W słusznie minionej epoce pewnego bacę z Podhala namówiono, by wstąpił do partii.
Chłop napisał podanie, wsiadł do pociągu i pojechał do siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Po dotarciu na miejsce portier skierował go do dużej sali, gdzie zasiadała kilkuosobowa egzekutywa partyjna weryfikująca lojalność przyszłych towarzyszy. - A oddalibyście baco partii konia, gdyby partia go potrzebowała? - zapytał jeden z aparatczyków. - Ja, łoddołby - odparł baca. - A świniaka byście oddali? - dopytywał drugi. - Łoddołby - zapewnił dumny chłop spod Tatr.
Chłop napisał podanie, wsiadł do pociągu i pojechał do siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Po dotarciu na miejsce portier skierował go do dużej sali, gdzie zasiadała kilkuosobowa egzekutywa partyjna weryfikująca lojalność przyszłych towarzyszy. - A oddalibyście baco partii konia, gdyby partia go potrzebowała? - zapytał jeden z aparatczyków. - Ja, łoddołby - odparł baca. - A świniaka byście oddali? - dopytywał drugi. - Łoddołby - zapewnił dumny chłop spod Tatr.