Maniuś
Maniuś
Pamiętam tamtą zimę. Ktoś do nas przyszedł, powiedział, że wracają. Wybiegłyśmy z babcią na górkę, z której widać było drogę.
Tata pomachał nam z furmanki. Zakutana w kilimy mama tuliła nowo narodzonego synka. Maniusia, bo się w święto Matki Bożej Gromnicznej urodził. Lulałam go do spania tak uczciwie, że kiedyś wypadł z kołyski. Na szczęście grubaśna pierzynka zapobiegła ewentualnym przykrym konsekwencjom. Moje trenowane na nim fryzjerskie zapędy nie tylko „poprawiały” mu fryzurę, ale, bywało, pozostawiały na jego skórze znaki.
Tata pomachał nam z furmanki. Zakutana w kilimy mama tuliła nowo narodzonego synka. Maniusia, bo się w święto Matki Bożej Gromnicznej urodził. Lulałam go do spania tak uczciwie, że kiedyś wypadł z kołyski. Na szczęście grubaśna pierzynka zapobiegła ewentualnym przykrym konsekwencjom. Moje trenowane na nim fryzjerskie zapędy nie tylko „poprawiały” mu fryzurę, ale, bywało, pozostawiały na jego skórze znaki.
Kłóciliśmy się, a jakże, ale najtrwalej zadomowiła się w mojej głowie odpowiedź pięciolatka, który zapytany o przyszłość, rezolutnie wypalił: – Kupię sobie kraktor, ożenię się z naszą Hanką i będę ją woził w niedziele do kościoła. Urzekł mnie tą deklaracją i nic już nie było w stanie tego popsuć. ...
Anna Wolańska