Zapisane w błękicie
Cykl zdjęć - zaprezentowanych przez twórców ziemi chełmskiej - został wykonany XIX-wieczną techniką cyjanotypii. Charakteryzuje się ona uzyskiwaniem obrazów w intensywnym odcieniu błękitu pruskiego. Metoda, wynaleziona w 1842 r. przez angielskiego astronoma, fizyka i chemika sir Johna Herschela, oparta jest na działaniu światła słonecznego na papier pokryty solami żelaza. Przez lata cyjanotypia była wykorzystywana do reprodukcji rysunków technicznych i architektonicznych.
Stąd wzięła się angielska nazwa „blueprint”. Obecnie metoda przeżywa renesans jako technika artystyczna, co pokazali w swoich pracach zaproszeni do Włodawy autorzy zdjęć.
Z daleka i z bliska
Spotkanie w Galerii Na Parterze rozpoczął recital Jana Daszkiewicza, który zawodowo związany jest z Chełmskim Centrum Pomocy Dziecku i Rodzinie. W krótkim programie muzycznym zaprezentował własne autorskie piosenki, zaśpiewał także m.in. znaną pieśń „Polesia czar” oraz utwór z repertuaru Yves Montanda „Martwe liście”.
Następnie o swojej twórczości opowiedzieli autorzy zdjęć. Ewa Joachimowicz, koncentrująca się na dokumentowaniu podróży i codzienności, ukazała obrazy z wypraw do Maroka i Indii. – To takie kraje, gdzie ludzie nie są zabiegani, a czas płynie zupełnie inaczej niż u nas. Tak samo jest z techniką cyjanotypii – pośpiech się przy niej nie sprawdza, trzeba się zatrzymać, a prace wykonywać bardzo wolno, etapami – mówiła artystka. Podkreśliła, że w tej XIX-wiecznej metodzie kluczowe jest działanie promieni słonecznych, dzięki którym powstają niepowtarzalne obrazy.
Z kolei Beata Kozak zaprezentowała refleksyjne pejzaże Chełma i okolic ukazujące piękno małej ojczyzny oraz bliskość natury. – Udając się w podróż i wracając do domu, zawsze się nim zachwycam. Nie musimy daleko wyjeżdżać – wystarczy uważnie patrzeć i dostrzec, jak pięknie jest wokół nas. To dla mnie forma odpoczynku i wyciszenia – mówiła.
Artystka przyznała, że szczególne miejsce w jej twórczości zajmują Pagóry Chełmskie, do których wielokrotnie wraca. – Każda pora roku ukazuje je inaczej. Cieszę się, że mogłam pokazać je w technice cyjanotypii. Obawiam się, że w przyszłości ten krajobraz może zostać zmieniony przez zabudowę – dodała.
Opowieść nie tylko o fotografii
Kozak opowiedziała także o współpracy autorek podczas przygotowań do ekspozycji. – Spotykałyśmy się wielokrotnie, a nasze relacje bardzo się zacieśniły. To nie tylko opowieść o fotografii, ale również o przyjaźni. Celem nie była wyłącznie wystawa, lecz także rozmowy i wspólna droga, która wiele nas nauczyła – podkreśliła.
Pejzaże z okolic rezerwatu przyrody Stawska Góra w gminie Chełm pokazała Marta Marcy. – To miejsce znajduje się blisko mojego domu. Fotografuję je o każdej porze roku i w różnych stanach emocji. To moja mała Toskania, do której często wracam – mówiła. Na wystawie zaprezentowała trzy zdjęcia z nowego projektu „Zapisane wiatrem”. Jej prace są efektem obserwacji wody poruszanej przez wiatr. – Nie szukam odległych miejsc. Każdego dnia odkrywam historie zapisane w tafli wody. Minimalistyczne krajobrazy Stawskiej Góry dają mi poczucie ciszy. Uwielbiam samotne drzewa i jesień z ciemnymi chmurami. Tam jest tylko przyroda, która przemawia – dodała.
JS