Kultura

Utkane ze słów i wspomnień

Zapytana o to, skąd bierze się potrzeba przelewania myśli na papier, Marianna Pawłowska odpowiada cytatem z wiersza Józefa Barana: „Można być w kropli wody światów odkrywcą. Można wędrując dookoła świata przeoczyć wszystko”. - Należę chyba do tej pierwszej grupy - zdradza.

Jest dowodem na to, że każdy moment życia jest dobry, by zacząć utrwalać to, co w duszy gra… Pierwszy wiersz napisała w listopadzie 2004 r., w pociągu. - Jechałam do szpitala w Aninie, do mego taty, wiedząc, że za chwilę umrze. Był to wiersz o odchodzeniu świata związanego z moim ojcem, a zatytułowałam go „Minęła ta wieś” - tłumaczy.

W taki sposób rozpoczęła się jej twórcza droga. Postanowiła nią podążać – bez napinki, bez „muszę” czy „powinnam”. Kierunek wyznaczały naturalne poruszenia serca. Tak jest do dzisiaj.

 

Dom, wieś, książka

Pawłowska pochodzi z niewielkiej wioski Siliwonki w gminie Huszlew. Jak mówi, w dużym stopniu ukształtowała ją ta ziemia: stare drewniane domy, lampa naftowa, opowieści rodziców i dziadków. Wiejski pejzaż, dom, w którym zawsze był czas na rozmowę, i książki zaszczepiły w niej umiejętność patrzenia na świat i wrażliwość. – Wychowałam się w domu bez książek. Jedyną, jaką pamiętam, była książka kucharska mamy – być może posażna. Były też gazety rolnicze i modlitewniki. Bo na wsi była bieda. Ciężko wypracowane pieniądze szły w pierwszym rzędzie na zakup rzeczy potrzebnych w gospodarstwie, na nasze wykształcenie. Ale książki wypożyczałam, czytałam moim dziadkom. A jak już miałam własne pieniądze, zaczęło się kupowanie książek. Mam ich dzisiaj mnóstwo. Czytam – bardzo dużo, podobnie moja rodzina – przyznaje. ...

LI

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł