Nie rozumiem, nie kupuję
Afera związana z giełdą kryptowalut nabiera tempa. Tylko o ryzyku z nią związanym wiedziano dawno temu, a dopiero teraz politycy się nad tym pochylili. Zupełnie przypadkiem dlatego, że jeden z podejrzanych zgodził się zeznawać na niekorzyść politycznej opozycji?
Afer jest bardzo dużo i, tak na dobrą sprawę, gdyby nie dziennikarze, to o wielu byśmy nie wiedzieli. Oczywiście są one perfidnie wykorzystywane do celów politycznych, także z tą będzie podobnie.
Kwestia zaangażowania posła Romana Giertycha budzi wątpliwości i wygląda bardziej na chęć wyciągnięcia informacji oraz wykorzystania ich na własny użytek niż załatwienia jakiegokolwiek problemu.
Ale, wracając do sedna sprawy, na świecie tysiące firm typu giełdy kryptowalut upadło z bardzo różnych powodów. W przypadku działań finansowych, które obiecują wielkie zyski, zawsze istnieje zbyt duże ryzyko, coś na rynku się źle ułoży, a z drugiej strony – pojawiają się przekręty, korupcja. W przypadku kryptowalut mamy kombinację tych dwóch elementów i coś jeszcze: wymyślono pewien instrument, którego tak naprawdę nikt nie rozumie. To pułapka, w którą ludzie skuszeni wielkimi obietnicami dają się złapać. Tak było z Amber Gold, biznesem Janusza Palikota itp. A kiedy ludzie tracą pieniądze, wszyscy lamentują: gdzie było państwo? Jestem zwolennikiem całkowitego zakazu tego typu instrumentów. Jeśli powierzamy komuś swoje środki, warto zadać pytania: czym jest ta waluta, gdzie ona jest, kto jest właścicielem tej firmy, kto za tym stoi itp. Za tradycyjnym pieniądzem idzie gwarancja państwa, że jest to prawny środek płatniczy. ...