Opinie

Wolontariat mam we krwi

Jak w Radzyniu ktoś powie: Krzysiek z Caritasu - od razu wiadomo, o kogo chodzi... 18 lat temu Krzysztof Gajdzicki namówił proboszcza parafii Trójcy Świętej na założenie zespołu Caritas.

Znalazł ludzi i ruszyli. Od tamtej pory stoi na czele zespołu. Nie jest to jedyna jego wolontariacka działka, a skrzydła pan Krzysztof rozwinął po przejściu na emeryturę. Trudno się z nim zdzwonić - żyje na wysokich obrotach. Rozmowę przekłada - bo w punkcie segregują odzież. Następnego dnia jedzie na zbiórkę do sklepów. To znowu wydaje żywność. Leci, bo ktoś chce przekazać meble. Rozwozi tornistry „pełne uśmiechów”. Pracuje. Ciągle coś. Dynamit, nie człowiek!

Zielone światło

Kiedy skończył 19 lat, pierwszy raz oddał krew. Honorowe krwiodawstwo wciągnęło go to na tyle, że z czasem został prezesem klubu PCK w radzyńskiej policji, w której pracował. Okazało się, że poza chęcią pomagania, ma do tego smykałkę i jest świetnym organizatorem. Rozkręcał akcje oddawania krwi, zbiórki dla konkretnych osób, duże imprezy charytatywne na stadionie. – Na komisji lekarskiej w Lublinie spotkałem kolegę, który był pastorem w parafii ewangelickiej. Mieli tam punkt, gdzie była wydawana żywność. Popatrzyłem, jak to działa, a po powrocie do domu poszedłem do proboszcza, ks. kan. Jana Czapskiego. Mówię: może byśmy tak i my założyli parafialny zespół Caritas? On na to: Jak znajdziesz ludzi, to zakładamy. Skrzyknąłem znajomych. Zaczęliśmy 31 maja 2009 r. – było nas dziesięcioro i byliśmy ósmym takim zespołem w diecezji siedleckiej. Dzisiaj pod opieką mamy około 240 rodzin, prawie 860 osób – mówi K. Gajdzicki.

 

Nie ma, że się nie da

Tygodniowo spędza w punkcie Caritas około dziesięciu godzin, ale gdyby doliczyć czas spędzany na rozmowach, telefonach, wydeptywaniu w związku z szukaniem pomocy dla innych rozmaitych ścieżek, byłoby to znacznie więcej. ...

LI

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł