Lekcja patriotyzmu
Ale między brawami a ostatnią sceną - bardzo realistyczną i mimo świadomości, jak kończy się ta historia, zaskakującą - panowała totalna cisza. Widzowie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak wielką i tragiczną stała się sylwetka rotmistrza Witolda Pileckiego. Jego największą winą było to, że kochał Polskę - miłością w pełni świadomą, bezgraniczną, gotową na każde poświęcenie.
To jeden z wielu żołnierzy wyklętych, ale jeden z niewielu tak dobrze poznanych, bezgranicznie wiernych, prawych i oddanych sprawie polskiej.
Kapłan pewnej sprawy
Pilecki – żołnierz Armii Krajowej, organizator ruchu oporu w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz, uczestnik powstania warszawskiego – zginął 25 maja 1948 r. z rąk komunistów. Drogę, jaka go doprowadziła do tragicznego końca, na scenie przedstawił Przemysław Tejkowski – aktor, reżyser, dziennikarz. Jak przyznaje, tworzy teatr patriotyczny, tożsamościowy, bo sztuka ma nieść ze sobą przesłanie, a nie tylko i wyłącznie rozrywkę. – Uznałem, że aktor może być kapłanem pewnej sprawy. Dlatego wystawiam sztuki o Pileckim, Baczyńskim, Herbercie – wylicza, dodając, że nieraz z tego powodu naraził się środowisku. – Mogę chyba o sobie powiedzieć „aktor wyklęty”.
Pilecki w kreacji P. Tejkowskiego skupia uwagę widza od samego początku. I choć na scenie widz patrzy na jednego aktora, dzięki grze – jego, świateł i dźwięku powstał wspaniały monodram, pełen emocji, treści i prawdy.
To była igraszka
Osią spektaklu jest relacja Pileckiego czerpana z raportu tworzonego podczas dobrowolnego pobytu w KL Auschwitz, wydanej w 1968 r. książki Edwarda Ciesielskiego – współwięźnia W. Pileckiego, protokołów przesłuchań oraz listów. „Oświęcim to była igraszka” – pada wielokrotnie. Te słowa przypominają i uświadamiają, jak mało zapamiętaliśmy z czasów, gdy prawdziwi patrioci byli torturowani w ubeckich katowniach. To wstrząsające zdanie Pilecki wypowiedział w trakcie brutalnego śledztwa prowadzonego przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa, porównując nieludzkie tortury zadawane przez polskich komunistów po 1945 r. do piekła niemieckiego obozu Auschwitz. W monodramie pada również jego stwierdzenie, że stracił wiarę w Zachód, bo tak naprawdę sprzedał on Polskę sowietom. Podczas przesłuchań nie kryje rozczarowania żołnierzami, którzy przeszli na ich stronę i w ten sposób zhańbili polski mundur.
Ona da ci siłę
Na koniec – zanim padnie strzał uśmiercający narodowego bohatera – aktor odgrywa scenę spotkania z żoną, której opis poznaliśmy dzięki córce Pileckiego: „Na jednym z ostatnich posiedzeń, gdy już było wiadomo, że zginie, Ojciec dał mamie mały metalowy grzebyk i powiedział, żeby koniecznie kupiła książkę Tomasza á Kempisa «O naśladowaniu Chrystusa». Chciał, żeby mama codziennie czytała nam fragmenty tej cudownej książeczki. «To ci da siłę» – powiedział do niej. Bardzo sobie cenię tę książeczkę i przez cały czas ją czytam. Jest to także testament dla mnie”. Kiedy z głośnika popłynęły dźwięki „Modlitwy obozowej” – pieśni napisanej w 1939 r. przez Adama Kowalskiego – Pilecki na kolanach coraz ciszej szepcze jej słowa: „O, Boże, skrusz ten miecz, Co siekł nasz kraj, /Do wolnej Polski nam Powrócić daj! /By stał się twierdzą Nowej siły /Nasz dom, nasz kraj”. Pada strzał.
Chwila refleksji
Po zapadnięciu kurtyny brawa nie cichły, a widzowie zgodnie przyznawali, że była to wspaniała i poruszająca lekcja patriotyzmu. Zorganizowano ją w ramach obchodów Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych 3 marca. O tamtych trudnych czasach i dzisiejszych przekłamaniach na temat żołnierzy wyklętych, które wciąż funkcjonują, rozmawiano w kuluarach z P. Tejkowskim, gratulując mu występu.
Monika Grudzińska