Pacjenci poczekają
Planowanie, a finansowe realia
Decyzja została podjęta po analizie funkcjonowania placówki w pierwszym półroczu. – Mając informacje, w jakiej skali został wykorzystany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, ile jest nadwykonań na którym oddziale, zarząd przygotowuje plan na drugie pół roku – wyjaśnia M. Furlepa. – Jeżeli są spore nadwykonania, a takowe u nas są, musimy zaplanować strategię leczenia na kolejne miesiące – dodaje, zaznaczając, że nie dotyczy to przypadków ratujących życie i zdrowie.
NFZ nie pokrywa w pełni kosztów nadwykonań – w ubiegłym roku szpital otrzymał ok. 30% ich wartości. Jak tłumaczy dyrektor, placówka działa w ramach kilku typów kontraktów. – Jeżeli chodzi o ryczałt i limit, dostajemy plan na rok i mamy za to płacone. Ale gdy go nadwykonamy, nie otrzymujemy pełnej kwoty – mówi. – W związku z tym trzeba wykonać co najmniej 98% kontraktu, licząc, że NFZ pokryje nadwykonania. Kiedyś tak się działo, dziś – przy braku środków – już nie. Te świadczenia wynikają z realnych potrzeb zdrowotnych mieszkańców, a nie są robione „sztucznie” – dodaje.
To nic niezwykłego
Jak podkreśla dyrektor, podobne decyzje podejmowane są również w innych placówkach. – Nie jest to nic niezwykłego. W ubiegłym roku część szpitali w Polsce całkowicie wstrzymała przyjęcia w niektórych zakresach pod koniec roku – mówi.
Dodaje, że celem jest uniknięcie sytuacji, w której ograniczenia byłyby bardziej dotkliwe dla pacjentów i finansów placówki. – Liczyliśmy na 7 mln zł wzrostu kontraktu, a dostaliśmy niewiele ponad 2 mln zł – wylicza. – NFZ nie ma pieniędzy, więc nie przekazuje ich szpitalom, co przekłada się na dostęp do leczenia. Musimy sięgać po pożyczki, by leczyć ludzi i wypłacać pensje. Tym samym finansujemy – bez odsetek dla NFZ – niewydolność systemu w naszym kraju. Musimy jeszcze liczyć się z tym, że jakiś sprzęt może ulec awarii, trzeba będzie go naprawiać, coś dokupić, leki szybko drożeją – wskazuje.
Trudno konkurować
Istotnym problemem pozostaje również kadra medyczna. Szpitale powiatowe muszą konkurować o personel z większymi ośrodkami, które oferują wyższe wynagrodzenia. – W naszym sąsiedztwie działają wojewódzkie placówki w Siedlcach i Białej Podlaskiej. Z takimi podmiotami trudno rywalizować – przyznaje M. Furlepa.
Zwraca jednak uwagę na sytuację pielęgniarek. – Ich pensje, w zależności od wykształcenia, są ustawowo regulowane i w naszym szpitalu są na dobrym, godnym poziomie – dodaje.
Porodówki na celowniku
Zapytany o ewentualne oszczędności w obszarze położnictwa, dyrektor podkreśla, że obecne wyceny procedur są niekorzystne. – Porody są bardzo źle wycenione, a utrzymywanie porodówek przy niżu demograficznym jest nieopłacalne. Rocznie mamy prawie 500. Gdyby wszystkie dzieci z powiatu łukowskiego rodziły się w Łukowie, mielibyśmy o 200 porodów więcej i, wliczając bilans kosztów i przychodów razem z oddziałem neonatologicznym, wyszlibyśmy na zero. Procedury w ginekologii operacyjnej są bardzo słabo wycenione i po prostu do tego dokładamy – mówi.
Jednocześnie uspokaja: – Nie mamy w planach likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego. Pacjenci w przypadkach nagłych będą zawsze przyjmowani, to samo dotyczy wszystkich chorób „planowych”, jeśli istnieje potencjalne ryzyko ich zaostrzenia. Jestem lekarzem i zrobię wszystko, aby wprowadzane ograniczenia nie odbiły się na ludzkim zdrowiu. I jeszcze raz podkreślam: tego typu postępowanie jest standardowe dla większości zarządów szpitali. Przykro mi, że brak zrozumienia u części osób komentujących moją wypowiedź powoduje niepotrzebny zamęt i niepokój w przestrzeni publicznej – podkreśla dyrektor.