Ufaj Mi!
Pomnij, że im więcej walk przetrwasz, tym lepiej dowiedziesz, jak miłujesz swego Boga! Tym hojniej też potem z Umiłowanym będziesz cieszyła się rozkoszą i szczęściem, którym nie będzie końca”. (św. Teresa od Jezusa) Trzeba mi czasem nad sobą zapłakać. Że taka jestem krótkowzroczna, lekkomyślna, że myślę tylko o sobie, a nie o wieczności. Bo przecież, gdy stanę na wysokim wzgórku mych myśli, to tam, gdzie wije się kręta droga losów mego życia, na samym jej końcu, zamglonym i cichym, powolnym krokiem posuwa się śmierć.
Jest jeszcze daleko, ale przecież idzie. A za nią wieczność – rzeczywistość, której nie znam, a być może jest bardziej oczywista niż to, co widzę i rozumiem. O, słodyczy ziemska! Jaka jesteś nietrwała, choć tak pociągająca… Mogę cię kosztować zmysłami – masz kształty, barwy, dźwięki, które tak doskonale wychwytuję i cieszę się nimi. Ale jest jeszcze coś. Ponad zmysłami. To, czego nie da się objąć ani zbadać.
***
Wielu patrzy tak nieufnie na rzeczy nadprzyrodzone. Bo jak coś może istnieć, jeśli tego nie widać, nie czuć, nie słychać, jeśli żadne równania matematyczne ani prawa nie mogą tego opisać? Przecież to nielogiczne! Ale tu, gdzie kończy się wzrok wielu, rozciąga się wielki obszar tajemnic. Tych, które dotykają nieba.
Wiem. Wiem, co dotyka nieba. A dokładniej rozciąga się szerokim pasmem z błękitnych niebios i opada na ziemię, oplatając wstęgą moją duszę. To więź, którą, przez chrzest święty, Bóg połączył mnie z sobą. ...