Kultura

Grają, ratują i pomagają

13 września Orkiestra Dęta OSP z Rossosza świętowała 65-lecie istnienia. Obchody rocznicowe były połączone z jubileuszem 120-lecia miejscowej jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej.

Orkiestra od lat jest jedną z wizytówek gminy Rossosz. Z broszury opracowanej przed laty przez Dorotę Bojarczuk-Dziurdę wiemy, że pierwszy występ grupy odbył się w 1960 r. podczas festiwalu muzyki w Białej Podlaskiej i zaowocował nagrodą w postaci basu. Publikacja powstała w oparciu o księgę rozrachunkową orkiestry i rozmów z jej najstarszymi członkami.

Inicjatorem założenia był Edward Biełuszko, a pierwszym dyrygentem Jan Dunia, muzyk wojskowy z Białej Podlaskiej, który jednocześnie prowadził orkiestrę dętą przy Bialskich Zakładach Przemysłu Drzewnego. Chętnych do grania było wtedy bardzo wielu, gdyż bycie orkiestrantem stanowiło nie lada nobilitację. Muzycy spotykali się na próbach najpierw w Gminnej Spółdzielni, a potem w nowym budynku Domu Kultury. W repertuarze mieli marsze, polki, kujawiaki, polonezy, pieśni wojskowe i partyzanckie oraz religijne. Grali też na uroczystościach kościelnych i na pogrzebach zasłużonych osób. J. Dunia osobiście przepisywał partytury dla poszczególnych instrumentów. Do dziś są one w posiadaniu najstarszych członków orkiestry.

 

Dla księdza prałata

Kolejnym dyrygentem był Jan Szczęśniak. Swoją funkcję pełnił od 1974 do 1986 r. Do orkiestry wciągnął swoich kuzynów i wnuków. Orkiestranci nazywali go „Dziadkiem”. Podobno jeździł do nich na rowerze i osobiście zapraszał na próby. To on poszerzył repertuar o pieśni religijne i szlagiery. Potem batutę na krótko przejął Jan Wiczuk, zwany w Rossoszu „Babcin Jankiem”. W latach 90 orkiestra prawie nie występowała. Reaktywował ją Zygmunt Domański, kierownik ogniska muzycznego z Parczewa. To dzięki jego wysiłkom orkiestra w 1996 r. zdobyła drugie miejsce w Wojewódzkim Przeglądzie Orkiestr Dętych w Białej Podlaskiej. Puchar przywiozła także z XV Regionalnego Przeglądu Orkiestr OSP w Siemiatyczach. Jej wielkim fanem i dobrodziejem był miejscowy proboszcz ks. prałat Piotr Burczaniuk. Hojnie wspierał zespół w zakupie nowych instrumentów, który grał nie tylko na parafialnych odpustach i procesjach, ale też… swojemu dobrodziejowi. Kiedy przychodziły imieniny ks. Piotra, orkiestranci przybywali wczesnym rankiem pod plebanię albo kościół i grali mu, gdy ten szedł dzwonić kościelnymi dzwonami przed pierwszą Mszą św. To była tradycja, której trzymano się do końca.

 

Mało nas…

Od 1999 r. dyrygentem rossoskiej orkiestry jest Krzysztof Guz, nauczyciel ze szkoły muzycznej w Radzyniu Podlaskim. Pod jego batutą grupa występowała na setkach wydarzeń kulturalnych, patriotycznych i kościelnych. Zdobyła też wiele wyróżnień i nagród. Z czego cieszy się dziś, w 65-lecie swego istnienia?

– Od jakiegoś czasu po prostu z tego, że na razie jeszcze nie złożyliśmy instrumentów. Teraz zostali głównie sami pasjonaci. Rossoskich orkiestrantów mamy mało, bo tylko 15-16. Na szczęście możemy liczyć na osoby z zaprzyjaźnionych zespołów. Cieszymy się, że możemy jeszcze trochę pograć i występować przed szerszą publicznością. Spotykamy się na regularnych próbach. Gramy muzykę marszową, taneczną i sakralną. Dbamy również o oprawę Mszy św. Zawsze to powtarzam, że jesteśmy orkiestrą amatorską. W naszym gronie nie ma osób z muzycznym wykształceniem. Jako amatorzy nie mogliśmy liczyć na większe laury. Dawniej mieliśmy sporo młodych adeptów. Niestety, dziś trudno jest pozyskać nowych chętnych do grania na instrumentach dętych – przyznaje kapelmistrz.

 

Dalej jeżdżą „na granie”

Dyrygent nie ukrywa, że dziś orkiestry dęte nie są tak popularne jak przed kilkudziesięciu laty. – Dawniej mieliśmy dużo więcej zaproszeń na różne występy. Bywało, że w sezonie prawie w każdą niedzielę jechaliśmy „na granie”, z czego nie zawsze były zadowolone nasze żony – żartuje K. Guz.

Obecnie okazji do grania jest nieco mniej. Dyrygent zaznacza, że aby wykształcić nowego orkiestranta potrzeba od sześciu do 12 miesięcy. – Wszystko uzależnione jest od jego zdolności i ilości ćwiczeń. Same środowe próby to za mało, trzeba jeszcze sporo grać w domu – podkreśla dyrygent. Dziś rossoscy orkiestranci grają m.in. na różnego rodzaju saksofonach, klarnetach i trąbkach. W zespole są także tuba, suzafon oraz instrumenty perkusyjne (czynele, werbel i bęben wielki orkiestrowy). Orkiestranci występują w galowych mundurach strażackich.

 

Czas podsumowań i podziękowań

Świętowanie 65-lecia orkiestry i 120-lecia OSP w Rossoszu miało bardzo uroczysty charakter. Rozpoczęło się od Mszy św. pod przewodnictwem ks. kan. Romana Sawczuka, honorowego kapelana strażaków. W celebrację włączyli się także wieloletni kapelan strażaków ks. Jan Orłowski, proboszcz parafii Rossosz ks. prałat Bogdan Sewerynik oraz ks. Mateusz Kozłowski.

Po Eucharystii uczestnicy liturgii w towarzystwie orkiestry przeszli na plac za remizą. Podczas spotkania wręczono odznaczenia strażackie, m.in. za długoletnią służbę, za zasługi dla pożarnictwa oraz wyróżnienia dla wzorowych druhów. W czasie gali poświęcono również nowy wóz strażacki, który kilka dni wcześniej dołączył do wyposażenia jednostki. Mikrobus będzie służył do transportu strażaków i sprzętu na akcje.

W przemówieniach podkreślano, że rossoska OSP jest jedną z najstarszych w powiecie. Powstała jako Ochotnicza Straż Ogniowa w 1906 r., kiedy Polska była jeszcze pod zaborami. Rodzące się wtedy jednostki zapewniały nie tylko ochronę ludności, ale były też sposobem manifestowania przez Polaków swojej odrębności państwowej, tożsamościowej i religijnej. Do czasu wybudowania pierwszej remizy w 1927 strażacy trzymali swój sprzęt w szopie i starej kuźni. Obecna, murowana remiza powstała w 1970 r. Z biegiem lat była rozbudowywana. Dziś jednostka dysponuje trzema wozami. Od 1995 r. znajduje się w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym.

 

Nie tylko do akcji

Trzeba przyznać, że w Rossoszu tradycje strażackie są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Służą w niej dziadkowie, ojcowie, synowie, wnuki.

Jednostka liczy dziś około 25 czynnych druhów oraz jeszcze więcej honorowych. O tym, że można na nich zawsze liczy, mówią wszyscy: przedstawiciele zarządu powiatowego OSP i oddziału wojewódzkiego Związku OSP, proboszcz parafii, jak i sami mieszkańcy. Rossoscy strażacy nie tylko jeżdżą na akcje, ale też kierują ruchem podczas procesji, pomagają społecznie w pracach przy kościele i dbają o porządek tam, gdzie to konieczne. Kilku druhów ochotników z Rossosza ukończyło szkołę pożarniczą i pracują dziś jako zawodowi strażacy w PSP w Białej Podlaskiej i Parczewie. To prawdziwi pasjonaci, którzy służbę mają we krwi!

AWAW