Komentarze
Pozdrowienia z Krety

Pozdrowienia z Krety

Naprawdę nie miałam zamiaru odnosić się do niedawnego wywiadu Marty Nawrockiej dla TVN, który gromada samozwańczych ekspertek i ekspertów w trymiga na przestrzał prześwietliła.

Nie poruszyły mnie też za bardzo opinie dyżurnych krytyczek wszystkiego, co na prawo: Renaty Kim z „Newsweeka” („Nawrocka przybrała pozę Świętej Matki Narodu”) czy Natalii Waloch z „Wysokich Obcasów” („Pałac Prezydencki to za wysokie progi dla ludzi takich jak państwo Nawroccy”).

Nie wytrzymałam jednak idiotyzmów i chamstwa mieniącej się pisarką Manueli Gretkowskiej.

Ta mocno wyblakła gwiazda(?) z ambicjami znacznie przerastającymi możliwości, próbowała już w różny sposób zaistnieć. A to przechwałką, że wykreowała Andrzeja Żuławskiego, a to próbą zaistnienia w polityce (założenie Partii Kobiet), a to wygrażaniem, że wyprowadzi się z „polskiego zaścianka”. Teraz uznała, że ma szansę zaistnieć, mieszając z błotem Pierwszą Damę (a – przy okazji – jej męża). Ale jeśli komuś mogłoby się wydawać, że chamski, wulgarny wpis po wspomnianym wywiadzie Marty Nawrockiej przywróci Gretkowską do życia, to niech się żegna z nadzieją.

Wyzwolona literatka nie jest bowiem w stanie przeżyć, że to nie ona, tylko dziewczyna z blokowiska zdecydowanie ją w społecznym statusie przeskoczyła. Nie szczędzi jej więc inwektyw: to „żona przestępcy i chama”, w głowie której „głębsze myśli się raczej nie kłębią”, i która „nadawałaby się na ochroniarkę prawdziwej pary prezydenckiej – Trzaskowskich, a jeszcze lepiej Anne Appelbaum” [pisownia oryginalna – przyp.]

Żeby jeszcze bardziej wyższość swojego intelektu nad Martą Nawrocką udowodnić, nie waha się Gretkowska przekonać czytelników, że kojarzy np. Leca i Vonneguta. W przypadku tego drugiego popisuje się nawet znajomością powieści, której bohaterowie „kosmici (…) porozumiewali się za pomocą pierdnięć i stepowania”. Deklarując umiejętność myślenia(?), Gretkowska przekonuje, że „w przypadku Nawrockich byłby to odpowiedni sposób komunikacji ze swoim elektoratem, bez obrażania inteligencji pozostałych”. Idąc za ciosem, na artystyczne wyżyny wznosi się mistrzyni słowa i intelektu w kwestii informacji o prezydencie Karolu Nawrockim: „Teraz naćpany Ru..cz może kręcić h…m [tu wulgarne określenie przyrodzenia plus błąd ortograficzny – przyp. red.] żyrandol”. (Pomogą mi Państwo rozwikłać, czy idzie o ten sam żyrandol, którego Donald Tusk nie chciał kiedyś pilnować?)

Nienawiść reprezentowanego przez Gretkowską establishmentu do Marty i Karola Nawrockich naprawdę zasługuje na poważne przyjrzenie się temu przez doświadczonych biegłych – psychiatrów, prokuratorów.

Po jesiennym wywiadzie Pierwszej Damy dla „Vivy” ze zrozumieniem pochyliła się Gretkowska nad poprzedniczkami Marty Nawrockiej. Jej największy zachwyt wzbudza „symbol dobrych, minionych czasów” – prezydentowa Kwaśniewska. Bo „była zabawna ucząc jeść bezę i godna podziwu podczas zarazy choroby filipińskiej”. Przy czym bez pudła można domniemywać, że nazwanie jej „Jolką” miało podnieść akcje Gretkowskiej.

Niedowiarków niech przekona o wielkości Manueli Gretkowskiej jej informacja, że za 100 zł miesięcznie prześle ofiarodawcy „starą, dobrą pocztówkę z imiennymi pozdrowieniami ze słonecznej Krety”. A za dwieście może nawet go awansować na osobistego mecenasa.

Wooow! Ale szansa. Ktoś na to reflektuje? Tylko proszę się nie pchać.

 

Anna Wolańska