Papierowe bezpieczeństwo
Papierowe bezpieczeństwo
Wszyscy mają, mam i ja. Ba, dostałem nawet dwa egzemplarze. Mowa o rządowym „Poradniku bezpieczeństwa”.
Ponieważ jakiś czas temu pobieżnie przejrzałem elektroniczną wersję wybitnego dzieła Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, znalezione w skrzynce pocztowej egzemplarze wrzuciłem do stojącego w kotłowni kartonu z makulaturą przeznaczoną na rozpałkę w piecu. Niedawno dokopałem się do zaklejonych kopert i postanowiłem na ową - co by nie mówić cenną, bo kosztującą podatnika blisko 45 mln zł - broszurkę spojrzeć z perspektywy osoby niemającej pojęcia o pierwszej pomocy, sposobach przetrwania w terenie, sygnałach alarmowych czy zagrożeniach terrorystycznych.
Ponieważ jakiś czas temu pobieżnie przejrzałem elektroniczną wersję wybitnego dzieła Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, znalezione w skrzynce pocztowej egzemplarze wrzuciłem do stojącego w kotłowni kartonu z makulaturą przeznaczoną na rozpałkę w piecu. Niedawno dokopałem się do zaklejonych kopert i postanowiłem na ową - co by nie mówić cenną, bo kosztującą podatnika blisko 45 mln zł - broszurkę spojrzeć z perspektywy osoby niemającej pojęcia o pierwszej pomocy, sposobach przetrwania w terenie, sygnałach alarmowych czy zagrożeniach terrorystycznych.
Na pierwszy rzut publikacja jest przejrzysta i logiczna. Nie zawiera treści fałszywych ani sensacyjnych. Znajdziemy w niej np. numery telefonów alarmowych, podstawowe zasady postępowania w razie pożaru czy powodzi. Zamieszczono tam wskazówki dotyczące ewakuacji i reagowania na sygnały alarmowe, przygotowania domowego zestawu awaryjnego, a nawet elementarne zasady udzielania pierwszej pomocy. ...
Leszek Sawicki