To se nevrátí
Wszystko przez panującą w naszym kraju demokrację, w ramach której co pewien czas trzeba dokonać jakichś elekcji. Stąd też przez cały rok, siedem dni w tygodniu, prowadzona jest permanentnie kampania wyborcza. Rodzimy świat polityki nigdy nie ma kanikuły. Przyspawani do stołków wybrańcy narodu nie mają chwili na złapanie oddechu, a my w obawie przed nimi nie możemy spokojnie otworzyć lodówki.
Stałym elementem politycznej rzeczywistości i karmą dla polityków są sondaże. Kto w nich wypadnie lepiej, ten mówi o przełomie, zmianie trendu i społeczeństwie, któremu otworzyły się oczy. Komu sondaż nie przynosi dobrych wieści, twierdzi, że to tylko jedno z wielu badań, a o poparciu dla partii zdecydują rodacy przy urnach. I choć badania preferencji wyborczych w znacznej mierze są kreowaniem, a nie odzwierciedlaniem nastrojów społecznych, mąceniem w głowach, a nie kopią realnego poparcia, to jednak nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka. Tym razem widać, że choćby z tzw. afery szpitalnej – istnego kamienia młyńskiego u szyi Koalicji Obywatelskiej – największa partia opozycyjna nie potrafi zrobić pożytku. Polityczne złoto, jakie podstawiono pod nos Prawu i Sprawiedliwości, jest właśnie trwonione.
Dlaczego ta sprawa nie przełożyła się na partyjne notowania? Z jednej strony wynika to z polaryzacji. Obydwa ugrupowania zatrzymały się właśnie na poziomie stałego poparcia fanatycznego elektoratu, który jest zawsze wierny, choćby nawet ich umiłowani przywódcy przekroczyli wszystkie granice przyzwoitości i zdrowego rozsądku. Jest więcej niż pewne, że przy okazji najbliższych wyborów członkowie KO tradycyjnie najwięcej głosów zdobędą w zakładach karnych i szpitalach. Twardy beton (elektorat) jest nie do skruszenia. Nie jest w stanie ruszyć go chaos, w jakim pogrąża się kraj. Nie wzruszają go gigantyczny deficyt budżetowy, ogromne koszty Zielonego Ładu, zbliżające się wielkimi krokami konsekwencje paktu migracyjnego czy wszechobecne afery i przekręty z udziałem rządzących.
Z drugiej strony zajęci wewnętrznymi sporami politycy PiS nie mają pojęcia, jak oddać celny strzał do pustej bramki. PiS, który przed laty umiał doskonale grać i strzelać przeciwnikowi gole, dziś zachowuje się jak pozaligowy gracz. Partia wciąż nie dokonała rozliczenia z własnymi błędami, nie ogłosiła jednolitej strategii i planu politycznego na przyszłość, nie ma żadnych zdolności koalicyjnych. Wielu jej przedstawicieli przypomina dziś wręcz polityków, z których jeszcze dekadę temu sami drwili. Większość dzisiejszych prawych i sprawiedliwych notabli wręcz tęskni za tym, by… było jak kiedyś. Jednak, jak mawiają Czesi: „To se nevrátí”.
Leszek Sawicki