Co dalej z opieką nad zwierzętami?
Zamknięcie schroniska w Sobolewie sparaliżowało opiekę nad bezdomnymi zwierzętami w regionie. Gminy muszą szukać nowych placówek, a koszty ich usług rosną nawet o kilkadziesiąt procent. Samorządowcy alarmują: problem może dotknąć wiele lokalnych społeczności.
Postanowienie powiatowego lekarza weterynarii w Garwolinie o zamknięciu schroniska wywołało poruszenie wśród miejscowych gmin. Wiele z nich miało podpisane umowy na odbiór bezdomnych zwierząt w 2026 r. - Decyzja bardzo negatywnie wpłynęła na funkcjonowanie opieki nad zwierzętami bezdomnymi na terenie naszej gminy.
Mieliśmy już podpisaną umowę na kolejny rok i sytuacja całkowicie zmieniła się w ciągu jednego dnia – mówi wójt gminy Górzno Waldemar Sabak. Przyznaje, że powody zamknięcia placówki były dla niego zaskakujące. Chodziło głównie o prowadzenie ewidencji zwierząt w formie papierowej zamiast elektronicznej. – Jako gmina przeprowadzaliśmy tam kontrole i nigdy nie stwierdzaliśmy żadnych uchybień – dodaje Sabak.
Rosnące koszty i brak miejsc
Skutki zamknięcia schroniska szybko odczuły okoliczne samorządy. Gmina Górzno musiała pilnie znaleźć miejsce dla dwóch bezdomnych psów. Schronisko w Mińsku Mazowieckim zaoferowało przyjęcie zwierząt w trybie interwencyjnym. Koszt wyniósł około 13 tys. zł, podczas gdy wcześniej opłata za jedno zwierzę wynosiła 3 tys. zł.
Podobne problemy zgłasza wójt gminy Miastków Kościelny Jerzy Jaroń. – Kiedy schronisko w Sobolewie przestało działać, stanęliśmy przed wyzwaniem znalezienia innych miejsc dla bezdomnych zwierząt. Oferta z Cedzyny była prawie o połowę wyższa od wcześniejszych nakładów, jakie ponosiliśmy. Koszt przyjęcia jednego psa wzrósł z ok. 3 tys. zł brutto do blisko 4,5 tys. zł, a w przypadku kotów z ok. 2 tys. do prawie 3 tys. zł.
Dodatkowo niektóre schroniska wprowadzają opłaty za utrzymanie zwierząt, jeśli po 60 dniach nie znajdzie się chętny do adopcji – 15 – 16 zł dziennie za jedno zwierzę.
Zmowa?
Wójt W. Sabak wskazuje, że sytuacja w Sobolewie mogła mieć charakter zorganizowanej akcji przeciwko placówce. – Oceniam, że była to zmowa. Trudno powiedzieć czy biznesowa, czy polityczna. Przed zamknięciem wpływało do nas mnóstwo zapytań w ramach informacji publicznej, wszystkie o tej samej treści, zmieniało się tylko nazwisko nadawcy. Pisały osoby z całej Polski, które nigdy nie były w schronisku, a żądały od nas dokumentów i wyjaśnień. Trudno powiedzieć, czy miało to cokolwiek wspólnego z codzienną opieką nad zwierzętami – informuje.
Dodaje, że likwidacja dobrze działający ośrodków dla zwierząt zwiększa przewagę pozostałych, które w efekcie mogą podnosić ceny.
Stoją przed wyzwaniem
Samorządowcy podkreślają, że problem nie dotyczy tylko wzrostu cen, ale też dostępności miejsc w schroniskach. Większość z nich osiągnęła limit podopiecznych i nie chce przyjmować nowych zwierząt. Zamknięcie placówki w Sobolewie pokazuje, że jedna decyzja administracyjna może mieć dalekosiężne skutki dla lokalnych społeczności. Samorządy stoją dziś przed wyzwaniem: jak zapewnić opiekę bezdomnym zwierzętom przy ograniczonych środkach i malejącej liczbie miejsc w schroniskach.
Waldemar Jaroń