Opinie

Wersal 2.0

Z rozrzewnieniem ogląda się wypowiedzi polityków, dziennikarzy sprzed kilku dekad, niezależnie od tego, jaką stronę sceny politycznej reprezentowali, co komentowali i jakie emocje temu towarzyszyły. Może czerwoni towarzysze z proletariackiego awansu jeszcze „jechali gomulszczyzną”, ale robili, co mogli, aby „jakoś” wypaść.

Telewizory były małe, widać było piksele, nie było jakości HD i 4K - nie to, co dzisiaj, ale była kultura słowa. Przynajmniej podejmowano starania, aby nie kląć na wizji, utrzymać względny poziom. A jak już się komuś wypsnęło, przynajmniej nie było oklasków. Dziś wszystko nam spsiało, zeszło do poziomu bruku.

Zachwyt rynsztokiem

Coraz częściej da się zauważyć u wielkich tego świata – nie tylko w naszym polskim grajdołku – upodobanie do języka rynsztoku. I czują się w tym coraz bardziej bezkarni. Zresztą… gawiedź wyje z zachwytu i klaszcze, kiedy bluzg, dosadne sformułowanie dotyka np. nielubianego prezydenta czy znienawidzonego pisiora, gdy służy zdefiniowaniu elementu rzeczywistości itp. Telewizje już nawet ich wypowiedzi nie „wypikują”, nie kropkują. Inni traktują to jako przyzwolenie i tak Izabela Łęcka w netfliksowskiej ekranizacji „Lalki” wyraża się jak menel spod budki z piwem. Proste? Ryba psuje się od głowy.

Mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach pojawiło się po stronie tej bardziej „uśmiechniętej” części salonu upodobanie do słowa „sr.ć” (jednak je wykropkuję) i jego desygnatów. Onegdaj skądinąd znakomita aktorka Krystyna Janda zwierzała się w studiu Radia ZET, że nie może dalej słuchać dyskusji o katastrofie smoleńskiej, ponieważ czuje, jakby ktoś na nią „sr.ł cały czas”. ...

Siedlanowski Ks. Paweł

Pozostało jeszcze 85% treści do przeczytania.

Posiadasz 0 żetonów
Potrzebujesz 1 żeton, aby odblokować ten artykuł