Historia
Arch. KM
Arch. KM

Karty zostały odkryte

Pamiątki odnalezione w starej wodyńskiej sekreterze należącej do Leontyny Newelskiej stały się dla jej wnuczki inspiracją i punktem wyjścia do odkrywania rodzinnych korzeni.

Katarzyna Markiewicz mówi o wielkim bagażu historycznym, który otrzymała po swoich przodkach. Traktuje go jak najcenniejszą spuściznę i zobowiązanie. Kiedy w 1944 r. L. Newelska była wyrzucana ze swego domu w Wodyniach, musiała szybko zadecydować, co spakować, a czego wyrzec się na zawsze. Razem z synem Janem Wiktorem, który po wyprowadzeniu się Niemców zarządzał gospodarstwem, podzielili los innych ziemian. Dekret o tzw. reformie rolnej z dnia na dzień pozbawił ich dorobku wielu pokoleń, odbierając jednocześnie nadzieję na powrót do rodzinnych posiadłości.

– Polska wygrała wojnę z Niemcami kosztem nowego, komunistycznego zniewolenia. Moi rodzice nie wierzyli w upadek komunizmu, dlatego chronili nas przed wiedzą o tym, skąd się wywodzimy i kim byli nasi przodkowie – mówi K. Markiewicz, wnuczka L. Newelskiej. I dodaje: – Na powojennych losach właścicieli majątków ziemskich i ich rodzin położyła się cieniem nie tylko grabież ich dóbr, ale także polityka społeczna nowej ludowej władzy. Nie wystarczyło pozbawienie środków do życia, należało także ich wykorzenić, wymazać z pozytywnej pamięci. Mogli przecież sprzeciwić się historycznemu kłamstwu i sowietyzacji Polski.

Los wygnańców

K.Markiewicz nie miała okazji poznać większości rodzeństwa swojego ojca. Jego najstarszy brat Jan Wiktor, który w Wodyniach angażował się w pomoc podziemiu niepodległościowemu, wyjechał do Złocieńca na Pomorze, licząc, że usunie się z oczu nowej władzy. Niestety, wydany wcześniej przez NKWD wyrok został wykonany. Zginął od serii z karabinu skierowanej w drzwi, kiedy podszedł, by je otworzyć. Na ziemie odzyskane wyjechała za nim także siostra Bronisława Stafiej z kilkunastoletnim synem Andrzejkiem. Kiedy chłopiec zginął na skutek eksplozji znalezionego na ulicy granatu, mąż zorganizował jej wyjazd przez zieloną granicę do Londynu. Do Polski już nie wrócili. – Drugiego z braci mego ojca, Leona, schwytano w 1944 r., gdy przewoził broń dla ukrywających się w lasach partyzantów. Umarł w transporcie do Rosji. Nieznane są ani data śmierci, ani miejsce, gdzie został pochowany. Najmłodszy, Wojciech, znalazł pracę i mieszkanie w Warszawie. Dał schronienie babci Leontynie. Mojego ojca, Janusza, aresztowano w 1944 r. i osadzono w obozie w Rosji. Szczęśliwie udało mu się wrócić do kraju. Zamieszkał wtedy z moją mamą, Barbarą Nencką, w należącym do jej rodziny majątku w Zgórznicy. Za działalność w AK w 1950 r. zostaliśmy stamtąd wszyscy wyrzuceni. Po dziesięcioletniej tułaczce i szukaniu miejsca do życia zamieszkaliśmy w Falenicy pod Warszawą – opowiada K. Markiewicz.

Ocalone zbiory

– Kiedy odwiedzaliśmy babcię Leontynę w Warszawie, odnosiłam wrażenie, że jej całe malutkie mieszkanko na Muranowie wypełnia stara wodyńska sekretera – rodzaj szafy z otwieranym, wyłożonym zielonym suknem blatem i wieloma szufladami. Wnętrze zaś wypełniała niezliczona ilość schowków i szufladek, których zawartość owiana była tajemnicą znaną tylko babci Leontynie. Po opuszczeniu dworu przechowywał ją ktoś z mieszkańców Wodyń. Dla mnie, kilkunastoletniej wtedy dziewczynki, był meblem pięknym, okazałym, wyjątkowym, niespotykanym w żadnym z domów, w których bywałam. Klucze do niego babcia miała zawsze przy sobie – tłumaczy pani Katarzyna.

Po śmierci L. Newelskiej tajemnicza sekretera trafiła do Falenicy. Można było odkryć jej wnętrze i poznać zawartość. – Moją uwagę przykuły inkrustowane, oprawione w skórę albumy, które zawierały zbiór kart historycznych, i skromnie leżący obok nich album znaczków pocztowych z secesyjną grafiką na okładce. W niemniejsze zdumienie wprowadziły mnie mocno zniszczone egzemplarze roczników „Tygodnika Ilustrowanego” i „Dziejów Polski” – wspomina K. Markiewicz. Kolekcje patriotycznych kart pocztowych i znaczków pocztowych nie były kompletne. – Mój tata tłumaczył, że babcia utrzymywała się ze sprzedaży pamiątek. Domyślam się, że aby przeżyć, spieniężyła również część kart kolekcji. Zainteresowanych kupnem przeróżnych nietypowych rzeczy na pewno wtedy nie brakowało – dodaje.

Historia w pigułce

Na zbiór ukryty w albumach składają się kolekcjonerskie karty patriotyczne opisujące historię Polski, począwszy od pierwszego rozbioru, przez Konstytucję 3 maja, powstanie kościuszkowskie, kolejne rozbiory, powstania narodowe, po I wojnę światową i okres międzywojenny. Tych ostatnich jest najwięcej. Są pięknie wydane, barwne i bogate w treść. Przemawiają obrazem, postacią, słowem, odezwą, przesłaniem, ostrzeżeniem. W sposób poważny, doniosły lub szyderczy, żartobliwy, wręcz prześmiewczy miały pobudzić wyobraźnię, poruszyć sumienie, wezwać do refleksji, a przy tym zasugerować przyczynę świetności i klęski ojczyzny. Ważną rolę edukacyjną odgrywa symbolika grafik orła, kajdan, grobu, wiary, herbów, sztandarów, mundurów, a także reprodukcje zwycięskich bitew i ich bohaterów, jak też krótkie informacje o wydarzeniach, opatrzone często datą, fragmentem pieśni, wiersza, odezwą itp.

– Bardzo dużo czasu spędziłam pochylona nad tymi uratowanymi przez babcię kartami pocztowymi ze zbioru dziadka i pradziadka. Często obok siedział mój tata i uzupełniał wątpliwości swoją wiedzą i wspomnieniami, w ten sposób na nowo przerabiałam historię i dzieje Polski – jakże inne niż te, których uczono mnie w szkole. Czy z podobnym zachwytem i fascynacją „czytały” je będą w dobie internetu moje wnuki? – pyta wnuczka L. Newelskiej.

Od pamiątek do dziejów rodziny

Majątek Wodynie od Felicjany Załuskiej kupili w 1876 r. Jan Newelski, uczestnik powstania listopadowego, i jego syn Wiktor Feliks, żołnierz powstania styczniowego. Po doświadczeniach nieudanych zrywów narodowych zajęli się prowadzeniem i rozwijaniem nowoczesnego, uprzemysłowionego gospodarstwa rolnego. – Swój patriotyzm i historyczną edukację, jak przypuszczam, zaczęli realizować w kolekcjonowaniu patriotycznych kart pocztowych. Zbiory znacznie poszerzył Wiktor Feliks i jego syn, a mój dziadek, Jan Wiktor. Eksponaty do kolekcji pozyskiwali w drodze prenumeraty. Były one także cegiełką – finansowym wsparciem polskiego wojska, a potem, po 1918 r., młodego państwa polskiego. Chciał zapewne swoim dzieciom i wnukom ułatwić naukę historii, w ciekawy i przystępny sposób przekazać kompendium wiedzy o losach ojczyzny – wyjaśnia K. Markiewicz. – Karty stanowią chronologiczny ciąg historii Polski. Bardzo burzliwej, trudnej, niejednoznacznej, ale też bardzo ważnej dla budowania patriotycznych postaw i dokonywania właściwych wyborów, czego dowiedli moi przodkowie – uściśla.

Pani Katarzyna przyznaje, że przez wiele lat nurtowało ją pytanie, dlaczego babcia Leontyna, mając niewiele czasu na spakowanie się, ratowała właśnie karty, znaczki, gazety i książki, podczas gdy w zasobnym dworze było wiele cenniejszych, łatwiejszych do schowania rzeczy i pamiątek. – Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, musiałam pochylić się nad dziejami rodziny, które sięgają XV-XVI w. Nasi przodkowie uczestniczyli we wszystkich ważnych wydarzeniach, walkach i pracy organicznej, zapisując piękną patriotyczną kartę w dziejach rodu Newelskich. Nie było pokolenia, które nie złożyłoby ofiary na ołtarzu spraw dla ojczyzny najważniejszych. Babcia Leontyna miała tę świadomość, jak i przeczucie nadchodzących czasów zniewolenia. Stąd jej troska o ocalenie przedmiotów dających świadectwo prawdziwej historii Polski – stwierdza.

Powroty do Wodyń

Janusz Newelski, syn Jana Wiktora i Leontyny, zmarł w 2005 r. – Kiedy potomkom rodzin ziemiańskich obiecano ustawę reprywatyzacyjną, zaczęliśmy przyjeżdżać do Wodyń. Nie było końca opowieściom i wspomnieniom z dzieciństwa. Nadziei na powrót do domu. Ale tata był też tutaj zawsze mile witany. Aleję lipową w parku władze gminy nazwały ul. Jana Newelskiego. To te wyjazdy do Wodyń spowodowały, że zainteresowałam się rodzinną historią i zrealizowaniem testamentu taty. Odkupiłam od Skarbu Państwa wodyńskie stawy, postawiłam dom przypominający przedwojenny dwór. Udało mi się wyposażyć go częściowo w meble z mieszkania babci. Na swoje miejsce po wielu latach wróciła sekretera – mówi K. Markiewicz.

Historyczny bagaż, jakim jest bogata, sięgająca XV w. przeszłość Newelskich, którą odkrywała latami, nie pozwala jej siedzieć na przysłowiowej kanapie. Chętnie o niej opowiada. Bierze udział w różnego rodzaju spotkaniach czy konferencjach. W czerwcu, podczas sesji ziemiańskiej w Muzeum Regionalnym w Siedlcach, wygłosiła referat o zbiorze patriotycznych kart pocztowych. Cieszy się, że dzieje rodziny Newelskich stały się tematem doktoratu. Obecnie K. Markiewicz pracuje nad dwiema książkami. Pierwsza opiera się na pamiętniku jej mamy – Barbary z Nęckich Newelskiej. Druga jest o jej mężu, domu, który razem stworzyli w Radości, ich wspólnej aktywność w opozycji antykomunistycznej w okresie stanu wojennego i o wszystkim, co wydarzyło się potem. Na podstawie przygotowanej przez Annę Kamecką-Tyszkiewicz rozprawy doktorskiej pt. „Newelscy – właściciele Wodyń na tle dziejów regionu w XIX-XXI w.”, obronionej w 2024 r. na Uniwersytecie w Siedlcach, również powstaje publikacja.

LI