Objazdowe sądy śmierci
Sędziowie sądów doraźnych Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego okryli się niechlubną sławą w okresie stalinowskim.
Przenosili się z miejsca na miejsce, siejąc strach i wydając surowe wyroki na partyzantkę antykomunistyczną.
Celem władzy zainstalowanej siłą po II wojnie światowej było zniszczenie istniejących jeszcze ugrupowań poakowskich. Wprowadzono m.in. pokazowe procesy, likwidując w ich przebiegu poszczególne oddziały. Jeden z takich procesów miał miejsce 80 lat temu w Rykach. Z okazji tej rocznicy miasto odwiedził Paweł Wąs, pracownik oddziałowego biura badań historycznych Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi.
Historyk przedstawił historię utworzenia doraźnych sądów i omówił ich działalność w okolicy.
W niemieckim stylu
Sądownictwo KBW zostało utworzone dekretem z 16 listopada 1945 r. o postępowaniu doraźnym. Orzekanie w takim trybie miało być szybkie i bardzo represyjne. Jak zauważył historyk, komuniści nie byli w tym zakresie pierwsi. – Korzystali z wzorców niemieckich w okresie okupacji i przepisów prawa II Rzeczypospolitej, które zmienili tak, by jak najwięcej czynów było zagrożonych karą śmierci – zauważył P. Wąs.
Miesiąc po wprowadzeniu dekretu przy sądach okręgowych zostały utworzone wydziały do spraw doraźnych. – W rzeczywistości te wydziały były tylko „podpięte” pod sądy okręgowe – ich sędziowie nie wiedzieli nawet, że w ich imieniu ktoś orzeka i skazuje. Z tego powodu dochodziło do dużego zamieszania – zaznaczył historyk. Sądy doraźne orzekały zazwyczaj w składzie jednego sędziego, w założeniu był to sędzia okręgowy lub apelacyjny, za każdym razem przedstawiciel wojska. Wprowadzono też „czynnik społeczny” w postaci ławników. Wskazywały ich wojewódzkie rady narodowe. W praktyce również byli to żołnierze. Pierwszych sędziów i prokuratorów wydelegowano do orzekania już na przełomie stycznia i lutego 1946 r.
Operacja specjalna
Powołanie sądów doraźnych nie wystarczyło władzy. Procesy zostały poprzedzone dużą operacją specjalną. Objęła ona województwa najbardziej przesiąknięte partyzantką, czyli warszawskie, lubelskie i białostockie.
Operację zaplanowano na przełom 1945 i 1946 r., a 5 lutego 1946 r. miało dojść do pierwszych działań w terenie. Zadanie było poprzedzone zrobieniem wywiadu. – W momencie rozpoczęcia operacji żołnierze KBW i Ludowego Wojska Polskiego oraz funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa dysponowali listami prospekcyjnymi i listą aresztowania. Najpierw otaczano całe wioski, następnie przeszukiwano zabudowanie po zabudowaniu w poszukiwaniu ukrytej broni czy zbyt dużej ilości żywności, która wskazywałaby na wspieranie oddziałów podziemia – opisuje P. Wąs. Co ważne, działanie grup operacyjnych było też połączone ze ściąganiem tzw. kontyngentów i świadczeń rzeczowych. – W okresie okupacji niemieckiej kontyngenty były bardzo uciążliwe dla społeczeństwa. Wielu chłopów poniosło za to śmierć. Komuniści natomiast straszyli opornych sądami doraźnymi – zauważa historyk.
Bili i przesłuchiwali
Aresztowanych partyzantów od razu poddawano osądowi. – Najpierw bito ich do nieprzytomności, a potem zadawano pytania, aby na podstawie zdobytych informacji szybko aresztować kolejne osoby. Do takich aresztowań dochodziło, bo bite osoby nie wytrzymywały tortur – tłumaczy P. Wąs.
Zarzuty, jakie prokuratorzy stawiali partyzantom, dotyczyły czynów określanych mianem bandyckich. Najczęściej dotyczyły one: czynnych napadów rozbójniczych i terrorystycznych, przechowywania broni – nawet pojedynczych sztuk, odbywania ćwiczeń, gromadzenia się czy transportu żywności w warunkach niedających się połączyć ze zwyczajnym gospodarowaniem.
Procesy toczyły się szybko. Często w ich wyniku zapadały surowe wyroki, w tym kary śmierci i więzienia. – Gdy sędziowie wydawali wyrok śmierci, zawsze zwracali się telefonogramem do prezydenta Bieruta o łaskę. Gdy była odmowna, następowało wykonanie wyroku – mówił historyk. Na koniec, po procesie, w okolicy wywieszano afisze w celu zastraszenia społeczeństwa.
Zaczęło się w Sokołowie Podlaskim
Pierwszy proces doraźny w stalinowskiej Polsce miał miejsce 7 lutego 1946 r. w Sokołowie Podlaskim. Sędzia mjr Bronisław Ochnio osądził w czterech procesach pięciu podsądnych na karę śmierci. Wyroki wykonano następnego dnia.
Z kolei na terenie powiatu garwolińskiego złą sławą zapisał się sędzia Witold Smoczyk i prokurator -23-letni Ireneusz Boliński, zagorzały komunista. Smoczyk pojawił się w Żelechowie, gdzie 12 i 14 lutego wydał cztery wyroki śmierci i jeden wyrok 15 lat więzienia. Następne na jego trasie były Ryki. Proces odbył się 16 lutego w pałacu w parku. Skazano wówczas w osobnych procesach dwóch akowców. Obydwaj otrzymali najsurowszy wyrok. 22 lutego sąd zawitał do Garwolina. Tu sądzono w reprezentacyjnej sali starostwa. W trzech procesach zostały orzeczone dwie kary śmierci i trzy więzienia (jeden z więzionych zmarł później w zakładzie karnym w Rawiczu). Na tym misja Smoczyka w powiecie garwolińskim się nie zakończyła. 31 maja odbył się jeszcze proces w Dęblinie/Irenie (sala kinowa), a w czerwcu znów w Garwolinie (siedziba szkoły). Łącznie w obu procesach na karę śmierci skazano sześć osób, a wobec ośmiu orzeczono więzienie.
Z czasem zasięg sądów doraźnych KBW rozszerzył się o województwa: łódzkie, kieleckie, poznańskie, rzeszowskie i krakowskie. Procesy trwały do czerwca 1946 r. Ogółem przez ten czas orzeczono kilkaset kar śmierci.
Tomasz Kępka