Historia

Krajobraz z pożółkłych rycin

W zasadzie można powiedzieć, że właśnie od Rezurekcji prawdziwa się wiosna zaczyna. Prawdziwie jasne dni.

Chcecie ją zobaczyć? Te zardzewiało-zielone pagórki, co jeszcze straszą pozostałymi po jesieni pousychanymi badylami, ale już kokietują nadziejną zielenią wyzwolonych spod śniegu ozimin, zalotnymi listkami wyglądającego zza miedzy dzikiego szczawiu, przymilnymi baziami rozłożystej wierzby? Taki krajobraz z mocno pożółkłych, mocno wyblakłych już rycin? Przed Palmową Niedzielą dobrze jest wszystko poprać.

Okna pomyć, pościele pozmieniać, firanki-zasłonki popowieszać, ramki obrazków świętych, co ciasno do ścian przylegają, złotkiem przemalować, w kredensie ład świąteczny zaprowadzić… Nad rzeką miarowy plask. To gospodynie szmaty kijankami tłuką, raz za razem ręce zabijając. Bo choć słońce coraz lepiej umie sobie już radzić, to zimowy powiew nad wodą ciągle nie odpuszcza. Na gałganiarzach złożonych klęczą, nad potokiem się nie za bardzo bezpiecznie pochylają, krzyże nadwyrężone od czasu do czasu spojrzeniem w niebo prostują.

Na przydomowych płotach rewia pierzyn, poduszek, kilimów. Przebudzone ogaty odsłaniają przytłumione na zimę ciepłym igliwiem okna. Niedobrze, że wszystkie się one na podwórze, na świat otwierają. Teren tu pagórkowaty, do umycia ich drabinę trzeba do ściany obok okna przystawiać, ręką szyby dosięgać. Nie dalej, jak dwa lata, Stanisławka z takiej drabiny – łubudubudu – poleciała. Ale nie na kamień, co nie daj Boże, jakiś. Duch Święty – mówili – skrzydłami Stanisławkę zratował i jej upadek osłabił.

 

Z codziennych spraw Wielkiego Postu

Dopiero co się zaczął, a o, jak chyzo przemija. ...

Anna Wolańska

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł