Podróż, która trwa
W lipcu minęło 14 lat od pierwszych „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. Dziś za Wami ponad 60 spotkań z najwybitniejszymi globtroterami. Jak narodził się pomysł na ten cykl? Podobno sporą rolę odegrała w tym Pana żona?
To prawda - za wszystkim stoi moja żona Małgorzata. Na moje 30 urodziny podarowała mi książkę Wojciecha Cejrowskiego „Gringo wśród dzikich plemion”. Wcześniej literatura podróżnicza właściwie mnie nie interesowała, ale po jej przeczytaniu byłem zafascynowany.
Publikacja ukazała się w serii „Biblioteka Poznaj Świat”, w której W. Cejrowski wydawał również książki młodych, mniej znanych podróżników. Zacząłem je kupować i kolekcjonować. Z czasem pojawił się pomysł, aby zaprosić jednego z autorów do Radzynia i zorganizować z nim spotkanie. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że z jednorazowej inicjatywy zrodzi się cykl, który będzie trwał kilkanaście lat i zgromadzi wokół siebie tak liczną publiczność.
Pamięta Pan swoje pierwsze spotkanie z publicznością? Wierzył Pan wtedy, że ta inicjatywa przetrwa tyle lat?
Doskonale pamiętam. Odbyło się w lipcu 2012 r. w nieistniejącej już Bibliotece Pedagogicznej w Radzyniu. Gościem był Michał Kruszona, który zabrał nas w podróż do Ugandy. Mimo wakacji biblioteka dosłownie pękała w szwach. To właśnie wtedy pomyślałem, że warto zrobić z tego stały cykl.
Od początku założyłem, że każdemu spotkaniu będzie towarzyszyła książka, wokół której będzie budowana opowieść podróżnika. W tamtym czasie marzyłem tylko o jednym – by kiedyś udało się zaprosić do Radzynia W. Cejrowskiego. Wydawało mi się to zupełnie nierealne. Tymczasem już dwa lata później spotkanie z nim odbyło się w naszym mieście. Paradoksalnie nie był to cel zamykający projekt, lecz moment, który dał mi jeszcze więcej energii do działania.
Przez Radzyń przewinęła się prawdziwa czołówka polskich podróżników. Które ze spotkań szczególnie zapadło Panu w pamięć?
Każde było wyjątkowe i nie potrafię wskazać jednego najlepszego. To trochę tak, jakby ojciec miał oceniać swoje dzieci. Każde z nich ma swoją historię i swoje znaczenie.
Przy wyborze gości kieruję się ich książkami, ale także wydarzeniami na świecie. Po protestach na Białorusi zorganizowaliśmy spotkanie poświęcone temu krajowi. Z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej wybraliśmy się na Węgry. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie rozmawialiśmy o Ukrainie, później o Rosji. Rocznica katastrofy w Czarnobylu stała się okazją do spotkania z ostatnimi ludźmi zamieszkającymi tamte tereny, a rocznica rzezi wołyńskiej – do rozmowy o Wołyniu. Wielkanoc spędziliśmy na Wyspie Wielkanocnej, a Dzień Zmarłych obchodziliśmy w Meksyku.
Równie ważny jest dla mnie sposób poznawania świata. Dzięki naszym gościom podróżowaliśmy Fiatem 126p przez Afrykę z Arkadym Pawłem Fiedlerem, przeszliśmy szlak Camino z Markiem Kamińskim, przepłynęliśmy Atlantyk kajakiem z Aleksandrem Dobą, zdobywaliśmy Koronę Himalajów i Karakorum z Krzysztofem Wielickim czy Piotrem Pustelnikiem, odkrywaliśmy świat przez kuchnię z Robertem Makłowiczem, opłynęliśmy świat z Krzysztofem Baranowskim. To pokazuje, jak różnorodne mogą być podróże i jak wiele inspiracji zostawili po sobie nasi goście.
Którego z podróżników najtrudniej było zaprosić? Innymi słowy – na czyją wizytę czekał Pan najdłużej, zanim udało się ją doprowadzić do skutku?
Zacznę od osoby, której wciąż nie udało się zaprosić – Martyny Wojciechowskiej. Po raz pierwszy rozmawialiśmy o tym w 2015 r. podczas gali plebiscytu „7 nowych cudów Polski” magazynu „National Geographic Traveler”, w którym Pałac Potockich zwyciężył. To właśnie z rąk podróżniczki odbierałem wtedy wyróżnienie. Później jeszcze kilkakrotnie wracaliśmy do tego tematu, raz nawet za pośrednictwem Elżbiety Dzikowskiej, którą Martyna nazywa swoją podróżniczą mamą. Niestety zawsze przeszkadzał brak czasu i ogrom zawodowych obowiązków ze strony Martyny. Nie tracę jednak nadziei.
Jeśli chodzi o gości, którzy już odwiedzili Radzyń, najdłużej czekałem na Dawida Andresa – od pierwszego kontaktu do spotkania minęło siedem lat. Kilka lat trwały również rozmowy z Beatą Pawlikowską oraz Jaśkiem Melą. Ostatecznie spotkania z nimi tylko potwierdziły, że warto było uzbroić się w cierpliwość.
Jak wygląda organizacja takich spotkań od kulis? Czy łatwiej jest dziś zaprosić znanego podróżnika niż kilkanaście lat temu?
Wszystko zaczyna się od książki. Dużo czytam literatury podróżniczej i od lat ją kolekcjonuję – w domu zgromadziłem już pokaźną bibliotekę. Jeśli jakaś publikacja mnie poruszy, a jej tematyka wpisuje się w aktualne wydarzenia lub rocznice, wtedy zaczynam szukać kontaktu z autorem. Dziś jest to zdecydowanie łatwiejsze. Internet i media społecznościowe znacznie ułatwiają kontakt. Po latach działalności mamy już też wypracowaną markę i rozpoznawalność. Często wystarczy jeden telefon do zaprzyjaźnionego podróżnika, który poleca mnie kolejnym osobom. Regularnie uczestniczę także w festiwalach podróżniczych w całej Polsce. To świetne miejsce zarówno do zdobywania nowych kontaktów, jak i szukania inspiracji.
Na liście gości są m.in. W. Cejrowski, E. Dzikowska, M. Kamiński, R. Makłowicz, K. Wielicki. Czy jest jeszcze ktoś, o kim marzy Pan, by pojawił się w Radzyniu?
Poza wspomnianą M. Wojciechowską jest to skialpinista Andrzej Bargiel. Na dziś to dwa nazwiska, których brakuje mi w radzyńskiej koronie najwybitniejszych podróżników.
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Spotkań jest Skwer Podróżników. Skąd pomysł na tabliczki w kształcie niedźwiedzich łap i jak reagują na nie sami podróżnicy?
Pomysł stworzenia skweru był naturalną konsekwencją popularności cyklu. Chciałem, żeby obecność najwybitniejszych podróżników została trwale wpisana w przestrzeń miasta. Sam kształt tabliczki – niedźwiedzia łapa nawiązująca do herbu Radzynia – zaproponował mój syn Jakub podczas jednej z rodzinnych rozmów. Pomysł od razu przypadł mi do gustu, a później uzyskał także akceptację ówczesnego burmistrza Jerzego Rębka. W ten sposób symboliczny biały niedźwiedź z radzyńskiego herbu „wędruje” dziś po Skwerze Podróżników. Ta idea spodobała się również samym podróżnikom. Żaden nie odmówił odsłonięcia tabliczki. Wręcz przeciwnie – wszyscy podkreślali, że to wyjątkowe wyróżnienie.
Można powiedzieć, że dzięki spotkaniom Radzyń stał się rozpoznawalny w środowisku podróżniczym. Tomasz Michniewicz mówił nawet, że zaproszenie do Radzynia jest wyróżnieniem. Czy rzeczywiście zauważa Pan, że ta inicjatywa promuje miasto?
Rok temu, po wysłaniu zaproszenia do jednej z podróżniczek, otrzymałem odpowiedź: „Czy to są te słynne «Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami»? I czy ja też dostanę swoją karykaturę?”. To pokazuje, że nasza marka jest już rozpoznawalna w środowisku. Kolejni goście podkreślają, że o Radzyniu słyszeli od swoich znajomych. Dobra organizacja, serdeczna atmosfera i gościnność sprawiły, że wyrobiliśmy sobie bardzo dobrą opinię. To chyba najlepsza promocja miasta, jaką można sobie wyobrazić.
Kilka lat temu głośno było o pomyśle stworzenia Szlaku Radzyńskiego Niedźwiadka. Dziś niewiele się o nim mówi. Czy projekt ma jeszcze szansę na realizację?
Szlak Radzyńskiego Niedźwiadka został zainaugurowany w 2024 r. Wówczas na Skwerze Podróżników stanęła pierwsza figurka – Niedźwiadek Podróżnik. Ideą było stworzenie trasy prowadzącej turystów przez najciekawsze miejsca Radzynia. Jako dyrektor Radzyńskiego Ośrodka Kultury przygotowałem również drugą figurkę – Niedźwiadka Skrzypka, nawiązującego do urodzonego w naszym mieście wybitnego skrzypka, Karola Lipińskiego. Niestety po moim odejściu z ROK projekt wyraźnie wyhamował. Gotowa figurka czekała na ustawienie aż dwa lata.
Nie chciałbym dziś oceniać powodów tej sytuacji. Wiem natomiast jedno – znając siebie, jeszcze wrócę do tej idei. Chciałbym, aby w przyszłości w Radzyniu pojawiło się co najmniej kilkanaście takich figurek, które stworzą atrakcyjny szlak turystyczny i będą stanowiły nieszablonową formę do poznawania historii, kultury oraz atrakcji turystycznych i przyrodniczych miasta.
Czego możemy spodziewać się po najbliższych Spotkaniach z Podróżnikami? Czy może Pan już zdradzić nazwiska najbliższych gości?
23 października wyruszymy w świat z KamperManiakami – Aldoną i Danielem Saganami. Z kolei 21 listopada będziemy obecni na Festiwalu Podróżników „Zwrotnik” w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, gdzie zaprezentujemy wystawę karykatur Przemysława Krupskiego powstałych w ramach „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”.
Na koniec – co daje Panu największą satysfakcję po 14 latach organizowania Spotkań z Podróżnikami?
Przede wszystkim świadomość, że udało się stworzyć w Radzyniu coś naprawdę wyjątkowego. Takie rozmowy jak ta pozwalają mi zatrzymać się na chwilę i spojrzeć z dystansu na to, co przez te lata udało się zbudować.
Ogromną satysfakcję daje mi także możliwość poznawania niezwykłych ludzi. Za każdą wielką podróżą kryją się lata pracy, wyrzeczeń, odwagi i pasji. Organizacja spotkania to nie tylko sam wieczór z publicznością. To miesiące czytania książek, rozmów z podróżnikiem, przygotowań i dopracowywania szczegółów. W wielu przypadkach te znajomości przerodziły się w prawdziwe przyjaźnie, które trwają do dziś. I właśnie to – obok radości uczestników oraz świadomości, że Radzyń stał się ważnym miejscem na podróżniczej mapie Polski – daje mi największą satysfakcję.
Dziękuję za rozmowę.