Aktualności
Pokora i synowska tożsamość

Pokora i synowska tożsamość

Rozważamy dzisiaj jeden z najbardziej zaskakujących fragmentów Nowego Testamentu. Oto Jezus, Syn Boży, staje w jednym szeregu z grzesznikami.

Nie przychodzi jako sędzia, nie staje na podwyższeniu, by nauczać, ani nie objawia blasku swej chwały. Zamiast tego wchodzi w mętne wody rzeki Jordan, ramię w ramię z celnikami, żołnierzami i prostym ludem, którzy przybyli tam, by wyznać swoje winy. Fakt ten musiał wstrząsnąć nawet Janem Chrzcicielem. Jego słowa – „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (w. 14) – są głosem naszej ludzkiej logiki. Wręcz instynktownie czujemy, że Bóg powinien być oddzielony od grzechu, czysty i niedostępny. Tymczasem Jezus łamie ten schemat, mówiąc: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (w. 15). Czym jest owa sprawiedliwość, o której mówi Jezus? Chodzi nie tyle o same paragrafy Prawa, ale o wierność Bożemu planowi zbawienia.

Wchodząc do wody, Jezus nie oczyszcza siebie – bo jest bezgrzeszny – ale uświęca wodę i bierze na swoje barki ciężar ludzkiego grzechu. Zapowiada swoje ostateczne zanurzenie w śmierci na krzyżu. Stając w kolejce grzeszników, Pan chce nam powiedzieć: „Nie brzydzę się tobą. Wchodzę w twoją rzeczywistość, w twój brud i zagubienie, aby wyprowadzić cię na brzeg”. Pokora Syna znajduje natychmiastową odpowiedź ze strony Ojca. Gdy Jezus wychodzi z rzeki, otwierają się niebiosa. Ludzkość czekała na to wydarzenie od wieków. Przez grzech niebo było dla nas zamknięte. Teraz, dzięki posłuszeństwu Jezusa, bariera pęka. Duch Święty zstępuje na Niego, a głos Ojca ogłasza: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (w. 17). W chrzcie Jezusa objawia się prawda o każdym ochrzczonym człowieku. Zanim Jezus dokonał jakiegokolwiek cudu, zanim wygłosił Kazanie na Górze, zanim oddał życie – już był Umiłowany. To wyraźna lekcja dla nas, żyjących w kulturze osiągnięć i udowadniania swojej wartości. Bóg nie kocha nas za to, co robimy, ile zarabiamy, czy jak bardzo jesteśmy pobożni. On kocha bezwarunkowo.

Dzisiejsze słowo zaprasza nas do dwóch rzeczy. Po pierwsze, do pokory – by pozwolić Jezusowi wejść w te obszary naszego życia, które wymagają oczyszczenia, bez udawania, że sami sobie poradzimy. Po drugie, do przyjęcia synowskiej tożsamości. Nad każdym z nas Bóg wypowiada to samo zdanie: „Jesteś moim dzieckiem umiłowanym”. Świadomość tej bezwarunkowej akceptacji może stać się źródłem siły, która pozwala przetrwać każdą życiową pustynię. Niebo nad nami jest otwarte – nie musimy go szturmować. Wystarczy, że pozwolimy Bogu się odnaleźć.

Ks. Rafał Pietruczuk