Region

Drzewa podzieliły mieszkańców

Zabytkowa aleja lip i robinii w Pieszowoli może trafić do rejestru zabytków. Inicjatorzy przekonują, że to cenny ślad historii miejscowości. Lokalny samorząd obawia się natomiast dodatkowych obowiązków, ograniczeń i kosztów związanych z ochroną konserwatorską.

Lubelski Wojewódzki Konserwator Zabytków wszczął postępowanie administracyjne dotyczące wpisania alei do rejestru zabytków. Chodzi o szpaler lip i robinii rosnących przy drodze na działce nr 16 w Pieszowoli, w gminie Sosnowica. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Do czasu zakończenia postępowania drzewa podlegają ochronie, a zainteresowane strony mogą zapoznawać się z dokumentacją oraz składać uwagi i wnioski.

Pomysł objęcia alei ochroną wyszedł ze Stowarzyszenia „Kocham Polesie!”. Jego przedstawiciele przekonują, że drzewa nie są jedynie starym szpalerem przy drodze. Stanowią część dawnego założenia majątkowego i jeden z niewielu zachowanych elementów krajobrazu, w którym rozgrywały się wydarzenia związane z powstaniem styczniowym, represjami carskimi, losami rodziny Krassowskich oraz okupacyjną działalnością Krystyny Krahelskiej.

Lokalne władze patrzą na sprawę inaczej. Nie kwestionują potrzeby ocalenia pamięci o przeszłości miejscowości, ale obawiają się, że wpis do rejestru może utrudnić późniejsze prace przy alei i wiązać się z dodatkowymi kosztami. Kontrowersje budzi także fakt, że samorząd – jak twierdzą jego przedstawiciele – nie był wcześniej informowany o inicjatywie.

 

To nasze dziedzictwo

Członek Stowarzyszenia „Kocham Polesie!” Elżbieta Krassowska podkreśla, że nie jest to przypadkowe skupisko starych drzew. – Aleja była częścią XIX-wiecznego założenia architektonicznego w majątkach ziemskich. W ogóle o tym się nie mówi, tymczasem pełniła ona także praktyczną funkcję. Zacieniała drogę prowadzącą do miejsca pracy – w przypadku Pieszowoli były to stawy hodowlane – zaznacza.

Aleja sąsiaduje z pozostałościami dawnego parku, wpisanego do rejestru zabytków w 1982 r. Jest jednym z nielicznych zachowanych elementów dawnego układu przestrzennego majątku należącego w XIX w. do rodziny Krassowskich. W czasie powstania styczniowego jego właściciel Franciszek Krassowski pełnił funkcję naczelnika cywilnego, czyli przedstawiciela władz powstańczych w terenie. W 1864 r. stacjonowały tam wojska rosyjskie, a Krassowski został aresztowany i zesłany na Syberię, gdzie zmarł dwa lata później. Pierwotny dwór został zniszczony w 1915 r. przez wycofujące się wojska rosyjskie. Po I wojnie światowej wzniesiono nowy budynek, a po 1945 r. majątek upaństwowiono. Funkcjonowało tu Państwowe Gospodarstwo Rolne. Z czasem z dawnego układu dworsko-parkowego niewiele pozostało.

– Ta aleja ma już ponad 100 lat – podkreśla E. Krassowska. Zwraca uwagę, że rosnące przy drodze lipy były miododajne, a działająca w majątku pasieka przynosiła dochód.

Jej zdaniem zachowanie alei pozwoliłoby ocalić kolejny fragment historii Pieszowoli.

– Nie chciałabym, żeby drzewa zostały wycięte bezmyślnie, a ta przepiękna aleja została przekształcona w jakąś wyasfaltowaną uliczkę, co jest tak modne i popularne wśród gmin – mówi.

 

Ślady historii w Pieszowoli

Argumentem za ochroną są również związki tego miejsca z K. Krahelską – poetką, harcerką i żołnierzem Armii Krajowej, autorką m.in. słów pieśni „Hej, chłopcy, bagnet na broń!”.

Rodzina Krahelskich przyjaźniła się z Krassowskimi i odwiedzała ich majątek, wówczas nazywany Pieszą Wolą. Podczas pobytu na przełomie 1942 i 1943 r. Krystyna rozpoczęła pracę nad pieśnią, która stała się jednym z najbardziej znanych utworów polskiego podziemia niepodległościowego.

– Przez lata mieszkała tutaj ze swoimi rodzicami – mówi E. Krassowska, wskazując na związki poetki z Pieszowolą. Jej zdaniem historyczna aleja mogłaby w przyszłości stać się również atrakcją dla odwiedzających.

 

Gmina: więcej problemów niż korzyści

Pomysł objęcia drzew ochroną konserwatorską nie spotkał się jednak z pełną aprobatą lokalnych władz. Jednym z zarzutów jest sposób rozpoczęcia procedury. Jak podkreśla sołtys Pieszowoli Anna Grzywaczewska, nikt z inicjatorów nie rozmawiał o sprawie z władzami gminy. – W urzędzie dowiedzieli się od konserwatora, że wniosek został złożony. Członkowie Stowarzyszenia „Kocham Polesie!” nikogo nie informowali o swoim przedsięwzięciu. A przecież sprawa dotyczy wszystkich mieszkańców – mówi.

Sołtys nie przekonuje argument o konieczności objęcia alei ochroną. Zwraca uwagę przede wszystkim na możliwe konsekwencje dla właściciela terenu oraz potrzebę konsultowania tak istotnych decyzji z mieszkańcami.

Przewodniczący rady gminy Sosnowica i lokalny regionalista Jarosław Armaciński przyznaje, że samorząd nie jest przeciwny zachowaniu dziedzictwa Pieszowoli, ale uważa, że wpis do rejestru zabytków może przynieść więcej problemów niż korzyści.

– Jesteśmy za tym, żeby kultywować pamięć i nie niszczyć tego, co zostało – mówi. – Sam jestem inicjatorem wielu upamiętnień, m.in. tablic, ale osobiście sprzeciwiam się wpisywaniu całej alei do rejestru. Takie działanie może wprawdzie podnieść prestiż miejsca, ale my jako władze gminne będziemy mieli z tym same problemy. Najmniejsza pielęgnacja drzew wymaga zgody konserwatora, który nie dotrzymuje terminów, stawia swoje wymogi, często niezrozumiałe – przekonuje.

Jako przykład podaje Aleję Mickiewicza w Sosnowicy, również objętą ochroną konserwatorską. Samorząd chciałby wyremontować znajdujący się przy niej chodnik, jednak – jak twierdzi Armaciński – wymagania konserwatora sprawiają, że inwestycja jest obecnie poza możliwościami finansowymi gminy i powiatu.

 

Co dalej?

Działka nr 16, przy której biegnie droga z aleją drzew, dwa lata temu została przejęta przez gminę. Wcześniej należała do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Krassowska uważa, że jednym z możliwych rozwiązań byłoby przekazanie terenu Polskiemu Parkowi Narodowemu, który na znacznej długości graniczy z działką. Jak twierdzi, podczas wizji lokalnej 5 sierpnia przedstawiciele PPN mieli wyrażać zainteresowanie objęciem alei opieką.

Inicjatorka wpisania drzew do rejestru zwraca również uwagę na możliwość ubiegania się przez właściciela – w przypadku Pieszowoli jest nim gmina – o dotacje na prace konserwatorskie. Takie wsparcie mogłoby pomóc w finansowaniu niezbędnej pielęgnacji zabytkowej zieleni, choć sam wpis nie gwarantuje otrzymania środków.

Postępowanie wszczęte przez LWKZ jest dopiero na etapie formalnej procedury. Nie ma jeszcze decyzji o wpisaniu alei do rejestru.

Ostateczne rozstrzygnięcie odpowie na pytanie, czy szpaler lip i robinii w Pieszowoli spełnia kryteria pozwalające uznać go za zabytek.

JS