z jej inicjatywy sprowadzono do Białej reformatów. Po śmierci męża grała pierwsze skrzypce na dworze królewskim. Zmarła wyczerpana wieloma ciążami, podwójnym wdowieństwem i traumatycznymi doświadczeniami. Po jej śmierci wykonano nawet sekcję zwłok.

Autor opowiadał też m.in. o ciekawych postaciach Anny z Sanguszków Radziwiłłowej i Franciszki Urszuli z Wiśniowieckich. O ich życiu można napisać zupełnie oddzielny artykuł. Aby dowiedzieć się więcej, koniecznie trzeba sięgnąć po publikację J. Flisińskiego.

AWAW