Mniej wartościowych śmieci
Mniej wartościowego surowca oznacza mniej wpływów, ale koszty odbioru i przetwarzania śmieci pozostają. W efekcie rachunek może ostatecznie trafić do mieszkańców albo do miejskiej kasy. Trudno tu mówić o jakiejś niespodziance. O tym, że system kaucyjny uderzy w finanse samorządowych przedsiębiorstw komunalnych, alarmowano na długo przed jego wprowadzeniem.
Plastikowe butelki to jeden z najbardziej pożądanych surowców wtórnych, a ich wyławianie i sprzedaż dawało lokalnym firmom spore pieniądze. Teraz położyło na nich rękę paru dużych graczy, a ci mniejsi zostali z obciętymi przychodami i tymi samymi, a często rosnącymi kosztami.
Leniwi trochę ratują
– Ubytki mamy w trzech źródłach przychodów. Jeden na wadze, bo tych butelek PET po prostu nie ma w worku, a śmieciarki muszą objeżdżać całe miasto jak zwykle. Druga kwestia to sprzedaż surowców wtórnych. Do niedawna na jednej zmianie robiliśmy siedem paczek PET, a w tej chwili tylko jedną. Trzeci element to mniejsza sprzedaż dokumentów potwierdzających recykling – wylicza prezes ZUO Paweł Mazurkiewicz.
Te 10% to i tak nie najgorzej, bo wcześniej możliwe straty szacowano nawet na 15-20%. Ale i ten ciemniejszy scenariusz może się jeszcze spełnić, jako że teraz wielu osobom po prostu nie chce się fatygować do butelkomatów, by odzyskać kilka złotych kaucji, i wyrzucają po staremu wszystkie plastiki razem. Jeśli jednak z czasem się przestawią, wtedy surowca trafiającego do ZUO będzie jeszcze mniej.
Na razie nie wiadomo, jak mocno sytuacja przełoży się na opłaty za odbiór odpadów. System gospodarki odpadami w Siedlcach nie spinał się finansowo już w ubiegłym roku. Przy konstruowaniu przyszłorocznego budżetu miasto będzie więc musiało zdecydować, czy podnosić opłaty, czy rekompensować spółce utracone przychody z budżetu. W tym drugim przypadku pieniądze trzeba będzie znaleźć kosztem innych miejskich wydatków, w tym inwestycji.
Sortownia musi się zmienić
System kaucyjny wpłynął również na przygotowywaną przez ZUO modernizację sortowni w zakładzie w Woli Suchożebrskiej. Obecna instalacja ma ok. 20 lat i w dużej części opiera się na pracy ręcznej. Spółka od dawna planowała jej automatyzację, zwiększenie dokładności i wydajności. Tylko że wydatek rzędu 20 mln zł przekraczał jej możliwości, dlatego za zewnętrznym finansowaniem chodziło kilka kolejnych zarządów. W maju tego roku ZUO dostał 6 mln zł z Funduszy Europejskich dla Mazowsza, co pozwoliło ruszyć z projektem. Okazało się jednak, że przygotowywaną od ponad dwóch lat koncepcję trzeba zmodyfikować. Powodem była zmiana struktury odpadów. – Z badań wyszło, że spadła ilość frakcji 3D, czyli tej przestrzennej, a więcej jest 2D, czyli płaskiej. Ubyło butelek, a przybyło folii bąbelkowej, folii opakowaniowej i papieru. Widać tu z jednej strony system kaucyjny, a z drugiej rosnące zakupy przez internet. Dlatego musieliśmy zmodyfikować nasz projekt i dołożyć specjalny separator, który obsłuży właśnie te płaskie frakcje – opisuje prezes Mazurkiewicz.
ZUO ogłosił już przetarg. Na oferty czeka do końca września i liczy, że wykonawcę wybierze w październiku. Całą modernizację zakładu chce przeprowadzić do końca przyszłego roku.
AB