Za nami kolejne dni prania mózgów i odwracania uwagi od rzeczy naprawdę istotnych. Władza rzuca zastępcze tematy niczym posmarowane masłem pajdy i obserwuje, czy wbrew zasadom fizyki spadną one omastą do góry.
A ponieważ nie spadają, to za każdym razem wśród uśmiechniętego elektoratu jest to samo zaskoczenie. Od ostatniego święta demokracji wyborcy koalicji rządzącej słyszą, że rozliczenia wymagają czasu, państwo działa według procedur, prokuratura zbiera materiał dowodowy, a politycy nie mogą ręcznie sterować śledztwami. Aby choć trochę udobruchać zniecierpliwionych, a nawet coraz bardziej rozdrażnionych zwolenników władza rzuca im niewielkie ochłapy.
A ponieważ nie spadają, to za każdym razem wśród uśmiechniętego elektoratu jest to samo zaskoczenie. Od ostatniego święta demokracji wyborcy koalicji rządzącej słyszą, że rozliczenia wymagają czasu, państwo działa według procedur, prokuratura zbiera materiał dowodowy, a politycy nie mogą ręcznie sterować śledztwami. Aby choć trochę udobruchać zniecierpliwionych, a nawet coraz bardziej rozdrażnionych zwolenników władza rzuca im niewielkie ochłapy.
(Nie) tylko koni żal
Informacja o sprowadzaniu przez prawicowego kandydata na prezydenta prostytutek dla gości sopockiego przybytku miała pogrzebać jego szanse na najwyższy krajowy urząd. Równolegle z artykułem w Onecie do programu Bogdana Rymanowskiego „zaprosił się” roztrzęsiony premier Donald Tusk, żeby opowiedzieć o gangsterskich kontaktach kandydata i wzmocnić narrację Onetu.