Uważność
Są, działają w ciszy, bez zbędnego rozgłosu, pokornie służąc tym, którzy nic już nie mogą.Może trzeba było, aby właśnie w przestrzeni medialnej pojawił się ktoś taki, aby przypomnieć nam – cytując W. Szymborską: żyjącym „mniej dokładnie i krótszymi zdaniami” (wiersz „Nieczytanie”) – że nic nie jest dane raz na zawsze, że można przeżyć pół życia z zamkniętymi oczami, ale starość, choroby, słabość i tak nas dogonią, że pierwszą emocją – gdy już się „to” stanie – wcale nie są rozpacz, bunt, krzyk, pustka, tęsknota (na nie przyjdzie czas później), ale zdziwienie. Jak to? Nie tak miało być! Nie taka była umowa! To niesprawiedliwe. Tyle było planów, nadziei. A tu masz…
Przybywa chorych, statystyki zachorowań na raka szaleją. Są w szpitalach, DPS-ach, domach. Czy jesteśmy do tego przygotowani? Czy Kościół – jako instytucja, wspólnota wierzący – jest na to przygotowany, wyczulony, otwarty na nowe pola ewangelizacji, towarzyszenia im? Różnie z tym jest.
Rozmowa przy kawie z jednym z księży sporej parafii. W pewnym momencie schodzimy na temat posługi chorym, regularnych odwiedzin, roznoszenia im Komunii św. Okazuje się, że to tylko „przy okazji rekolekcji”, a zresztą „parafianie znają numer telefonu na plebanię” i gdy będzie potrzeba, „znajdą księdza”. Koniec tematu.
Jest ich wielu, „kolęda” daje dobre rozeznanie i leczy ze złudzeń. Wielu z minimalną opieką (dzieci w mieście) albo i bez niej. Dobrze, gdy jest litościwa sąsiadka, która zrobi zakupy. Poza tym… samotność. Jak ocean wypełniająca dzień od świtu do nocy. Świadomość bycia zapomnianym. Także przez Pana Boga. I wyczekiwanie: może ktoś będzie pamiętał, odwiedzi, przyniesie promyk nadziei, dobre słowo? Dobrze, że jest jeszcze Msza św. w radiu czy telewizji. Choć to. Wielu chciałoby więcej, ale… „ksiądz przecież nie ma czasu” – tak nas postrzegają ludzie: jako wiecznie pędzących, z helikopterkiem na głowie, bo „tyle spraw”.
A katechezy w szkole jak na lekarstwo. Całe dnie wolne. I jest czas. Ale fałszywe przekonanie pozostało, niczym „tabletka na święty – nieświęty spokój”. Całkiem wygodne.
A wystarczy tylko wziąć do ręki Pismo Święte. Tam wszystko jest.
Cytat ze strony Puckiego Hospicjum św. o. Pio założonego przez ks. Kaczkowskiego: „Jest takie zdanie, które często powtarzamy w Puckim Hospicjum: słowa mają znaczenie. To jedna z lekcji, które zostawił nam ks. Jan. Uczył, że człowiek potrzebuje nie tylko leczenia. Potrzebuje także uważności. Rozmowy. Prawdy przekazanej z czułością. Słów, które nie odbierają nadziei, ale pomagają przejść przez to, co najtrudniejsze. Potrafił rozmawiać o chorobie bez uciekania od niej. O śmierci bez odbierania życiu sensu. I o życiu tak, że chciało się je przeżywać odważniej (…). Choć od dziesięciu lat nie ma Go z nami, każdego dnia odnajdujemy Go w naszej codzienności. W pytaniu zadanym z szacunkiem. W uważnym wysłuchaniu. W decyzji, by zawsze stawiać człowieka na pierwszym miejscu”.
No właśnie: człowiek potrzebuje uważności. Tyle razy wspominał o tej zasadniczej ludzkiej potrzebie papież Franciszek. Jezus jeszcze częściej. To sedno Ewangelii.
Może czas odwrócić kierunek spojrzenia. I pójść do ludzi. Nie czekać, aż „oni nas znajdą”.
To tak do kapłańskiego rachunku sumienia.
Ks. Paweł Siedlanowski