Krzyż to miłość
Święto Podwyższenia Krzyża Świętego przypomina nam o najważniejszym wydarzeniu w historii zbawienia. Kiedy patrzymy na krzyż, w pierwszej kolejności widzimy cierpienie, ból i śmierć. Tymczasem jest on znakiem miłości Boga do człowieka. Dlaczego tak trudno ją dostrzec za cierpieniem Chrystusa?
Geneza tego święta wiąże się z odnalezieniem przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna, drzewa Krzyża, na którym umarł Pan Jezus.
W 335 r. poświęcono Bazylikę Grobu Pańskiego, gdzie relikwie Krzyża Świętego znalazły godne miejsce. Drugi ważny moment nastąpił w 630 r., kiedy cesarz Herakliusz odzyskał relikwie skradzione przez Persów. Bogato ubrany chciał wejść z nimi do bazyliki, ale coś powstrzymywało go przed przekroczeniem jej progu. Biskup Jerozolimy poradził mu, aby zdjął dostojne szaty i boso, jak Chrystus idący na Kalwarię, wniósł relikwie do odbudowywanej świątyni. Pamiątkę tego wydarzenia zaczęto obchodzić 14 września.
To święto ma nam przypomnieć, czym jest krzyż. To symbol miłości, którą Bóg okazał człowiekowi do tego stopnia, że poświęcił swojego Syna dla naszego zbawienia. Miłość jest tutaj więc na pierwszym planie.
Wchodząc do Bazyliki Grobu Pańskiego na Golgotę, widzimy m.in. mozaikę przedstawiającą ofiarę Izaaka. To zapowiedź tego, co wydarzy się na krzyżu. Abraham cofnął rękę, ponieważ Bóg mu na to pozwolił. Sam Bóg natomiast później wydał za nas swojego Syna, a Jezus nie zawahał się pójść na śmierć – najbardziej haniebną ze wszystkich.
Zatem patrząc na krzyż, powinniśmy na nowo uczyć się, czym jest dojrzała miłość?
Zdecydowanie. Miłość bardzo często kojarzy się nam z dobrostanem, szczęściem. Tymczasem, jeśli dobrze się zastanowimy, wszystko, co dobre i ważne w życiu, niesie ze sobą wymiar cierpienia. ...
Jolanta Krasnowska