Są miejsca, do których chce sie wracać
Podczas sesji naukowej zorganizowanej przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Drelowskiej w ramach Dni Drelowa porównałeś Horodek do Disneylandu. To dość zaskakujące zestawienie...
To porównanie miało przede wszystkim zaskoczyć. Nie chodziło o to, żeby zastanawiać się, które z tych miejsc jest lepsze. Chciałem pokazać, że odpowiadają one na zupełnie różne ludzkie potrzeby. Disneyland kojarzy się z rozrywką, emocjami i spektakularnymi atrakcjami. Horodek to jego przeciwieństwo.
Nie oferuje atrakcji rozumianych w taki sposób. Oferuje ciszę, ponad trzy i pół wieku historii i tradycji, piękno przyrody oraz coraz rzadziej spotykaną przestrzeń łąk i lasów, gdzie można się na chwilę zatrzymać, wyciszyć, pomodlić lub po prostu pobyć samemu ze swoimi myślami. Odwiedzający Horodek często zostawiają opinie w Google. Zwróciłem uwagę, że niemal nigdy nie opisują tego miejsca przez pryzmat zabytków czy atrakcji. Piszą raczej: „miejsce z duszą”, „cisza i spokój”, „tajemnicze miejsce”, „już sama droga przez las robi wrażenie”. To pokazuje, że największą wartością Horodka nie są materialne obiekty, ale atmosfera tego miejsca, tworzona przez pokolenia ludzi przybywających tu przede wszystkim po spotkanie ze św. Onufrym. Odwołując się do Disneylandu, chciałem pokazać, że są miejsca, które chce się zobaczyć, i są miejsca, do których chce się wracać. Dla mnie Horodek jest właśnie takim miejscem.
Horodek zachwyca nie tylko historią, ale również swoim położeniem pośród łąk, mokradeł i lasów. Na ile przyroda współtworzy charakter tego miejsca?
Przyroda odgrywa tutaj ważną rolę, ale sama nie jest odpowiedzią na to pytanie. Pięknych lasów, łąk i mokradeł w Polsce nie brakuje. Wyjątkowość Horodka polega na czymś więcej. Można powiedzieć, że to właśnie przyroda wskazała to miejsce. Przez wieki rozległe lasy i mokradła dawały schronienie w niespokojnych czasach, a jednocześnie tworzyły przestrzeń sprzyjającą wyciszeniu. To nie przypadek, że kult św. Onufrego, pustelnika, rozwinął się właśnie tutaj. Otaczająca przyroda od wieków sprzyjała modlitwie, zadumie i pielgrzymowaniu. Ale gdyby wyjątkowość Horodka wynikała wyłącznie z piękna przyrody, byłby on tylko jednym z wielu urokliwych zakątków Podlasia. Tymczasem od ponad 350 lat ludzie przychodzą tu przede wszystkim ze względu na św. Onufrego. Przyciąga ich wiara w jego wstawiennictwo, przekazywane z pokolenia na pokolenie świadectwa otrzymanych łask i niezwykła ciągłość tego miejsca. Myślę, że właśnie połączenie przyrody z historią i żywą tradycją kultu sprawia, że Horodek jest tak wyjątkowy.
Ciekawa i dość poruszająca była przytoczona przez Ciebie historia Felka, a właściwie jego szkolne wypracowania o odpuście św. Onufrego sprzed blisko 90 lat. Skąd wzięło się to niezwykłe znalezisko?
Ta historia zaczęła się od wiadomości przesłanej przez Ryszarda Panasiuka, mającego rodzinne korzenie w Drelowie. To właśnie on przed laty ocalił przedwojenny szkolny zeszyt Felka z Żerocina. Myślę, że to przede wszystkim jemu należą się słowa uznania. Felek napisał swoje wypracowanie 14 czerwca 1938 r., zaledwie dwa dni po odpuście św. Onufrego w Horodku. To nie są wspomnienia spisywane po latach ani relacja historyka. To zapis jednego dnia utrwalony ręką 13-letniego chłopca. Dzięki temu możemy zobaczyć Horodek jego oczami – z całą prostotą, autentycznością i dziecięcą szczerością. Miejscami ten tekst wzrusza, a miejscami potrafi wywołać uśmiech. Kiedy przeczytałem rękopis, od razu pomyślałem, że szkoda byłoby, gdyby pozostał jedynie archiwalnym dokumentem. Chciałem, żeby po blisko 90 latach znów stał się opowieścią. Współczesne narzędzia pozwoliły połączyć jego słowa z obrazem, muzyką i narracją. Technologia nie stworzyła tej historii, a jedynie pomogła opowiedzieć ją współczesnemu odbiorcy.
Pokazałeś, jak współczesne narzędzia sztucznej inteligencji mogą pobudzić wyobraźnię i pomóc opowiadać historię. Gdzie, Twoim zdaniem, przebiega granica między wykorzystaniem nowoczesnej technologii a zachowaniem autentyczności źródeł?
Tam, gdzie kończą się źródła, a zaczyna fikcja. Sztuczna inteligencja nie może zastępować historii, lecz jedynie pomagać ją opowiadać. Dla mnie niedopuszczalne są wszelkie próby fałszowania rzeczywistości, tworzenia deepfake’ów czy przedstawiania fikcji jako autentycznych wydarzeń. Historia musi pozostać wierna źródłom. Jednym z moich pierwszych doświadczeń z takim wykorzystaniem sztucznej inteligencji było przygotowanie krótkiego filmu wspomnieniowego „Zaufaj życiu”, poświęconego ks. kan. Józefowi Szajdzie. Film powstał na okoliczność marcowego spotkania w Paszenkach. Zależało mi na pokazaniu różnych etapów jego życia, których nie dokumentowały zachowane fotografie. AI pomogła wypełnić te luki, ale wyłącznie w formie artystycznej wizji opartej na faktach. Bardzo ciepły odbiór filmu – zarówno ze strony rodziny ks. Józefa, jak i osób, które go znały – utwierdził mnie w przekonaniu, że z nowych technologii można korzystać z szacunkiem dla prawdy i pamięci o bohaterach takich opowieści. Zupełnie inny charakter miała praca nad historią Felka. Tym razem zachował się autentyczny rękopis, ale nie mamy fotografii wydarzeń, które opisywał. Dzięki AI mogliśmy pobudzić wyobraźnię współczesnego odbiorcy, nie udając przy tym, że pokazujemy prawdziwe zdjęcia z 1938 r. Po opublikowaniu na profilu „Historia Drelów” film spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem, zdobywając blisko dwukrotnie więcej reakcji niż dotychczas najpopularniejsza publikacja. Odebrałem to jako potwierdzenie, że historia opowiedziana w atrakcyjnej, ale uczciwej formie nadal potrafi poruszać ludzi. Żyjemy w czasach, gdy coraz więcej osób odbiera świat przede wszystkim obrazem. Dla wielu kilkuminutowy film stanie się pierwszym krokiem do przeczytania całego rękopisu. Jeśli dzięki ilustracjom, animacji, muzyce i narracji ktoś zainteresuje się historią Horodka lub sięgnie po oryginalny tekst Felka, to znaczy, że technologia spełniła swoją rolę. Sztuczna inteligencja może również pomóc odnowić stare fotografie, poprawić ich jakość czy usunąć ślady czasu. To także jest wartościowe, o ile nie zmienia ich historycznej treści. Moim zdaniem AI jest doskonałym narzędziem, ale tylko wtedy, gdy pomaga lepiej zrozumieć i opowiedzieć historię, a nie tworzyć jej własną wersję.
Czy są jeszcze inne historyczne smaczki, które poznamy w przyszłości?
Na szczęście historia potrafi zaskakiwać. Rzeczywiście są materiały, które czekają na swoją kolej, ale nie chciałbym dziś zdradzać zbyt wiele. Myślę, że każda opowieść ma swój właściwy moment i warto pozwolić jej wybrzmieć wtedy, gdy nadejdzie odpowiedni czas.
Osoby, którym bliski jest Horodek, zachęcam do śledzenia profilu „Horodek – miejsce kultu św. Onufrego”. Staramy się pokazywać tam życie tego miejsca, przede wszystkim jego wymiar religijny, ale także piękno przyrody, historię oraz świadectwa minionych pokoleń. Z kolei na profilu „Historia Drelów” już pojawiło się coś, co ucieszy osoby, którym spodobała się opowieść o Felku i jego szkolnym wypracowaniu.
Czy takie miejsce kultu może być atrakcyjne dla ludzi młodych?
To pytanie należałoby postawić ludziom młodym, ja już do nich nie należę, ale opowiem pewną historię. Pod koniec czerwca pojechałem do Horodka sfotografować o zmierzchu tamtejsze krzyże, kapliczkę i grotę Matki Bożej. To był wyjątkowy dzień – termometry pokazywały blisko 40 stopni i niewykluczone, że był to również najgorętszy dzień w dziejach Horodka. Mniej więcej kilometr przed Horodkiem minąłem parę nastolatków idących poboczem drogi. Nie przyszło mi do głowy, że zmierzają właśnie tam. Wyglądali raczej jak para, która wybrała się na zwykły spacer w ciepły, letni wieczór; gdybym zobaczył rowerzystów, pewnie od razu pomyślałbym, że jadą do św. Onufrego. Po kilkunastu minutach, kiedy kończyłem fotografowanie i wciąż byłem na miejscu, zobaczyłem ich ponownie. Skierowali się prosto do groty Matki Bożej, zajrzeli do środka, a potem usiedli na jednej z ławek naprzeciwko groty. Podszedłem do nich i zapytałem, czy mogę zrobić im zdjęcie. Uśmiechnęli się i zgodzili. Nie dopytywałem, po co przyszli. Czy chcieli się pomodlić, pobyć chwilę w ciszy, odpocząć, czy po prostu byli ciekawi tego miejsca. I chyba nie jest to najistotniejsze w tej opowieści. Najważniejsze jest to, że przyszli. Być może na swój sposób przypielgrzymowali do Horodka. W najgorętszy wieczór roku mogli spędzić ten czas na wiele innych sposobów, bardziej „disneyowskich”. A jednak wybrali Horodek. I tę historię zostawiłbym jako odpowiedź na to pytanie.
Dziękuję za rozmowę.