Kultura
FOT. TK
FOT. TK

Marta wróciła na płótna

Pałac i otaczający go park na dwa dni zamieniły się w pracownię pod gołym niebem. Ośmioro artystów, którzy przyjechali do Ryk z różnych miejsc Polski, szukało inspiracji w lokalnym krajobrazie oraz historii Marty Marchwickiej.

Jej postać stała się motywem przewodnim pierwszego pleneru malarskiego „Z Martą w plenerze". Wydarzenie zorganizowało Centrum Kultury i Sportu. Wzięli w nim udział twórcy m.in. z Warszawy, Zamościa, Kielc, Garwolina i Żelechowa. Przy sztalugach mierzyli się nie tylko z architekturą pałacu czy parkową przyrodą, ale także z historią dawnej właścicielki miejscowego majątku.

– Przywołujemy Martę w naszych pracach, sprawiamy, że jej postać jest nie tylko w słowie, książce, ale i na obrazach – mówi Wioletta Rzążewska, prowadząca plener.

 Pałac, kwiaty i własne spojrzenie

Przez dwa dni mieszkańcy mogli obserwować artystów przy pracy. Jedni wybierali konkretne motywy z parkowego otoczenia, inni sięgali po historię rodziny Marchwickich.

Joanna Majewska z Zamościa postawiła na rycki pałac oraz rosnące w jego pobliżu kwiaty.

– Lubię je malować – przyznała.

O wydarzeniu dowiedziała się od znajomego. – Jestem pod wrażeniem lokalnej sztuki i pomysłów ludzi z małych miejscowości – powiedziała.

Podobny motyw wybrała Anna Joanna Zborowska z Żelechowa. Na jej płótnie również znalazł się pałac otoczony kwiatami. – Bardzo lubię plenery, dlatego tu przyjechałam. Nawet w domu maluję na dworze. Dlatego przeprowadziłam się z Warszawy do małej miejscowości – opowiadała. Jak dodała, kwiatów nie mogło zabraknąć również w tej pracy, ponieważ są jednym z jej ulubionych tematów.

Natomiast Marek Konatkowski z Warszawy namalował rodzinę Marchwickich. – Spodobała mi się zwłaszcza opowieść o Marcie. Widać, że tu dba się o to, by takie historie przetrwały. To bardzo fajne – ocenia.

W plenerze udział wzięli także młodzi mieszkańcy w wieku od ośmiu do 15 lat. – Powstały wspaniałe prace techniką akrylową, inspirowane naturą i historią M. Marchwickiej – zaznaczyła W. Rzążewska.

Dwa dni ze sztuką

Podsumowanie pleneru odbyło się w niedzielę 9 sierpnia. Na zakończenie uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy.

– Dziękuję za chęć tworzenia dzieł w Rykach, za obecność i korzystanie z uroków parku i dworu. Zapraszam do umawiania się z nami na wystawę prac. Mam nadzieję, że ten projekt przyniesie jeszcze kolejne ciekawe spotkania i wydarzenia – powiedziała Donata Łukasiak, dyrektor CKiS.

Powstałe podczas wydarzenia prace artyści pozostawili w ryckim ośrodku kultury. Trafią na stałą ekspozycję w pałacu.

Organizatorzy nie wykluczają również kolejnych podobnych inicjatyw. Pierwsze spotkanie przy sztalugach może więc stać się początkiem cyklu wydarzeń łączących sztukę z historią Ryk.

Smutna historia społeczniczki

Wybór M. Marchwickiej na patronkę artystycznego spotkania nie był przypadkowy. Dawna właścicielka ryckiego majątku, żyjąca na przełomie XIX i XX w., była nie tylko ziemianką. Była również uzdolniona artystycznie i sama malowała.

– Była osobą bardzo religijną, więc tematyka jej obrazów przeważnie obejmowała postaci świętych. Jedno z jej dzieł – „Madonna” – trafiło do klasztoru. Na innym obrazie była namalowana Matka Boża pochylona nad Dzieciątkiem. Ujęcie ukazywało wzruszoną Maryję widzącą cierniową koronę Jej Syna. Niestety, ten obraz, jak i inne umieszczone w pałacu, nie zachował się – mówi Małgorzata Łuszkiewicz, prezes Stowarzyszenia Kulturalnego im. Leona Wyczółkowskiego w Rykach. To właśnie ona przybliżyła uczestnikom historię dawnej właścicielki majątku.

Marchwicka zapisała się w pamięci mieszkańców także jako osoba wrażliwa na potrzeby innych. Troszczyła się o swoją służbę i dzieci. Pracujących w gospodarstwie uczyła czytać, pisać i liczyć. – A do czworaków chodziła uczyć dzieci, bo w tamtym czasie w miasteczku nie było jeszcze szkoły – zauważa M. Łuszkiewicz.

Życie nie rozpieszczało M. Marchwickiej. Brak miłości i niezrozumienie ze strony męża, prawdopodobnie było przyczyną tego, że popełniła samobójstwo. Został znaleziona martwa we własnej oranżerii. Zastrzeliła się z rewolweru męża.