Po co nam emocje?
Ktoś cię zranił, ale udajesz, że jest OK. I co wieczór rozmyślasz o tym przed zaśnięciem. Czujesz złość na współmałżonka albo dziecko? Tłumisz ją w sobie, by po kilku dniach - z powodu nagromadzonych żalów - z byle powodu stracić nad sobą panowanie… Poradnik amerykańskiej biblistki to obowiązkowa lektura dla każdego, kto chciałby uporać się ze swoimi emocjami - nauczyć się nimi zarządzać, by to nie one nami kierowały.
Chcą dojść do głosu
Kiedy Kate, córka Jennie i Zaca, oznajmiła rodzicom, że myśli o przeprowadzce do innego stanu, reakcja matki okazała się zaskakująca dla całej rodziny. „Czułam, jak ściany pokoju zaczynają się przybliżać, a klatka piersiowa kurczy się o połowę” – wyznaje. W swojej książce broni tezy, że mamy prawo do emocji. Bo one są, były i będą. Od nas zależy jednak, jak je odczytamy i (czy) na nie zareagujemy: zignorujemy albo dopuścimy do głosu.
Wychowanie, a może formacja religijna? J. Allen nie potrafi wskazać dziś źródła przekonania, że jako dziewczynka, później dorosła kobieta nie powinna okazywać złych emocji: smutku, złości czy lęku. „Miałam dobrze się czuć i tego samego oczekiwałam od innych” – stwierdza. O nielubieniu utraty kontroli nad sobą, niechęci wobec odczuwania strachu mówi jako o wirusie, który rozkłada organizm od środka. Tymczasem emocja – jak zauważa – nie jest złem, które należy zwalczać. Emocje spychane w głąb siebie nie będą siedziały cicho. Wystarczy byle zapalnik, by dały o sobie znać.
Apatia to nie życie
Jennie z natury jest „naprawiaczką”. Kocha rozwiązywać problemy swoje i innych. ...
AW