Rozmowy

Otwórzmy oczy

Rozmowa z dr. hab. Pawłem Szmitkowskim, profesorem uczelni z Instytutu Nauk o Bezpieczeństwie Uniwersytetu w Siedlcach.

Pierwszego dnia świąt w siedleckiej katedrze kilku mężczyzn - idąc do Komunii św. - nagle wyjęło telefony i zaczęło nagrywać: ludzi, kapłanów, wnętrze świątyni, po czym odwrócili się i wyszli. Część osób nawet nie zwróciła na to uwagi. Nie jesteśmy czujni, mimo że od dłuższego czasu w Polsce dochodzi do aktów dywersji?

Moim zdaniem cały czas żyjemy w przeświadczeniu, że nic takiego się nie dzieje. Z jednej strony doniesienia medialne są jednoznaczne, zagrożenie za naszą wschodnią granicą trwa od pewnego czasu, akty dywersji zdarzały się także u nas.

Natomiast, tak naprawdę, chyba często nie zdajemy sobie sprawy, że to nas realnie dotyczy. Nie zwracamy uwagi, nie dopuszczamy do siebie myśli, że coś może się wydarzyć w naszym bezpośrednim otoczeniu. I nie chodzi o bezpośrednie zagrożenie, bo robienie zdjęć nie musi nim być, ale warto się zastanowić, kiedy należy działać. A jeżeli ktoś filmowałby elektrownię, ujęcie wody? Bylibyśmy w stanie skutecznie zareagować, zawiadomić odpowiednie służby?

 

Czy nie jest to efekt wmawiania nam, że w Polsce absolutnie nie dochodzi do aktów sabotażu, a liczne pożary to „norma”? Dopiero z czasem na jaw zaczęły wychodzić pewne fakty, jak podpalenie hali przy ul. Marywilskiej w Warszawie.

Na pewno takie postępowanie usypia czujność. Kiedy na terenie województwa lubelskiego doszło do ataków dronowych, wiceminister pytana o brak alarmu stwierdziła, że nie chciano straszyć społeczeństwa. To nie jest dobra droga, bo – oczywiście – nie wolno straszyć, ale trzeba koniecznie uświadamiać, że zagrożenie jest. Jeżeli nie będziemy tego robili, społeczeństwo stanie się jak małe dziecko, które zamyka oczy i mówi, że nic się dookoła nie dzieje, mimo że zagrożenie istnieje. ...

Monika Grudzińska

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł