< Powrót
Siła wspólnoty

Siła wspólnoty


Chociaż korzenie OSP i KGW sięgają XIX w., bardzo prężnie zaczęły się rozwijać w ostatnich latach. Obie organizacje wspierają edukację i kulturę, a w przypadku straży – także bezpieczeństwo lokalne.

 

Pomaga sprzęt

Karol Pietruszka z OSP Rzeczyca w powiecie bialskim uczestniczył w wielu akcjach ratowniczych. Wspomina m.in. pożar sprzed blisko 20 lat, który wybuchł u jego sąsiadów. – Sytuacja była dramatyczna. Mimo ewakuacji życie straciły trzy osoby – cała rodzina – opowiada, dodając, że to zdarzenie mocno nim wstrząsnęło. – Kilkanaście lat temu wybuchł pożar w sortowni odpadów w Międzyrzecu Podlaskim, w którym, na szczęście, nie ucierpiał żaden człowiek. W tym roku paliło się w wytwórni parafiny w Maniach. Wielogodzinna akcja ratownicza prowadzona była w bardzo trudnych warunkach – wyjaśnia naczelnik, który w OSP służy od blisko 30 lat.

Aktualnie jednostkę tworzy 42-osobowy zespół złożony z mężczyzn i kobiet, jest również drużyna młodzieżowa oraz dziecięca.

W akcjach ratowniczych niezbędny jest specjalistyczny sprzęt. – 14 lat temu kupiliśmy średni samochód ratowniczo-gaśniczy. Przez kolejne lata, oprócz drobnego wyposażenia, nie przybywało nic nowego. Dopiero w ostatnich latach możliwe były większe zakupy i zainwestowaliśmy w ochronę osobistą strażaka. Zależało mi na tym, aby każdy miał własny mundur. Dwa lata temu zakupiliśmy też nowego quada, niedługo odbierzemy lekki pojazd ratowniczy – mówi K. Pietruszka.

Kiedyś druhowie wzywani byli przede wszystkim do pożarów, obecnie ponad 70% zdarzeń stanowią wypadki drogowe, katastrofy budowlane i klęski żywiołowe. Zmienił się charakter służby, ale nadal liczy się siła wspólnoty. – Kilkanaście lat temu mniejsze jednostki rzadko brały udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych, bardziej żyły zawodami. Wiadomo, rywalizacja sportowa rodzi nieporozumienia, pretensje między poszczególnymi drużynami, o których pamięta się długo. A uczestnictwo w akcjach leczy stare rany i niesnaski – zauważa druh.

 

Tradycja od pokoleń

„Bogu na chwałę, ludziom na ratunek” – motto strażaków, które symbolizuje ich służbę, poświęcenie i odwagę w ratowaniu innych, towarzyszy członkom drużyn od pokoleń. Tradycja rodzinna żywa jest w OSP Domaszewnica w powiecie radzyńskim. – W domach młodzież słyszy od dziadków i ojców opowieści o interwencjach, które ich zaciekawiają. Młodzi pragną zostać druhami i wstępują do jednostek – potwierdza Łukasz Żądełek, skarbnik w OSP Domaszewnica. Ich jednostka – jak tłumaczy – oficjalnie została założona 101 lat temu, odnaleziono jednak zapisy potwierdzające dłuższą historię miejscowej OSP. – Jak informował „Kurier Warszawski” w lipcu 1881 r., nasi strażacy byli uczestnikami akcji gaszenia pożaru w Łukowie. Świadczy to o jedności społeczności i chęci niesienia pomocy – podkreśla.

Na zakup sprzętu ratowniczo-gaśniczego pozwalała dawniej organizacja loterii fantowych, kwest, przedstawień teatralnych i składki członkowskie. Dzisiaj potrzebne jest finansowanie z zewnątrz. – W 2019 r., dzięki pozyskaniu funduszy oraz wsparciu gminy Ulan-Majorat, zakupiliśmy samochód marki Volvo, co wzmocniło pozycję jednostki i podniosło morale zespołu – dodaje Ł. Żądełek.

W OSP zrzeszonych jest 40 członków – mężczyzn i kobiet. Działa także 18-osobowa drużyna młodzieżowa. Druhowie od 2011 do 2023 r. zdobywali pierwszą lokatę na gminnych zawodach sportowo-pożarniczych, natomiast w 2018 r. i 2022 r. zwyciężyli w rywalizacji na szczeblu powiatowym. – Zdarza się, że ktoś nie może w nich uczestniczyć, ale chętnych w zastępstwie nie brakuje. Każdy chce dać coś z siebie, również podczas zawodów – mówi skarbnik OSP.

Druhowie biorą udział w akcjach gaśniczych, np. dwa lata temu udało się im ugasić zarzewie ognia i w konsekwencji uratować kombajn zbożowy. Strażacy wzywani są też do zabezpieczania wypadków drogowych, czasami bardzo ciężkich. Zawsze na posterunku – zawsze gotowi!

 

Przekazywanie wartości

O sile wspólnoty świadczy także działalność KGW. Koła integrują mieszkańców, pielęgnują lokalną tożsamość oraz promują rozwój obszarów wiejskich.

KGW w Motwicy w powiecie bialskim – po dziesięcioleciach zastoju – odrodziło się w 2018 r., kiedy to pojawiły się możliwości dofinansowania działalności z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Początkowo KGW tworzyło ok. 50 osób, aktualnie działa w nim nieco ponad 30 i są to panie w różnym wieku: od seniorek po 30-latki, do koła należą także panowie. – W czasach, kiedy ludzie pochłonięci są pracą zawodową, domem i nie ceni się tak bardzo spotkań towarzyskich, powołanie KGW otworzyło nas na innych. Zaczęłyśmy się spotykać – mówi Izabela Bujalska, przewodnicząca KGW Motwiczanki. – Przynależność do KGW to dla wielu z nas rodzaj odskoczni, a przy tym okazja do doświadczenia innego rodzaju aktywności – dodaje, wyjaśniając, iż jako KGW uczestniczą w wyjazdach do kina czy teatru, przygotowują stoiska na dożynki, biorą udział w warsztatach i konkursach. Oprócz tego inicjują akcje na rzecz lokalnej społeczności i integrują się poprzez spotkania z członkiniami innych kół.

Pielęgnując dziedzictwo kulturowe, przygotowując stroiki, palmy czy potrawy, panie z KGW w gminie Sosnówka czerpią szeroko z dorobku starszego pokolenia. – Mamy dostęp do przepisów z minionych lat. Jedna z naszych pań serwuje np. rydze w zalewie na maśle. Chcemy nie tylko poznawać tradycje regionu, ale również skorzystać z możliwości, jakie niesie członkostwo w takiej organizacji – zaznacza I. Bujalska.

Aby działać skutecznie, potrzeba dobrej atmosfery w grupie oraz współpracy z miejscowymi organizacjami. Efektem kontaktów KGW z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Sosnówce stał się m.in. projekt „Przystanek sztuki – Mapa Pamięci Motwicy”. – Realizacją zajęła się członkini koła Dominika Kalinowska, natomiast zajęcia plastyczne dla dzieci prowadziła Dorota Bujalska. Projekt cieszył się dużym zainteresowaniem. Ale to niejedyne warsztaty z udziałem najmłodszych, proponowałyśmy także lepienie pierogów, były zajęcia z tworzenia ozdób przy użyciu sznurków – opowiada przewodnicząca.

Czy łatwo jest pogodzić pracę zawodową i obowiązki rodzinne z zaangażowaniem w KGW? – Zdarzają się trudne chwile, ale satysfakcję daje świadomość, że młodzi chcą się angażować. Cieszymy się, że możemy przekazywać im tradycyjne wartości, dzielić się dawnymi recepturami. Integracja międzypokoleniowa to ważny element naszego funkcjonowania. Ze spotkań zawsze wychodzimy zadowoleni – podkreśla I. Bujalska.

 

Koła gospodarne i wyjątkowe

W 2018 r., po latach nieaktywności, działalność wznowiło też KGW w Przewłoce w powiecie parczewskim. Zapisało się do niego 30 osób: kobiet i mężczyzn. – Koło powołane zostało z potrzeby… spotykania się! Chcieliśmy być razem – zdradza przewodnicząca koła Teresa Hołubowicz.

Jako najważniejsze zadanie koła wskazuje kultywowanie tradycji. Realizują je poprzez warsztaty pieczenia pierniczków, chleba, ubijania masła, wicia palm wielkanocnych czy wieńców dożynkowych. Koło prowadziło też projekt edukacyjny zakończony festynem ekologicznym. – Przesłanie było takie, by nie zaśmiecać planety oraz umieć segregować odpady. Do różnego rodzaju akcji zapraszamy mieszkańców, dzięki czemu do koła zapisują się kolejne osoby chcące czynnie uczestniczyć w naszej działalności – dodaje pani Teresa.

Członkowie KGW w Przewłoce chętnie biorą udział m.in. w wycieczkach. – Odwiedziliśmy dużo miejsc w Polsce i nie tylko… Byliśmy w Sandomierzu, Krakowie czy Bieszczadach. Organizujemy wyjazdy studyjne, połączone z edukacją regionalną i spotkaniami z mieszkańcami. W programie są warsztaty, dzięki czemu poznajemy problemy małych społeczności. Zaobserwowaliśmy, że ludzie w niewielkich miejscowościach, podobnych do naszej, potrafią być bardzo przedsiębiorczy – opowiada szefowa koła.

O przynależności do KGW mówi: to dobra inwestycja. – Bierzemy udział w konkursach, m.in. Kobieta Gospodarna i Wyjątkowa. Każda z nas potrafi coś zrobić: jedna piecze, druga przyrządza mięsa. Kobiety są wyjątkowe – podkreśla.

Członkowie koła chętnie też wspólnie pielgrzymują – byli m.in. w Częstochowie, Kodniu, Hannie, Wąwolnicy, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wilnie i Wadowicach. – Wspólne wyjazdy, zajęcia, spotkania, przygotowywanie poczęstunku dla pątników, śpiewanie kolęd – to wszystko ubogaca! W kołach rzeczywiście jest siła – puentuje T. Hołubowicz.

JOANNA SZUBSTARSKA