Na scenie prawda wystarczy
Alicjo, pamiętasz kto misiowi urwał ucho?
(śmiech) Tę historię często wspominają moi rodzice. Faktycznie, ten wiersz recytowałam z ogromnym zacięciem, a nawet oburzeniem. Miałam wtedy kilka lat. Nawet dziś, gdy myślę o tym misiu, to serce mi się kraje i wciąż zastanawiam się, kto mógł mu urwać ucho. Mam też kilka wspomnień z przedszkola - jak recytuję, tańczę poloneza czy śpiewam dla babci. Pamiętam siebie piszącą wiersze. Zawsze ciągnęło mnie do świata twórczego.
Czy Twoje otoczenie Cię inspirowało?
Miłość do aktorstwa wyssałam z mlekiem mamy. Kochała teatr, udzielała się w szkole, startowała w konkursach recytatorskich – w tych samych, w których ja po latach też brałam udział.
To ona pokazywała mi wartościowe filmy, aktorów. Czerpałam to od niej i od taty, który od zawsze grał na gitarze i miał nawet swój zespół. Mam jednak poczucie, że to i tak było we mnie. Nie umiem odpowiedzieć, dlaczego. Po prostu tak jest. Nie pyta się ludzi, dlaczego kogoś kochają – to jest w sercu i już. Tak samo jest z aktorstwem.
Do szkoły teatralnej dostałaś się za pierwszym razem. Jak wyglądała Twoja droga do wymarzonej uczelni?
Nie wiedziałam, gdzie iść do liceum. Pani Bożena, która uczyła mnie śpiewu, poradziła mi, abym wybrała liceum w Warszawie. W Białej Podlaskiej chodziłam na zajęcia Teatru Małych Form „Sylaba”, bo Międzyrzec nie dawał aż tylu możliwości rozwoju. Rodzice odważyli się puścić mnie dalej i jestem im za to ogromnie wdzięczna. W Warszawie trafiłam do Studia Teatralnego „Baza”, które bardzo mnie otworzyło i pozwoliło na nowo spojrzeć nie tylko na teatr, ale i na drugiego człowieka. ...