Aktualności
W świetle umiłowanego Syna

W świetle umiłowanego Syna

Piotr, Jan i Jakub byli w pewien sposób uprzywilejowanymi apostołami. Jezus zabrał ich nie tylko na Górę Tabor.

Wcześniej byli świadkami wskrzeszenia córki Jaira, a potem zostali zaproszeni do bycia najbliższymi towarzyszami modlitwy Chrystusa w Ogrójcu. Elitarna trójka? Zasłużeni? Nie, raczej wybrani według Bożego postanowienia i łaski. Nie różnili się niczym od pozostałych. Sceny, których byli świadkami, mówiły o tożsamości i misji Jezusa. Bycie w bezpośredniej bliskości Mistrza miało tę trójkę umocnić i podbudować. Czy faktycznie tak się stało? Pod krzyżem pozostał przecież tylko św. Jan… Może to dla nas lekcja, by nie dziwić się i nie przerażać, gdy od Boga i Kościoła odpadają ci, którzy wcześniej byli blisko i byli bardzo zaangażowani?

Apostołowie, chodząc za Jezusem, w pewnym stopniu przywykli do Jego słów, do tego, że czynił cuda, nawet do Jego wyglądu. To wszystko stało się ich codziennością. Przemienienie na Górze Tabor wyrwało ich z tej rutyny. Zobaczyli swego Mistrza w zupełnie innej postaci, usłyszeli też głos Jego Ojca. Wizja, której byli świadkami, wydarzyła się przed męką Chrystusa. Warto zastanowić się, dlaczego słuchamy o niej właśnie w Wielkim Poście. Może ta perykopa jest nam dana po to, byśmy wyszli z naszych schematów dotyczących wiary i jej praktykowania, jak również z naszych nawyków w relacjach z Bogiem i ludźmi? Wiele zależy od nas, czy damy się jeszcze zaskoczyć Jezusowi. Podarujmy Mu nieco swego czasu i pozwólmy, by wyprowadził nas z tego, co nas otacza i czym żyjemy. Czas spędzony nad słowem Bożym, na dodatkowej Mszy św. w tygodniu czy na adoracji może być naszą prywatną i osobistą Górą Tabor. Chrystus chce się nam objawiać. Bóg Ojciec nazwał Go „Synem umiłowanym”. A czy dla nas Jezus również jest „umiłowanym”?

Pomyślmy dziś również o tym, czy w swoim życiu mieliśmy już takie osobiste Góry Tabor, podczas których w jakiś zaskakujący sposób doświadczyliśmy obecności Jezusa. Może stało się to na modlitwie, na adoracji, a może w zwykłej szarej codzienności? Pielęgnujmy w sobie tamte chwile i wracajmy do nich szczególnie wtedy, gdy nasza wiara słabnie, gdy dopadają nas różne kryzysy. Góra Tabor w duchowości ignacjańskiej była i jest symbolem pocieszenia. Podążanie za Chrystusem nie jest jedynie drogą krzyża. To też droga światła, które ma moc przeniknąć wszystkie nasze mroki. Niech oblicze Zbawiciela zajaśnieje nad nami, Jego sługami.

Agnieszka Wawryniuk