Czułam, jakby świat się kończył
Spotykamy się w przededniu 21 rocznicy śmierci Jana Pawła II. Nie mogę nie rozpocząć tej rozmowy od pytania: jak wspomina Pani 2 kwietnia 2005 r.?
Ojciec Święty chorował od lat. Już wcześniej podczas pielgrzymek zdarzały się momenty, że był tak słaby, iż dziennikarze - w tym ja - obawiali się, czy dotrwa do końca danej podróży.
W trakcie pielgrzymki na Węgry niektórzy nawet zaczęli spekulować: „kto po nim”, chociaż przyznam, że dla mnie było to oburzające. Byliśmy przyzwyczajeni, że oglądamy papieża cierpiącego, jednak komunikaty Stolicy Apostolskiej z początku 2005 r., mimo iż lakoniczne, stawały się coraz bardziej niepokojące. 2 kwietnia przebywałam w Zakopanem. Gdy rozeszła się wieść, że z Ojcem Świętym jest bardzo źle, udałam się do sanktuarium na Krzeptówkach. Przez kilka godzin modliliśmy się w kościele pełnym ludzi. Czuć było atmosferę przerażenia. Kilka minut po 21.37 kustosz sanktuarium ks. Mirosław Drozdek poinformował nas, że papież powrócił do Domu Ojca. Wybuchł straszny płacz. Wszyscy wyszliśmy na zewnątrz i pod niebem modliliśmy się jeszcze bardzo długo. Czułam, jakby świat się kończył. Jak to możliwe – pytałam – że ten papież, który zawsze był, podnosił nas na duchu, wskazywał kierunek na każdym etapie życia, odszedł? Gdy byliśmy w niewoli, mówił, jak bez wystrzałów obalić komunizm. Potem uczył, jak budować wolność. Inna sprawa, czy myśmy dobrze ją zbudowali… Podczas pierwszej pielgrzymki do uwolnionej od komunizmu Polski Ojciec Święty sprawiał wrażenie, jakby się nami rozczarował. Musiał nam przypomnieć Dekalog i przy kolejnych apelować o ludzi sumienia. ...