Sezamki nadal tańczą w sercu
Jej wychowanki wystąpiły na niemal 450 turniejach i przeglądach w całej Polsce. To wyróżnienie przyznała jej międzyrzecka rada miasta - na wniosek mieszkańców: Andrzeja Mironiuka i Grzegorza Łubika - jako wyraz uznania za ogromny wkład w rozwój życia kulturalnego oraz edukację artystyczną młodzieży. Pani Hanna wychowała bowiem dwa pokolenia tancerek.
Pasja od pierwszych kroków
H. Paluszkiewicz jest absolwentką bialskiej filii Akademii Wychowania Fizycznego. W 1968 r. rozpoczęła pracę jako nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 2. Podczas zajęć pozalekcyjnych przygotowywała uczniów do rywalizacji sportowej w rozgrywkach międzyszkolnych – w piłce siatkowej, koszykowej i ręcznej, lekkoatletyce czy gimnastyce sportowej. – Zaczęłam pracę we wrześniu, gdy rozpoczęły się szkolne akademie. Pomyślałam, że skoro są tańce, a ja jestem po kursie, to czemu nie zająć się organizacją przedstawień? Wzięłam się więc do pracy i machina ruszyła – wspomina swoje początki.
Pani Hanna jest także instruktorem gimnastyki sportowej. – Kiedyś ministerstwo zalecało w szkołach przerwy z ruchem, więc ganiałam dzieci, żeby ćwiczyły. A one robiły to chętnie i wszystkiego chciały spróbować. Potem doszła muzyka i tak zaczęła się ta przygoda – opowiada choreografka. Nazwa zespołu pojawiła się w trakcie podróży na turniej do Kielc. Jedna z dziewcząt w żartach rzuciła hasło: Sezamki. Pomysł chwycił.
Dziś Sezamki są przepięknym wspomnieniem dla setek tancerek oraz jego założycielki. H. Paluszkiewicz poświęciła im niemal całe swoje życie.
Szpagaty i dyscyplina
Po dziesięciu latach zespół przeniósł się z „Dwójki” do Miejskiego Ośrodka Kultury, gdzie działał już do końca. Uświetniał lokalne uroczystości, jubileusze oraz pochody pierwszomajowe. Dziewczęta wyjeżdżały na turnieje i przeglądy, z których często wracały z nagrodami.
Każda z dziewcząt w zespole była wysportowana. – Musiały umieć zrobić szpagat – nie tylko kroczny, ale i poprzeczny – wspomina instruktorka. Szpagaty stały się wizytówką zespołu, pojawiając się w wielu układach tanecznych, a akrobacje robiły ogromne wrażenie na widzach.
Pomysły na choreografie rodziły się w głowie H. Paluszkiewicz – wystarczyło, że jakaś melodia wpadła jej w ucho. Sama projektowała także stroje. Spódnice i chusty szyła własnoręcznie, natomiast inne elementy przygotowywały lokalne krawcowe lub rodzice tancerek. Dziewczyny z dumą nosiły cekiny, choć niektóre elementy garderoby budziły opór. Wstydziły się np. walonek czy krótkich spódnic, które musiały zakładać do niektórych układów. – Byłam wymagająca. Ważna była dla mnie systematyczność – zajęcia odbywały się trzy razy w tygodniu. Po latach jedna z dziewcząt powiedziała mi, że to ja nauczyłam ją dyscypliny – wspomina wzruszona.
Pokolenia wychowanek
W ostatnich latach skład zespołu stopniowo się zmniejszał, a ostatecznie jego działalność zakończyła się w 2024 r. – Wychowałam dwa pokolenia Sezamek, a w jednym przypadku nawet trzy. Często moje tancerki po latach przyprowadzały na zajęcia swoje córki. Kiedyś prowadziłam nawet taką pokoleniową listę – opowiada.
Dziś z dumą mówi o swoich wychowankach. – Bernadetta Ładniak to „sezamka” z krwi i kości, a dziś sama prowadzi zespół hiphopowy. Jestem szczęśliwa, bo dzięki temu formacja w pewnym sensie nadal istnieje – podkreśla pani Hania.
B. Ładniak tańczyła w Sezamkach przez siedem lat. – Gdy byłyśmy starsze, same układałyśmy choreografie i wymyślałyśmy stroje. Pamiętam, jak w bluzkach wycinałyśmy frędzle. To były lata 90, chciałyśmy być bardziej na czasie. Pani Hania nam na to pozwalała – wspomina. To właśnie dzięki H. Paluszkiewicz znalazła pomysł na siebie. Po latach odwiedziła swoją instruktorkę i opowiedziała jej, że w domu wciąż tańczy. Zapytała, czy mogłaby poprowadzić dla dzieci warsztaty taneczne. – Pani Hania się zgodziła. Zrobiłam te zajęcia, a dzieci były zachwycone. Miałam wtedy trochę ponad 20 lat, ale poczułam, że chciałabym uczyć. Nagle zobaczyłam siebie w roli instruktorki. To pani Hania doradziła mi, żebym porozmawiała z dyrektorem MOK. Zrobiłam to i dostałam swoją szansę – opowiada B. Ładniak.
Tak powstał zespół hiphopowy Chillout. W tym czasie równolegle z Sezamkami odbywały się także inne zajęcia taneczne, m.in. break dance, na które uczęszczali chłopcy. Wszystko tworzyło spójną całość.
To całe moje życie
Pani Hanna z sentymentem przegląda kroniki ze zdjęciami, które przez lata skrupulatnie prowadziła. Przyznaje, że wciąż tęskni za zajęciami. – Gdy przestałam je prowadzić, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Trudno tak nagle zakończyć coś, co przez lata było częścią codzienności. Taniec i ruch to całe moje życie. Ta lekkość i pasja do tańca były ze mną od zawsze. Dlatego bardzo cieszę się z tego wyróżnienia. Doceniam, że ktoś o mnie pamięta. Najbardziej wzruszam się, gdy czytam lub słyszę wspomnienia o Sezamkach – mówi.
Marta Muszyńska