Potomkowie Potockich z wizytą
Goście z Francji to grupa potomków hr. Andrzeja Potockiego i Zofii z Tarnowskich - ostatnich właścicieli majątku i pałacu w Międzyrzecu Podlaskim, wraz z członkami rodzin. Przed II wojną światową właścicielem majątków Turów i Witoroż był hr. Artur Potocki - rodzony brat Andrzeja oraz jego małżonka Maria z Tarnowskich, rodzona siostra Zofii.
Ich małżeństwo pozostało bezdzietne. Kiedy w grudniu 1936 r. bp Henryk Przeździecki erygował w Turowie filię duszpasterską, hr. Artur wraz z żoną stał się fundatorem kościoła.
Poznawanie i zacieśnianie więzi
Potomków Potockich powitał proboszcz ks. Paweł Smarz wraz z parafianami. Po wspólnej modlitwie w kościele wysłuchali oni prezentacji przygotowanej przez regionalistę i pasjonata historii Krzysztofa Szczepaniuka. Ukazane w niej zostały związki Potockich z Turowem oraz ich udział w życiu religijnym mieszkańców wsi. Wymownym tego znakiem jest powstała świątynia. Goście usłyszeli też o okolicznościach, w jakich Turów znalazł się w rękach ich przodków.
Podczas spotkania Aleksander i Władysław Potoccy, wnukowie Andrzeja Potockiego, ostatniego właściciela dóbr międzyrzeckich, opowiedzieli o tragicznych losach rodziny. Wyjaśnili, w jaki sposób została ona rozdzielona, by po wojennych przeżyciach w obozach niemieckich odnaleźć się we Francji i tam się osiedlić.
Niezwykle ubogacające i dla gości, i dla parafian stało się spotkanie przy kawie w domu kultury. Był to czas rozmów, wspólnego śpiewu i poznawania się, a przede wszystkim budowania więzi. Potomkowie Potockich otrzymali też symboliczne pamiątki związane z Turowem; m.in specjalnie przygotowaną kartkę pocztową oraz magnes na lodówkę ze zdjęciem miejscowego kościoła. – To pierwsza tego typu wyprawa naszej rodziny do kraju przodków. Zabraliśmy na nią 19dzieci, by one szczególnie zapamiętały nasz powrót do korzeni – podkreślał A. Potocki. – Dziękujemy za wspaniałe przyjęcie w Turowie – dodał ze wzruszeniem.
W trakcie kilkudniowej wizyty w Polsce potomkowie rodu Potockich odwiedzili także Łętownię na Podkarpaciu, gdzie znajduje się odnowiony nagrobek por. hr. Andrzeja Potockiego, który zginął we wrześniu 1939 r. Wizytę zakończył kilkudniowy pobyt w Międzyrzecu Podlaskim.
Warto pamiętać
– W wyniku podziału majątku Potockich Arturowi przypadł majątek Turów z trzema folwarkami: Turowem, Owieszanką i Aleksandrówką, oraz majątek Witoroż. Była to jedna z większych i najlepiej zagospodarowanych części całego klucza międzyrzeckiego – relacjonował K. Szczepaniuk. Przypomniał, iż okazją do czynu, który na trwałe odmienił religijne oblicze Turowa, stało się utworzenie tu w grudniu w 1936 r. filii duszpasterskiej pw. św. Antoniego Padewskiego. Wraz z jej powstaniem pojawiła się pilna potrzeba wzniesienia świątyni. – W realizację tego zamierzenia z ogromnym zaangażowaniem włączył się hr. Artur Potocki wraz z małżonką. Ofiarowali plac w centrum wsi przeznaczony pod budowę kościoła, a także przylegający do niego grunt orny, który miał stanowić uposażenie proboszcza i jego następców. Łącznie przekazany teren obejmował około 4 ha – mówił prelegent wskazując, iż hr. Artur zadeklarował też przekazanie drewna budowlanego, ponadto zobowiązał się dołożyć z własnych środków kwotę odpowiadającą sumie zebranej przez mieszkańców Turowa. – Była to deklaracja niezwykle szczodra, ale wymagająca od fundatora poświęcenia. Mieszkańcy wsi zdołali zebrać imponującą jak na lokalne możliwości sumę 30 tys. zł. Zgodnie z obietnicą A. Potocki powinien zatem przeznaczyć na budowę kolejne 30 tys. Potoccy nie dysponowali jednak w tym czasie taką ilością gotówki. Aby dotrzymać słowa, A. Potocki zdecydował się na sprzedaż części własnego majątku – wyjaśniał pan Krzysztof, dodając, iż przeznaczył on na parcelę około 50 ha ziemi dworskiej położonej w północno-wschodniej części Turowa.
Kościół w pół roku
Wiosną 1937 r. rozpoczęto gromadzenie materiałów budowlanych oraz przygotowywanie pełnej dokumentacji projektowej. Projekt kościoła, a następnie kierowanie jego budową powierzono doświadczonemu warszawskiemu architektowi Andrzejowi Węgrzeckiemu, poleconemu przez Potockich. Prace organizacyjne przebiegały niezwykle sprawnie. Współpraca pomiędzy hrabiostwem, pierwszym proboszczem ks. Eugeniuszem Petrykowskim oraz mieszkańcami Turowa układała się wzorowo. Każdy, kto mógł wnieść swój wkład w powstanie świątyni, czynił to na miarę swoich możliwości. Jedni ofiarowywali pieniądze, inni pracę, materiały lub pomoc przy organizacji budowy.
29 czerwca 1937 r. na placu budowy odprawiona została uroczysta Msza św. inaugurująca dzieło wznoszenia kościoła. Poświęcono wówczas plac oraz wmurowano kamień węgielny. Przy ołtarzu polowym zawisł obraz Matki Bożej Cygańskiej podarowany specjalnie na tę uroczystość przez hr. Marię Potocką. Hr. Artur zgodnie z wcześniejszą deklaracją przekazał najlepsze gatunkowo drewno potrzebne do budowy. Materiał ten przygotowywano w miejscowym tartaku należącym do Potockich. – Tempo budowy było imponujące. W ciągu zaledwie pół roku wzniesiono świątynię, która miała stać się duchowym centrum miejscowej wspólnoty. Już 12 grudnia 1937 r odprawiona została w niej pierwsza Msza św. W tym samym czasie powstała również plebania oraz budynki gospodarcze. Przed mieszkańcami pozostawało jeszcze jedno wielkie zadanie: wyposażenie wnętrza świątyni oraz uporządkowanie jej otoczenia – podkreślał K. Szczepaniuk.
Wojenna tułaczka
Po wybuchu wojny hrabiowie Potoccy zmuszeni zostali do opuszczenia kraju. Artur i Maria znaleźli się w Crikvenicy, w chorwackiej części ówczesnej Jugosławii, gdzie zaangażowali się w pomoc polskim uchodźcom. Ich turowską majętność przejęli Niemcy, tworząc gospodarstwo III Rzeszy, tzw. Liegenschaft. Po opuszczeniu okupowanej Jugosławii hr. Artur udał się do Włoch, gdzie kontynuował swoją służbę Polsce, pełniąc m.in. misję łącznika pomiędzy Watykanem a Rządem Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie w Londynie. Nie dane mu było jednak doczekać końca wojny. Ciężko zachorował i 10 grudnia 1941 r. zmarł w Rzymie. Mówiąc o losach Marii Potockiej. K. Szczepaniuk przypomniał, że po śmierci męża przybyła do Rzymu, gdzie aktywnie działała na rzecz Polski i Polaków. Zaangażowała się w działalność patriotycznych organizacji polonijnych, a także pełniła funkcję attaché Polskiej Misji przy Czerwonym Krzyżu. W 1944 r. wstąpiła do armii polskiej gen. Władysława Andersa i wraz z nią przedostała się do Wielkiej Brytanii.
Maria Dismas pamięta
Jednak po wojnie życie hrabiny przybrało inny, zupełnie niezwykły wymiar. Wstąpiła do klasztoru benedyktynek w Royston pod Londynem, przyjmując zakonne imię Maria Dismas. Tam, za murami klasztornymi, poświęciła resztę swojego życia Bogu. Mimo dzielącej ją od rodzinnych stron odległości nadal pamiętała o mieszkańcach Turowa i ich kościele. – Czasy komunizmu nie sprzyjały rozwojowi parafii, a świątyni wciąż brakowało odpowiedniego wyposażenia – przypomniał pan Krzysztof. – Jednym z najcenniejszych darów hrabiny było ufundowanie i przesłanie tu kompletnej posadzki mozaikowej z terakoty. Materiał ten został wykorzystany do wykonania posadzki w całej świątyni, a także w leśnej kaplicy św. Antoniego. Dar ten, przekazany w latach 1968-1970, był czymś więcej niż tylko pomocą materialną – znakiem pamięci i dowodem na to, że nawet po wielu latach i z dala od ojczyzny serce hrabiny wciąż pozostawało związane z Turowem – wyjaśniał. Maria Potocka – s. Maria Dismas – zmarła w 1985 r. W 2017 r., w 80 rocznicę wybudowania kościoła, wmurowano w nim tablicę upamiętniającą dobroczyńców i fundatorów świątyni. – Tablica ta, ufundowana przez parafian, jest skromnym, lecz wymownym znakiem wdzięczności. Przypomina o ludziach, których już nie ma pośród nas, ale których dzieło wciąż trwa. Jest także pamiątką o tych, którzy – jak Artur i Maria Potoccy – potrafili uczynić ze swego życia dar dla innych – podsumował K. Szczepaniuk.
Wcześniej, w 1908 r., dzięki staraniom i przy wsparciu Krystyny Potockiej, matki hr. Artura, wzniesiona została neogotycka kaplica w turowskim lesie, miejscu objawienia św. Antoniego Padewskiego.
Małgorzata Kołodziejczyk