Kultura

700 fajek i jedna historia

Wszystko zaczęło się od jednej fajki zabranej ojcu. Dziś Jan Maszkiewicz - lekarz weterynarii z Garwolina - ma kolekcję liczącą około 700 egzemplarzy z całego świata. Jego historia to opowieść o rytuale, podróżach i sztuce zatrzymywania czasu.

W gabinecie J. Maszkiewicza uwagę przyciągają rzędy starannie ułożonych fajek - od prostych i klasycznych po fantazyjnie wygięte, przypominające małe dzieła sztuki. Łącznie jest ich około 700, choć sam właściciel przyznaje, że dawno przestał je liczyć. Początek tej kolekcji był jednak skromny. - To nie ja zacząłem, tylko mój ojciec - wspomina.

– Miał piękną, angielską fajkę. Patrzyłem, jak ją pali i widziałem w tym coś wyjątkowego: spokój, skupienie, pewien rytuał – dodaje.

Jako nastolatek postanowił spróbować sam. Najprościej było sięgnąć po fajkę taty. – Zwinąłem ją – mówi dziś z uśmiechem. Ojciec szybko się zorientował, ale złości nie było. Po czasie zapytał tylko: „I jak smakuje?”. Gdy syn przyznał się do wszystkiego, usłyszał, że może ją zatrzymać. Ten moment przesądził o wszystkim.

Rytuał zamiast pośpiechu

Od tamtej chwili minęło ponad 50 lat. Fajka stała się stałym elementem życia Maszkiewicza, choć – jak podkreśla – nie była zwykłym nawykiem. – Nigdy nie paliłem papierosów. Fajka to coś zupełnie innego. Tu nie chodzi o pośpiech, tylko o rytuał – tłumaczy.

Każdy etap ma znaczenie: dobór tytoniu, nabicie główki, spokojne rozpalenie. Zbyt szybkie tempo sprawia, że dym traci swoje walory.

Doświadczeni fajczarze wiedzą też, że jednego egzemplarza nie używa się bez przerwy. Po kilku paleniach musi odpocząć, dlatego kolekcjonerzy mają ich wiele – kieruje nimi nie tylko pasja, ale i praktyczne względy.

W zbiorach J. Maszkiewicza znajdują się fajki wykonane z różnych materiałów. Najbardziej cenione są wrzoścowe – trwałe, odporne na temperaturę i uznawane za klasykę gatunku. Są też fajki z gruszy, akacji czy czarnego dębu, które wpływają na smak i sposób palenia.

Modele metalowe, choć efektowne, nie cieszą się dużym uznaniem – szybko się nagrzewają. Z kolei fajki gliniane i ceramiczne zapewniają neutralny smak, ale są kruche i łatwo je uszkodzić.

Szczególne miejsce zajmują fajki z pianki morskiej – lekkie, porowate, z czasem zmieniające barwę, co stanowi dodatkową wartość.

W kolekcji nie brakuje też egzotycznych egzemplarzy z dyni, tykwy czy kolb kukurydzy. Pokazują one, jak różnorodna i pomysłowa może być ta dziedzina rzemiosła.

W poszukiwaniu unikatów

Pasja kolekcjonerska często łączy się z podróżami. W przypadku J. Maszkiewicza jest podobnie. – Gdzie jestem, tam szukam fajek – przyznaje. Jedna z takich wypraw zaprowadziła go do Maroka. Tam, szukając odpowiedniego tytoniu i fajek, przez kilka godzin jeździł taksówką od sklepu do sklepu. – To była trochę przygoda, trochę konieczność – wspomina.

Część egzemplarzy przywoził z zagranicy sam, inne otrzymywał od znajomych, którzy, wiedząc o jego pasji, przekazywali mu je jako pamiątki z podróży. Tm sposobem kolekcja stopniowo się powiększała, a każda nowa sztuka niosła ze sobą historię miejsca, z którego pochodziła.

Pretekst do rozmowy

Choć dla wielu fajka jest jedynie przedmiotem, pan Jan twierdzi, że ma ona również wymiar społeczny. – Zbliża ludzi – mówi. Przekonał się o tym podczas pobytu nad morzem. Na plaży zauważył mężczyznę palącego fajkę. Ten detal wystarczył, by przełamać dystans. Okazało się, że to turysta z Niemiec. Rozmowa zaczęła się od fajki, a skończyła na wspólnym paleniu i wymianie tytoniu. – Gdyby nie fajka, pewnie byśmy się nawet nie odezwali – przyznaje.

Podobną rolę odgrywają fajki wodne, zwane sziszami. Używane często w większym gronie, sprzyjają rozmowie i budowaniu relacji. W wielu kulturach pełnią funkcję towarzyskiego rytuału.

Więcej niż hobby

Historia fajki sięga starożytności – wspominał o niej już Herodot. W różnych częściach świata pełniła funkcje nie tylko użytkowe, ale też symboliczne. Wśród rdzennych mieszkańców Ameryki była znakiem pokoju i elementem ważnych ceremonii. Dziś jej znaczenie jest inne. Dla jednych to przedmiot kolekcjonerski, dla innych forma relaksu. Dla J. Maszkiewicza – czymś znacznie więcej.

– Nie namawiam nikogo do palenia. Ale jeśli ktoś już to robi, niech robi to świadomie – podkreśla.

Jego zdaniem fajka nie jest używką w potocznym znaczeniu. To raczej pretekst do zatrzymania się, rozmowy, refleksji. W świecie, który nieustannie przyspiesza, takie momenty stają się coraz cenniejsze.

Wśród setek egzemplarzy jeden pozostaje najważniejszy – ten pierwsza, „pożyczony” od ojca. Nie jest najdroższa ani najrzadsza, ale ma największą wartość.

Bo to od niej wszystko się zaczęło.

Waldemar Jaroń