I tam stało się coś
Przez 50 lat życia żyła z dala od Pana Jezusa. Była wiernym członkiem partii komunistycznej i cenioną nauczycielką, uwielbiała zagraniczne podróże. Wydawało się, że jej przyszłość została już dawno napisana. Aż do dnia, w którym jedno spotkanie odmieniło wszystko… Wbrew sceptycyzmowi otoczenia i własnym lękom A. Lenczewska wkroczyła na ścieżkę głębokiego życia duchowego. Jej mistyczne zapiski pełne szczerości, nadziei i mądrości z czasem trafiły do tysięcy ludzi szukających odpowiedzi na pytania o miłość, cierpienie, wiarę i sens życia.
„Mistyczka” to film, który porusza serce i skłania do refleksji. Na ekranie intymny portret niezwykłej kobiety splata się z uniwersalną opowieścią o samotności, odwadze i potrzebie odnalezienia światła nawet w najtrudniejszych momentach życia.
Film na dziś
Co stało się impulsem do opowiedzenia tej historii właśnie teraz? – A. Lenczewska przez 51 lat życia starała się wypełnić pustkę swojego serca znajomościami, karierą i zagranicznymi wyjazdami. To wielkie poszukiwanie miało swój finał w miejscu, w którym nigdy by się tego nie spodziewała – odpowiada jeden z twórców filmu Jan Sobierajski, przypominając otrzymanie darów, które towarzyszyły jej przez blisko ćwierć wieku. – Te mistyczne doświadczenia skrupulatnie zapisywała w dziennikach duchowych, które po jej śmierci w 2012 r, trafiły pod osąd specjalnie powołanej komisji, która jednogłośnie wydała pozytywną opinię. To szalenie aktualna, inspirująca historia w gwiazdorskiej obsadzie. Takiego polskiego filmu jeszcze nie było – dodaje Z kolei Andrzej Kocuba – drugi współtwórca – podkreśla aktualność jej przesłania. – Żyjemy w czasach, w których ludzie, mając tak wiele, wciąż poszukują czegoś, co nada ich życiu sens i wypełni pustkę w sercu – zauważa. – Bardzo łatwo się dziś pogubić, goniąc za pragnieniami podpowiadanymi przez świat zewnętrzny: za karierą czy wizją szczęścia zaczerpniętą ze scrollowania idealnych obrazków w internecie. A. Lenczewska to postać, której biografia daje nam genialną odpowiedź właśnie na te dzisiejsze bolączki. Kobieta z krwi i kości, która przeżyła spotkanie z Jezusem porównywalne do doświadczeń św. s. Faustyny. Jeśli komuś wydaje się, że przekaz skierowany do żyjącej w klasztorze zakonnicy jest dla niego zbyt odległy – tu ma słowa skierowane do osoby świeckiej. Do nauczycielki ze Szczecina, która przez pierwszą połowę swojego życia szukała szczęścia dokładnie tam, gdzie dzisiaj szuka go większość z nas. Wielu uważa, że orędzie, jakie otrzymała, to słowa na czasy ostateczne. Wobec tego po prostu nie mogliśmy dłużej czekać z przeniesieniem tej inspirującej historii na wielki ekran.
Przesłanie nadziei
Na ekranie zobaczymy plejadę polskich gwiazd z Dorotą Chotecką-Pazurą na czele. Odtwórczyni roli A. Lenczewskiej, podkreśla, że jej bohaterka nie była świętą, ale normalnym człowiekiem – jak każdy z nas. – Dlaczego historia jej życia jest ciekawa? Dlatego, że daje nam do myślenia – zauważa. – Przecież ona tak naprawdę zobaczyła prawdziwą siebie i to, czego chce w życiu, dopiero w wieku pięćdziesięciu kilku lat. Stąd wniosek, że dla każdego z nas jest nadzieja i szansa: że możemy się zmienić i zmieniamy się! Więc każdy z nas może dać sobie szansę. Musimy się tylko otworzyć na dobro i odpowiedzieć sobie na pytanie: „Co chcę zmienić i do czego dążę?” – puentuje.
Twórcy filmu podkreślają, że jego najmocniejszą stroną są autentyczność przekazu oraz inspiracja, iż każdy z nas ma możliwość osobistego spotkania żywego Boga. – Staramy się pokazać, jak usłyszeć głos Stwórcy, który w dziennikach A. Lenczewskiej informuje: „To, co zapisujesz, jest po to, aby ludzie zrozumieli, że Ja chcę mówić do każdego, by pokierować nim, ustrzec od zła i wprowadzić na drogę zbawienia. Że jestem przy każdym człowieku, w każdej chwili jego życia. (…) Słyszenie w sercu Mojego głosu nie jest darem nadzwyczajnym, wyjątkowym. Każdy go otrzymał w chrzcie świętym i każdy może rozpoznać pouczenia Moje, jeśli będzie ich pragnął i oczekiwał” – przypomina J. Sobierajski.
MG