Kultura

Świat, który przemija

W pracach Edyty Gałan drzewa, łąki i ciche zakątki przyrody stają się świadectwem tego, co w codziennym życiu znika z naszych oczu. Każdy obraz to próba uchwycenia świata, który przemija.

Jej prace można było oglądać m.in. we wnętrzach synagogi w Zamościu, cerkwiach w Orli i Dubiecku, w Księgarni Między Słowami w Lublinie oraz we włodawskiej bibliotece. „Drzewa cytrynowe”, „Kwitnący rzepak”, „Drzewa nad Bugiem”, „Koralowce” - to tylko niektóre tytuły jej obrazów. Artystka preferuje technikę akrylu, malując na tekturze introligatorskiej. Jak podkreśla, nie czuje potrzeby pracy na płótnie.

– Tektura pozwala mi eksperymentować, wydrapywać jeden kolor spod drugiego i zachować intensywność barw, nadając obrazom bardziej graficzny charakter – tłumaczy.

 

Ocalić od zapomnienia

Inspirację czerpie z otoczenia, obserwując przyrodę podczas spacerów, często w towarzystwie psa. – We Włodawie mieszkam już ponad 20 lat, więc miałam wiele okazji obserwować krajobraz, który bardzo się zmienił. Mam dobrą pamięć do przestrzeni, szczególnie miejsc, w których rosną drzewa. Rozpoznaję je nawet bez liści – gruszę, jabłoń, jesion, kasztanowiec. Zwracam uwagę także na łąki i nieużytki, małe kąciki dzikiej przyrody, których w okolicy wciąż ubywa. Gleby są tu niskiej klasy, idealne dla dzikich łąk, a mimo to moda na krótko przystrzyżone trawniki ma się dobrze, nawet w czasie długotrwałych susz. Nie widziałam w okolicy miejsca, w którym właściciel pozostawiłby choć fragment działki w naturalnym stanie. Łąki znikają, podobnie jak drzewa – zauważa E. Gałan.

Pozostają one jednak na jej obrazach – brzozy, bukowy las, wierzby nad Bugiem czy kwitnący rzepak. – Nie doceniamy uroku natury, piękna kwiatów, np. cykorii podróżnika. Zachwycamy się własnymi wytworami, a nie tym, co daje nam przyroda. Boli mnie widok drzew okaleczonych przez człowieka i jest mi przykro, gdy nie udaje się ich uratować. A ja bardzo lubię je malować – pojedyncze, w grupach, jak osobiste portrety. Każde inne, każde wyjątkowe. Na przykład wiekowa brzoza, która już zamarła, ale wciąż jest częścią krajobrazu, czy grusza stojąca samotnie w polu – opisuje, dodając, że jeśli z przestrzeni nam znanej znika drzewo, pozostaje wyrwa, rana w krajobrazie. – Przynajmniej ja tak to odczuwam. Czasami myślę, że gdybyśmy na chwilę utracili wszystkie drzewa w naszym mieście, dopiero wtedy uświadomilibyśmy sobie skalę straty i zapragnęli ich powrotu. Tymczasem one znikają pojedynczo, często niezauważone, a pamięć o nich jest ulotna – stwierdza.

We Włodawie wciąż znajdują się miejsca bliskie jej sercu – Plac Sybiraków z dużym jesionem pensylwańskim w centrum, drzewa w parku czy klon przy ul.  Słowackiego. – Ten ostatni trudno sportretować, bo otaczają go bloki mieszkalne. Chyba musiałabym je usunąć albo spróbować podejścia znanego z filmów Makoto Shinkaia, japońskiego reżysera i animatora, który potrafi pokazać proste rzeczy w niezwykły sposób. Być może któregoś dnia zachwyci mnie światło padające na bloki i wtedy właśnie nadejdzie ten moment – mówi.

 

Między światłem a zmrokiem

E. Gałan chętnie sięga po motyw zmierzchu i mroku. Spod jej pędzla wyszły m.in. obrazy: „Pełnia”, „Mrok”, „Trawy nocą”, „Nokturn”, „Zmierzch zimą”. – Świat o zmroku, kiedy zacierają się kształty i kolory, a wszystko staje się tajemnicze, jest bardzo pociągający. Jako dziecko i nastolatka lubiłam obserwować schyłek dnia; a w chwilach smutku widok zapadającego zmroku przynosił mi spokój – wspomina.

Niebo i chmury to kolejny ważny motyw w jej twórczości. Malarka tworzy ich przedstawienia w różnych porach roku, dnia i w rozmaitych barwach. – Przyciąga mnie światło i kolor. Wtedy od razu chcę ochotę namalować zaobserwowany fragment przestrzeni – wyznaje. Opiera się zarówno na obserwacji, jak i zapamiętanych obrazach z przeszłości. Podkreśla, że w jej malarstwie chodzi o przeniesienie na płótno wrażeń i emocji wywołanych konkretnym widokiem, kolorem czy wzorem. Najczęściej maluje na podstawie własnych fotografii.

 

Sekrety natury i gra plam

W jej obrazach pojawiają się też nowe tematy – wzory tworzone przez samą przyrodę, np. fraktale, widoczne m.in. w świecie koralowców czy śluzowców, które kryją się w gałęziach drzew. – Nie widziałam ich na własne oczy, ale dzięki fotografiom mogę obserwować ich regularne, a zarazem nieprzewidywalne układy. Śluzowce, spotykane w wilgotnych lasach, na murszejącym drewnie i opadłych liściach, tworzą niezwykły świat kształtów i barw. Niektóre z nich „rozpędzają się” w swoim wzorze, który trudno uchwycić – zaznacza.

Kolejnym wyzwaniem jest dla niej przedstawienie plam. – Zwracam uwagę na sposób ich ukazywania, nie lubię mechanicznego, powtarzalnego malowania. W naturze każda plama jest inna, choć mamy skłonność do symetrii. Tak samo cienie – ich układ i rytm nigdy się nie powtarzają. To właśnie tę zmienność staram się oddać w moich pracach – dodaje z uśmiechem.

Każdy obraz jest świadectwem tego, co tracimy w codziennym pośpiechu. Drzewa, łąki, niebo – miejsca i detale, które giną pod wpływem ludzkiej ingerencji – odnajdują w malarstwie E. Gałan nowe życie. Jej prace uczą, że piękno przyrody jest kruche, ulotne.

Joanna Szubstarska