Starsi panowie dwaj
Od pewnego czasu gołym okiem widać, że treść i forma trwającej od lat zadymy przestaje obecnie dostarczać paliwa najtwardszym betonowym elektoratom i nie przynosi już walczącym obozom oczekiwanych korzyści. Wszystko jest, oczywiście, związane z upadkiem autorytetu przywódców obydwu ugrupowań i pogłębiającym się wewnątrz formacji kryzysem. Po, umownej, prawej stronie sceny politycznej na naszych oczach hegemonem przestaje być Jarosław Kaczyński, zaś po drugiej stronie barykady pozycję taką traci Donald Tusk.
Jeszcze do niedawna obydwaj panowie byli jak – nie przymierzając – nadmierne spożycie i utrzymujący się po nim kac. Jeden bez drugiego nie istniał. Jeden bez drugiego był nikim. I to właśnie na tym interpersonalnym i toksycznym układzie opierała się rodzima polityka. To, co któryś z liderów partii powiedział w mediach, natychmiast stawało się komentowanym i rozbieranym na czynniki pierwsze przekazem dnia, którego swoi bronili jak niepodległości. Konferencje prasowe obydwu panów były wydarzeniami wyczekiwanymi, elektryzującymi i gromadzącymi przed telewizorami tysiące osób. Ich oświadczenia wszyscy cytowali. Ich bon moty budziły podziw i uznanie.
W ostatnim czasie coś się jednak zmieniło, a nawet doszło do pewnej rewolucji. Dziś to, co mówią liderzy POPiS-u, interesuje niewiele osób, zwłaszcza tych poniżej 50 roku życia. Ba, w oczach najmłodszego pokolenia obydwaj są takimi samymi dziadersami. Obecnie krytyka Jarosława Kaczyńskiego w mediach prawicowych, tudzież Donalda Tuska w tzw. wolnych mediach, nie jest czymś nadzwyczajnym. Stała się wręcz codziennością.
Dziś, co doskonale widać, nadrzędnym celem lidera PiS jest utrzymanie władzy. Ale nie tej, którą wyszarpał mu Tusk, a jedynie tej partyjnej. Choćby PiS został żywcem pogrzebany, prezes Kaczyński władzy nie odda. Stąd rozpad ugrupowania, niesnaski, wzajemne oskarżenia oraz topniejące poparcie.
Jeśli formacja Kaczyńskiego jeszcze bardziej się skurczy, Donald Tusk straci biegun polaryzacyjny, co zmusi go do zmiany strategii politycznej. Tusk (nadal w miarę silny słabością Kaczyńskiego) niemal cały ciężar polaryzacji – co zresztą powoli zaczyna się dziać – przeniesie na Prezydenta RP. Jednak pierwsze próby zastąpienia starego wroga nowym nie przynoszą pożądanych rezultatów. Co więcej, pogrążają premiera oraz jego przerośnięte ego. Dziś Karola Nawrockiego popiera 54% rodaków. O takim poparciu Tusk może tylko pomarzyć. Tym bardziej, że coraz częściej musi się mierzyć z niewygodnymi pytaniami od swoich uśmiechniętych zwolenników. Na ostatnim Campusie młodzi ludzie pytali go m.in. o to, czy nie powinien już przejść na emeryturę i zniknąć z polskiej polityki. Odpowiedź Tuska była do bólu przewidywalna. – Tylko zrozumcie mnie dobrze: jakby był ktoś lepszy, to by tę władzę wziął – usłyszeli.
Komentatorzy zwracają uwagę, że premier stracił właśnie słuch społeczny. Ale cytowana wypowiedź wskazuje na coś więcej. Mianowicie na utratę instynktu samozachowawczego. Gdy polityk uważa siebie za niezastąpionego i wygłasza pochlebstwa pod własnym adresem, to rzeczywiście powinien przejść na emeryturę, zanim zatopi i siebie, i swoją formację. Niestety to samo dotyczy lidera drugiej strony sceny politycznej. Na szczęście dla Polski pewna epoka się kończy. Niewykluczone zatem, że zmęczone wojną dwóch starszych panów społeczeństwo przy najbliższych wyborach wyśle ich wreszcie na zasłużone emerytury.
Leszek Sawicki